poniedziałek, 30 grudnia 2013

Rozdział 46

 Ode mnie: Witam po świętach i Sylwestrze! Pojawiam się znowu. A teraz kontynuacja naszej Love Story!
Dzisiaj pościk o Arturze i Sandrze! Pisany oczywiście narratorem.

Artur miał dzisiaj jednodniowe wyjście z więzienia. Wiedział z kim  chce ten dzień spędzić. Tylko i wyłącznie z Sandrą. Zadzwonił do niej, a ona od razu się zgodziła. Zaprosił ją na śniadanie w drogiej restauracji. Uważał, że zasługuje na to. Przywitał ją. Jednak w oczach dziewczyny dostrzegał coś dziwnego. Było to zaniepokojenie, zahamowanie.  Przyglądał się jej jeszcze przez chwilę. Nie wiedział jak ma się zachować. W końcu zdecydował się zapytać:
-Coś nie tak?
Czuł się dziwnie, nigdy nie interesowało go czyjeś szczęście z wyjątkiem jego samego, chociaż nawet to miał w czasami gdzieś. Czekał na reakcję, ale ta patrzyła się tępo w przestrzeń. Oczy nie miały wyrazu.  Przez jej głowę przeszło tysiące myśli w tym czasie. Czy ten pocałunek w więzieniu to nie była tylko pomyłka? Czy ona nie będzie jego kolejną zabawką? Czy jego przeszłość w niczym im nie przeszkodzi? On zaczął ją szturchać. Wciąż zero reakcji. Przybliżył swoje usta do jej. Pocałował ją. Dopiero po tym się ocknęła.
-Yyy. Co?
-Pytałem się czy coś nie tak?            
-Nie wszystko ok.
-Na pewno?              
-Jasne.
-Co chcesz zamówić? Ja stawiam.
-Dziękuję, kochany jesteś ale nie jestem głodna.
-Jak to?
Wyszła z restauracji. Artur wstał, próbował ją zatrzymać, jednak ta biegła przed siebie. Chłopak ruszył za nią. Kiedy ją dogonił pociągnął za rękę i przyciągnął do siebie. Ich czoła się stykały. Dziewczyna odwróciła wzrok, nie chciała patrzeć mu się na usta, w oczy, bo wiedziała do czego to doprowadzi.
-Przecież widzę że coś się dzieje. Powiedz.
-Nie zrozumiesz.
-Spróbuję.
-Od kiedy jesteś taki wyrozumiały. Do Mai się zupełnie inaczej odnosiłeś! Co jeżeli ja też ci się znudzę. Zrozum nie jestem zabawką!
-A więc o to ci chodzi! Przypominam ci, że nie byłaś lepsza! Przeszłości nie zmienię bardzo mi przykro!
-Daj mi odejść, proszę.
Jednak nie zamierzał tego zrobić. Kontynuował:
-Ale za to mogę zmienić przyszłość. Zmień ją ze mną...
-Artur....
-Sandra...
Przytulili się oboje. Potrzebowali się, aby zmienić się na lepsze.
-To może jednak coś zjesz?
Uśmiechnął się bezczelnie.
-Jednak, tak.
Chwycili się za ręce i poszli do restauracji.

                                                      *Oczami Mai*


Staliśmy już na dworcu. Niall  żegnał się z rodzicami.
-Tak mamo będę uważał. Nie nie będę pił. Będę po sobie sprzątał. Nie, nie narobię ci wstydu.
Tylko tyle usłyszałam z tej rozmowy. Wyłapywałam jego słowa, bo wiedziałam że długo  nie usłyszę jego głosu. Potem był czas na najgorsze. On podszedł do mnie. Jego oczy szkliły się od łez. Moje też. Przytulił mnie mocno. Zaciągałam się jego zapachem. Mogłabym  być w jego ramionach już zawsze. Ale musiał wyjechać, musiał zrobić coś dla siebie. Zaczęłam płakać.
-Nie płacz kochanie.
Powiedział.
-To dlaczego ty płaczesz?
Uśmiechnęłam się.
-Bo zostawiam tutaj cały mój świat.
-Musisz zostawić, ale wiem że wrócisz.
-Wrócę.
Pocałował mnie, chciał mnie jeszcze potem przytrzymać przy sobie, ale to zbyt bolało. Odeszłam. Myślałam tylko o tym by nie patrzeć za siebie ale to było zbyt trudne. Odwróciłam się,on tam ciągle stał patrząc na mnie. Chwilę później już byłam w jego ramionach. Nie myślałam za dużo, po prostu skoczyłam i chwilę później on juz mnie trzymał.
-Jedź już.
Pocałował mnie.
-Pa kotku.
-Pa.

sobota, 28 grudnia 2013

Rozdział 45

                                          *Oczami Mai*

Nie mogę uwierzyć, że po tylu latach spotkałam Zayna. Pamiętam go jeszcze jak był małym chłopczykiem, który przybiegał do mojego domu i razem się bawiliśmy. Zawsze był fajnym chłopcem, którego traktowałam jak brata. Kocham go. Jednak nie tak jak Nialla, ale też,mocno. Bardzo mocno...
Zayn usiadł z mojej lewej strony, a Niall z prawej. Patrzyłam na mojego chłopaka, czuł się chyba trochę zdezorientowany, może nawet zazdrosny. Obejmował mnie, ale uwagę zwracał głównie na Malika. Jakby obawiał się, że zrobi coś nieodpowiedniego w stosunku do mnie. Jakby miał mnie zaraz pocałować, albo cokolwiek innego. Chwilę później przyszła kelnerka, i składaliśmy zamówienia. Irlandczyk, oczywiście zaczął:
-To ja proszę o jedną małą pizze z podwójnymi dodatkami, colę, jakieś ciasto i małą porcję spaghetti. A co wy chcecie?
Chłopcy patrzyli się na niego z niedowierzaniem. Ja nie, byłam do tego przyzwyczajona.
-Dlaczego ten chłopak jest ciągle głodny?
Spytał się Zayn. A potem uśmiechnął się tym swoim uśmieszkiem, który uwielbiałam , pamiętałam i za którym tęskniłam..

Horan odwzajemnił ten uśmiech. Chłopcy zaczęli zastanawiać się nad nazwą. Zaczęli wymyślać różne nazwy, niektóre irracjonalne, niektóre całkiem spoko.
-To może, Zayn and the boys?
Pokręcili przeczącą głową.
-Wiem! Niall and the potatoes!
Wykrzyknął Irlandczyk. Zespół spojrzał się na niego dziwnym wzrokiem, ale też z uśmiechniętymi oczami.
-Nie to się nie uda.

Krzyknął na całą restaurację. Harry był skupiony. Patrzył na wszystkich nieobecnym wzrokiem. Przewracał oczami to w jedną to w druga stronę.
-Mam! One Direction!
-Tak! To dobre!
Zawtórowali mu pozostali. Pozostało mi się tylko przyglądać, jak to się dalej potoczy.
-A może spytamy się Mai?
Po raz pierwszy odezwał się Liam. Wydawał się spokojny, choć sądząc po tym jak zachowuję się reszta zespołu wiem, że długo taki nie zostanie. Oni go rozpuszczą.
-Mnie się podoba, dobra nazwa. Jeden kierunek. Świetnie.
-Mój ojczym powiedział że możemy zatrzymać w jego domku letniskowym. To niedaleko Holmes Chapel.
Wszyscy spojrzeli po sobie. Niall był najbardziej w całym towarzystwie zagubiony. Nie chciał mnie zostawiać.
-Jedź poradzę sobie.
Położyłam rękę na jego ramieniu.
-Na pewno?
-Tak. Jestem już duża.
-Wolisz zostać u moich rodziców czy pojechać do Grega i Dennis?
-Nie wiem, może powinnam sama sobie poradzić. Znaleźć chociaż łatwą pracę, i przeprowadzić się na czas rozłąki do jakieś małej kawalerki.
-Nie pozwolę na to. Zostaniesz w Mullingar z rodzicami. Musi się ktoś tobą opiekować.
-Niall...
-Nie. Będziesz u rodziców.

                                             *Oczami Nialla*

Wróciliśmy do domu. Przez całe spotkanie próbowałem ukryć moją zazdrość, ale tak czy tak wszyscy wiedzieli co czuję. Jednak najbardziej obawiałem się, że będę musiał się rozstać z Mają. Bałem się, że sobie nie poradzi. W ogóle co ja bredzę. Ta dziewczyna jest o wiele silniejsza niż ja . Poradziła sobie w życiu z tyloma rzeczami, że nawet najodważniejsi faceci mogliby upaść. Generalnie kobiety są silniejsze od mężczyzn. Jaki normalny facet zniósłby noszenie dziecka przez 9 miesięcy, radzenie sobie z znacznie delikatniejszymi uczuciami niż my. Do tego co ona przeszła. Nie wierze, że jestem tym co posiada jej serce.
Pomagała mi się spakować. Ciągle wyciągała z szafy kolejne pary spodni, koszulki, czy bluzy. Bardzo mnie wspierała. Mimo, że to będą tylko 5 tygodnie będę za nią mocno tęsknił.
-Jeszcze to spakuj
Powiedziała i rzuciła mi spodniami w twarz. Spojrzałem na nią. Dare się śmiała na cały głos.
-Osz ty mała...
Rzuciłem się na nią, i zacząłem łaskotać.
-Gnieciesz mnie idioto!
Zszedłem z niej. Zaczęliśmy powoli kończyć pakowanie. Do pokoju weszła moja mama. Patrzyła na nas stojąc w drzwiach. Uśmiechała się, i patrzyła na nas.
-Co jest mamo?
Spytałem. Ta patrzyła nieprzytomnym wzrokiem.
-Patrzę na to jak moje dzieci dorastają, i stają się dorośli. To trochę ciężkie.
-Nie martw się mamo, zawsze będę tu wracał.
Uśmiechnąłem się. Zamknąłem torbę.
-Spakowałeś buty?
-A tak zapomniałem. Dzięki mamo.
Chwilę później byłem już gotowy. Rano wyjeżdżałem, miałem tylko kilka godzin by spędzić je z tymi których kocham. Mają, rodzicami.Zjedliśmy pyszną kolację. A potem zrobiło się późno. Poszliśmy się położyć.
Leżeliśmy już w łóżku.
-Będę dzwoniła.
-Wiem, będę odbierał.
-Obiecaj mi jedno...
-Słucham kochanie.
-Że zawsze będziesz tylko mój. Możesz mieć fanki, i wiem że będziesz je kochał, ale kochaj mnie zawsze inaczej, tak po swojemu. Że tak będziesz kochał tylko mnie. I że wrócisz mimo wszystko.
-Obiecuję. Kocham Cię.
Wtuliła się w moje ramiona.
-Moja mała dziewczynka.
-Która?
-Obie.
Pocałowałem ją w policzek. A następnie położyłem rękę na brzuszku który z dnia na dzień stawała się coraz większy. Wiem, że zawsze będą dla mnie najważniejsze. I żeby ich tylko nie stracić.

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Rozdział 44

                                         *Oczami Nialla*

Nadszedł czas wybrania półfinałowej 40 w X Factorze. Pojechaliśmy ponownie do Dublina.
-Artur wczoraj dzwonił.
Zdziwiłem się.
-Czego chciał?
Spytałem. Ta wpatrywała się w szybę, tak jakby mówiła to wszystko na odczep.
-Przebaczenia.
Powiedziała cicho.
-I co?
-Nie jestem Jezusem żeby przebaczać, więc tego nie zrobiłam. Rozłączyłam się z nim.
Przerwała.
-I jest jeszcze coś.
-Co?
-Coś się musiało wydarzyć między nim a Sandrą...
-To znaczy?
-Powiedział, że to Sandra skłoniła go do takiej skruchy. Nie wiem o co dokładnie mu chodziło. Może po prostu się zakochał... Nie to nie możliwe, on by nie potrafił kochać. Nie on.
-Powiedz szczerze. Tęsknisz za nim? Za tym Arturem którym był przedtem?
Zamyśliła się.
-Kocham ciebie, nie jego. Choć to wszystko mogłoby wyglądać inaczej.
-Jak to inaczej?
-No wiesz. On mógłby nie ćpać, ja ciągle bym go pewnie kochała. Nie biłby mnie, a przez to nie zwróciłbyś na mnie najmniejszej uwagi. Prawda?
-Nie myśl tak.
Przytuliłem ją.
Byliśmy już w budynku X Factora. Czekałem aż, zostanę wywołany. Nagle usłyszałem.
-Zayn Malik, Harry Styles, Niall Horan...
Reszty nazwisk już nie słyszałem. Poszedłem na scenę. Wpatrywałem się w Simona, który miał kopertę z wynikami. Serce waliło coraz mocniej. Nogi się uginały, były jak z waty. Wywołał imiona dwóch chłopaków, którzy przeszli. Została nas piątka.
-Przykro mi. Reszta musi wrócić do domu.
Simon wypowiedział słowa których najbardziej się bałem. Wiedziałem, że nie przejdę dalej, ale mimo to wierzyłem w to. Było mi ciężko. Płakałem.
Wychodząc ze sceny. Maja zobaczyła mnie. Przytuliła mnie.
-Przykro mi kochanie. Dla mnie zawsze będziesz najlepszy. Spróbujesz za rok.
Nie reagowałem. Użalałem się nad sobą. Usiadłem na ławce i myślałem. Kilka kolejnych osób wchodziło na scenę by otrzymać wyniki. Wracali z uśmiechem lub łzami.
-Dobra idziemy już stąd. Nie mam po co tu być.
Powiedziałem i udaliśmy się w stronę drzwi. Nagle podbiegł do mnie jakiś chłopak. Jeden z tych z którymi stałem na scenie.
-Niall Horan?
-Tak.
-Simon nas woła.
Nie wiedziałem o co mu chodzi. Byłem tylko pewny, że to może być jakaś szansa. Weszliśmy na scenę. Simon zaczął mówić.
-Postanowiliśmy was połączyć w jeden zespół, o ile tylko się na to zgodzicie.
Patrzyłem na chłopaków. Wiedziałem, że albo mogę być solistą w domu, lub w zespole tutaj. Pokiwaliśmy głowami. Zgodziliśmy się.

                                                      *Oczami Zayna*

Zostaliśmy połączeni w zespół. Zeszliśmy ze sceny. Umówiliśmy się, że pójdziemy na pizze aby lepiej się poznać. Mieliśmy tylko 5 tygodni na to.
-Mogę przyjść z dziewczyną?
Spytał się Niall. Nie wiedzieliśmy co odpowiedzieć. Wszyscy byliśmy singlami, więc się zgodziliśmy. W czym miałby zaszkodzić jedna dziewczyna.
 Zebraliśmy się wszyscy przy Nando's. Zjawił się Niall. Przy nim stała dziewczyna. Dziwnie znajoma dziewczyna. Przybliżyli się. Cały wzrok miałem w niej utkwiony, a ona we mnie. Wyjęła z torebki mały naszyjnik w kształcie serduszka. Spojrzała to na naszyjnik to na mnie. Wyjąłem z kieszeni taki sam, ze zdjęciem. Patrzyłem już tylko na nią.

-Zayn?
Spytała.
-Maja.
Dziewczyna rzuciła mi się na szyje. To była ona. Mała słodziutka Dare, z Bradford. Pokazała mi swój naszyjnik z moim zdjęciem.

-Nie wiedziałem, że jeszcze to nosisz.
-Jak mogłabym nie nosić, zdjęcia osoby która jest dla mnie jak starszy brat?
-Moja mała siostrzyczka.
Podszedłem do niej i poczochrałem jej włosy. Ta zaczęła się śmiać. Spojrzałem na jej chłopaka., Był zmieszany, zresztą jak cała reszta.
-Ale jednak trochę utyłaś, przez te lata co cię nie widziałem.
Spuściła wzrok. Poczułem się głupio.
-Przepraszam.
-Nie, nic się nie stało, tylko chodzi o to że jestem w ciąży.
Myślałem że się przesłyszałem.
-C-co?
-W ciąży.
Niall podszedł do niej i objął ją i weszliśmy wszyscy do restauracji. Horan był chyba trochę zazdrosny. Jednak to nie moja wina, że nie widziałem się z Mają przez bodajże, 4 lata. Usiedliśmy wszyscy przy stole. Specjalnie postarałem się o miejsce obok niej.

Ode mnie: Dokończenie rozdziału pojawi się po sylwestrze. Wesołych świąt i szczęśliwego nowego roku, i żebyście mogli spotkać chłopców z 1D. <333

czwartek, 19 grudnia 2013

Rozdział 43

                                                  *Oczami Nialla*


Byliśmy w szpitalu. Zdejmowali mi gips. Maja w tym czasie poszła na USG. To smutne bo chciałem tam pójść z nią. Chwilę później znów byłem wolny, od tego całego gipsu. Poszedłem korytarzem, na salę w której robią USG. Patrzyłem przez szybę, jak na ekranie pokazuje się, mała ledwo widoczna postać. Jak Maja się denerwuje i patrzy w ekran. Spojrzała w moją stronę. Uśmiechnąłem się i pomachałem jej. Zaprosiła mnie ręką do środka.
-A co pan tu robi?
Spytał lekarz.
-Jestem jej chłopakiem.
-Proszę niech on tu zostanie. On tu musi być.
Lekarz skinął mi głową, że mogę zostać. Usiadłem obok i trzymałem dziewczynę za rękę. Uśmiechała się i oddychała głęboko.
-Dobrze, za chwilę proszę podejść do recepcji po wyniki.
Usłyszeliśmy. Usiedliśmy na korytarzu.
-I jak w porządku.
-Tak.
Pocałowałem ją w policzek.
-Maja Dare prosze podejść do okienka!
Odebrała wyniki. Podała mi ją. Poprosiła, żebym ją otworzył.
-Będziemy mieć córeczkę.
Termin urodzin dziecka wyznaczony był na za 6 i pół miesiąca.

                                            *Oczami Mai*
Dzień castingów do X Factora.

Wstaliśmy szybko, około 3 nad ranem. Kolejka była długa. Pełna ludzi którzy byli przekonani, że to oni wygrają. Wyglądało to jakby połowa Dublina przyszła na wielką wyprzedasz. Staliśmy już za kulisami X Factora. Był przestraszony. Zaprosili go na scenę. Zrobił znak krzyża a następnie pocałował mnie.
-Powodzenia!
-Przyda się.
Wszedł na scenę. A kiedy zaczął śpiewać, wszystkie nerwy odeszły.

Bawił się na scenie. Kiedy skończył czekał już tylko na wyniki. Serce biło mi szybciej, denerwowałam się chyba bardziej niż on. Boże, żeby tylko mu się udało. Zamknęłam oczy. Modliłam się w duchu. Usłyszałam potem tylko potem kiedy Simon powiedział:
-Irlandzki Bieber przechodzi!
Chodziło mu o Nialla.
Wybiegł ze sceny. A potem szybko wziął mnie na ręce.
-Irlandzki Bieber? Co?!
Tylko się uśmiechnął bezczelnie gdy to usłyszał.
-Kocham cię.
Usłyszałam.
-Ja ciebie też.
-To co teraz na obiad?
Cały on. Myśli tylko o jedzeniu.  Zaprosił mnie i jego rodziców na pizze. Rodzice gratulowali mu. Byli też zainteresowani moją córką.
-Jak jej dacie na imię?
Pytali się. Niall spojrzał na mnie pytająco.
-Jeszcze się nad tym zastanawiamy.
Odpowiedziałam. Wiedziałam jak chcę nazwać córkę. Jenny, na jej cześć. Zasłużyła na chociaż to, życie zostało jej odebrane przez mój egoizm.
Usłyszałam dźwięk mojej komórki. Spojrzałam a wyświetlacz. To był Artur.  Nie chciałam z nim rozmawiać, ale bałam się, że znów chce mi kogoś odebrać. Nie mogłam na to pozwolić. Przeprosiłam wszystkich. Poszłam do łazienki.'
-Czego chcesz? Nie dość zniszczyłeś mi życie?!
-Nie chodzi o to. Chciałem przeprosić.
Powiedział nieśmiałym tonem Byłam oburzona tym jak łatwo to mówił.
-Przeprosić! Człowieku czy ty nie rozumiesz co ty zrobiłeś! Zabiłeś niewinną dziewczynę, zgwałciłeś mnie. Znęcałeś się nade mną, i szantażowałeś! Nie możesz wrócić jej życia przepraszając
-Wybacz mi. '
-Jak mam ci wybaczyć?!Jesteś po prostu bezczelny. Co cię w ogóle skłoniło do takiej skruchy?
-Sandra..
Myślałam, że się przesłyszałam
-Sandra?
-Tak.
-Kończmy tą rozmowę szybko...
-Przepraszam że cię skrzywdziłem.
Powiedział z skruchą.
-Cześć...
Chciałam to skończyć.
-Czekaj...
Nie pozwoliłam mu dokończyć. Rozłączyłam się.

poniedziałek, 16 grudnia 2013

Rozdział 42

Ode mnie: Dzisiaj kolejny post pisany oczami narratora. Ponieważ po 1 polubiłam pisać tym sposobem a po 2 nie wiem jak uchwycić ich uczucia, pisząc tylko jedną osobą. Mam nadzieję, że zrozumiecie (:

Oboje położyli się spać. Po kilku minutach Niall usłyszał ciche łkanie ukochanej. Wiedział, że jest jej ciężko, ale nie rozumiał jednego. Za dnia wesoła, drocząca się z nim Maja, a w nocy płacząca, i bojaźliwa. Bał się zrobić jakikolwiek ruch, drgnięcie. Nie chciał jej jeszcze bardziej załamać.
Tej nocy Maja nie mogła zasnąć. Od paru dni męczyła ją bezsenność. Miała przy sobie Nialla, ale nadal czuła się samotna. Chciała krzyczeć, a milczała. Chciała go przytulić, wyznać mu wszystko, że się boi, a udawała szczęśliwą. Dlaczego to robiła? To proste, bała się. Bała się, że zobaczy w oczach dziecka to co zobaczyła w oczach kilka lat temu gdy  poznała Artura, tego że wszyscy zobaczą że to nie dziecko jej ukochanego, bała się odrzucenia, szczególnie przez niego. Czuła, że coraz bardziej znowu zamyka się przed nim. Chciała teraz poczuć smak jego ust. Była obok niego ale bała się poprosić, do tego on spał. Poczuła ciepły dotyk na swojej skórze. Irlandczyk odwrócił się do niej.
-Spokojnie mała, już nie płacz.
-Boje się.
Wyszeptała.
-Nie martw się, jestem przy tobie. Zawsze będę...
-A co jeśli kiedyś cię zabraknie?
-Nie zabraknie,zawsze będę tu.
Położył jej rękę na swoim sercu. Przytulił ją swoją zdrową ręką.
-Potrzebuję cię.
Powiedziała do ukochanego.
-Ja ciebie też. Zbyt cię kocham by tego nie czuć. Śpij już wszystko będzie dobrze. Obiecuję.
Chwilę później, chłopak słyszał już tylko spokojny oddech swojej dziewczyny.

                                               ***
Po obiedzie Niall, czekał na Maję w sypialni. Chciał z nią porozmawiać, o tym dlaczego płakała. Wiedział czemu, ale wolał aby wyrzuciła z siebie wszystko.
-Co się działo wczoraj w nocy Maja?
-Nic, już nic mi nie jest.
-Maja..
-Proszę cię, wiem że coś cię gryzie. Czego się boisz?
-Sam dobrze wiesz.Po co mam ci to znów mówić?
-Nie ufasz mi już?
Spytał patrząc jej w oczy., Wiedział, że patrząc w jego niebieskie tęczówki, powie wszystko. Odwróciła wzrok.
-Przecież wiesz, że to nie tak.
-To jak? Powiesz mi czy nie?
-Mój Horanek.
Wtuliła się w jego tors.
-Nie pora teraz na Horanka. Powiedz.
Wzdychnęła.
-Boje się tego co już wiem. Że to nigdy nie będzie twoje dziecko.
Przytulił ją do siebie.
-Dobrze, już nic nie musisz wyjaśniać, wszystko rozumiem. Nie bój się już.

Ode mnie: Wiem krótki, wiem badziewny, ale brak pomysłów. Obiecuję następny będzie... dłuższy? Chyba tak.

środa, 11 grudnia 2013

Rozdział 41

Ode mnie: Ten rozdzaił będzie oczami narratora bo nie wiedziałam jak napisać to inaczej. A więc:

\

Sandra weszła do celi. Wraz z nią policjant, pilnując by nic się nie stało. W duchu, Artur cieszył się, że Sandra przychodzi. Jednak bał się tego okazać. Przez te kilka tygodni które siedzi w więzieniu, połowę jego myśli zajmowała Sandra. Z nią było podobnie. Myślała o nim, myślała o tym co powiedzieć mu kiedy się spotkają. Jak się ubrać, jak uczesać. Chciała mu się podobać, ale tak by nie zauważał, że ubrała się takl dla niego. Założyła, zwiewną sukienkę,a na to skórzaną kurtkę. Kiedy weszła, Artur powiedział jedynie:
-Cześć.
-Cześć
Odpowiedziała mu i usiadła, na krzesełku obok jego łóżka.
-Co tam?
Zagadała. Chciała podtrzymać rozmowę, która nawet się nie zaczęła.
-A co ma być siedzę w tym pierdolonym gównie po uszy. A to tylko za pobicie i groźby. Pff...
Prychnął.
-Zrobiłeś coś gorszego, tak łatwo było o tym zapomnieć?
Pierwszy raz Sandra nie była, tylko głupią, rozpuszczoną panienką która dostawała wszystko o co tylko prosiła. Ta sytuacja, sprawiła że wydoroślała, może nie wiele, ale trochę.
-Nie, dręczy mnie to. Ale przyszłaś tu tylko wytykać mi błędy?Jeżeli tak to wyjdź!
-Nie,zamierzam tu zostać, przyszłam tu dla ciebie.
Wymsknęło jej się to. Nie zamierzała tego mówić. On także był w szoku.
-Serio?
Spytał zaciekawiony.
-Tak.
Wzdychnęła. Uśmiechnęła się nieśmiało. Po raz pierwszy czuła się tak jak teraz. Nie myślała tylko "Muszę go mieć" ale raczej "byle go nie stracić ". Czekała tylko, aż on odwzajemni uśmiech. Nie zrobił tego. Chciał ale ciężko mu było. Nie potrafił.
-Jak ci tutaj jest?
Spytała. Zależało jej na tej rozmowie, chciała ją wykorzystać ją jak najlepiej.
-Ciężko.Dobra, nieważne. To nie istotne.
Artur nigdy nie był osobą która lubiła się zwierzać. Może kiedyś,zanim poznał Maję, zanim zaczął ćpać. Nawet jeśli nie pamiętał tego. Nie chciał pamiętać. Całe jego dzieciństwo kojarzyło mu się z mamą która odeszła. Kochał ją bardzo. O wiele bardziej niż ojca. Ojciec bił go, i jego mamę. Ona go broniła i wolała cierpieć za niego. Kiedy oboje umarli w wypadku, nie żałował ojca. Żałował mamy, tęsknił za nią.Prawie się załamał. Wszytko w jego domu kojarzyło mu się z mamą. Dlatego wszystko sprzedał. Zostawił tylko najpotrzebniejsze rzeczy. Nikt o tym nie wiedział. Maja znała tylko garstkę tego co przeżywał.
-Artur... zamyśliłeś się.
Otrząsnął się.
-Yyy.. co? Sorry.
-Przez chwilę, miałeś łzy w oczach. Co się stało?
-Nic to... moja sprawa. A generalnie co tam u ciebie?
-Nie spytałbyś się o to. Co jest?
-Nic. Mówiłem już!
Krzyknął na nią. Ta aż się wzdrygnęła. Jednak nie zniechęciło jej to. Usiadła obok niego na łóżku. Nie patrzyła na niego. Delikatnie przysunęła swoją dłoń do jego i chwyciła ją. Jej i jego oddech przyśpieszył.
Artur zrobił coś czego dawno nie zrobił. Uśmiechnął się. Delikatnie, ale mimo tego miło. Spojrzał na nią. Jej rozpuszczone blond włosy, padały na jej chudziutkie ramiona. Niebieskie oczy świeciły się, a czerwone usta uśmiechały się. Artur zauważył wtedy jak bardzo jest piękna. Wyciągnął swoją rękę ku jej twarzy. Objął jej podbródek palcami. Zrobił to delikatnie, nigdy nie dotknął tak Mai. Przyciągnął do siebie i pocałował. W tym momencie zrozumiał, że ją kocha. A ona że kocha jego...

wtorek, 10 grudnia 2013

Rozdział 40

                                                 *Oczami Nialla*

Leżałem już w sali.Czekałem już tylko na Maję i tatę. Szczerze? Wiem że przesadziłem z tym umieraniem, ale jakoś tak samo wyszło. Miałem nadzieję, że Maja się mną zaopiekuje, tylko to mnie teraz obchodziło.
Weszli oboje do sali.
-Oto umierający przez złamaną rękę i nogę idiota!
Tak mnie powitała moja ukochana. Jak zwykle miło i serdecznie.
 -"Oh Niall nic ci nie jest, tak się martwiłam." Tak powinnaś mnie witać, kochanie.
-Nie wydaje mi się, przecież masz tylko złamaną rękę i nogę. Tak czy tak pewnie będę musiała za ciebie wszystko robić.
-A buziaka chociaż dasz temu umierającemu idiocie?
Wzruszyła ramionami i musnęła swoimi ustami o moje. Zaczęła oddalać swoją twarz od mojej, dotknąłem jej głowy i przyciągnąłem do siebie.
-E ja tu jestem.
Powiedział mój tata, kiwając ręką w moją stronę. Jak zwykle wszystko zepsuł.
-Dobrze, możemy już stąd iść?
Spytałem. Chwilę potem przyszedł lekarz, z kulami i jakimś papierem który mój tata musiał podpisać. Poszliśmy do samochodu, a tata odpalił auto.
-A mama wie?
-Nie, sam jej to powiesz.
-Ja pierdole...
-Młody, jeszcze raz!
Odwrócił się do tyłu i pokiwał mi przed twarzą palcem.
-Patrz na drogę!
Odwrócił się.
-Co chcesz dzisiaj na kolację Niall?
-Coś zrobionego przez ciebie kotku.
Uśmiechnąłem się.
-Czyli jajecznicę?
-Dobra to pizze.
-Wiedziałam, już mnie nie kochasz.
Powiedziała udając smutną minkę.
-Przecież wiesz że to nieprawda, kocham cię, ale tak czy tak chcę pizzę.
-Dobra, dobra, to zamów.

                                                        *Oczami Mai*

Tata Nialla położył go na naszym łóżku. Mój chłopak patrzył się na mnie, a na twarzy miał głupi uśmieszek.
-Coś ci jest? Kilka godzin temu niby umierałeś.
-Teraz się będziesz mną opiekować. Ja widzę w tym same pozytywne strony.
Uśmiechnął się znowu i zaczął ruszać brwiami. A potem poklepał miejsce na łóżku obok siebie.Położyłam się obok niego i wtuliłam się w jego tors.
-Jesteś głupi.
-Wiem.
Zaczął się śmiać, a potem zdrową ręką mnie przytulił. Poczochrałam jego miękkie,błyszczące, blond włosy.
Usłyszałam trąbienie samochodu, podeszłam do okna.
-Pizza już jest, idę na dół.
-Zostań, proszę choć na chwilkę.
-Zaraz wrócę. Z pizzą.
Poszłam a dół. Zapłaciłam za jedzenie, wzięłam pudełko i talerze do pokoju. Weszłam do pokoju, i zobaczyłam śpiącego Nialla. Wyglądał słodko. Oczka przymrużone, spokojny oddech i błogi oddech na twarzy. Usiadłam obok niego. Pocałowałam w policzek i zastanawiałam się jak go obudzić, i czy w ogóle go budzić. Lekko go szturchnęłam ale on nie reagował, zrobiłam to znowu, i nic. Dobra pola na radykalne środki. Chwyciiłam widelec i zaczęłam walić nim w talerz. Biegałam po pokoju.
-Budzimy się śpioszku, czas na kolację!!!!
Krzyczałam.
-Co się dzieje?!!
Zerwał się ze snu.
-Próbowałam cię obudzić.
Uśmiechnęłam się, A potem wsadziłam mu kawałek pizzy do ust.

--------------------------------------------------
Ode mnie  :)
W następnym rozdziale może w ogóle nie pojawić się ani Niall, ani Maja. Zrobię rozdział o Sandrze i Arturze. Co się między nimi wydarzy? Czy Sandra będzie miała za złe zabójstwo naszej kochanej Jenny? Czy Artur zrozumie swoje postępowanie? To wszystko w następnym rozdziale. Pa!

czwartek, 5 grudnia 2013

Rozdział 39

                                                            *Oczami Nialla*

Obudziliśmy się późnym rankiem. W sumie to moja mama nas obudziła. Umyliśmy zęby, ubraliśmy się i poszliśmy na śniadanie.
-To co dzisiaj robicie?
-Jedziemy na basen.
Maja się do mnie odwróciła.
-Nic mi o tym nie mówiłeś
-Ale czy ja ci muszę mówić o wszystkim? Czym by była niespodzianka gdybyś o wszystkim wiedziała?
-Musisz zawsze tak filozofować?
-Jest Niall Horan, słynny na całym świecie filozof! Słuchajcie moich wymysłów bo tak chcę! Tak to ja...
-Dobra skończ...
-Czyli pójdziemy?
-Dobra.
Postawiłem na swoje. Poszliśmy do naszego pokoju i zaczęliśmy się pakować na basen.
-Ale ja nie mam stroju Niall.
-Ależ masz, kupiłem cię.
Uśmiechnąłem się.
-O boże już się boję... Co ty znów wymyśliłeś?
Wyjąłem z torby, kolorowe bikini.
-Masz.
-Myślałam że będzie gorzej. Ale musiałeś kupić coś dwuczęściowego?
-Tak.
Wyszliśmy z domu, i wsiedliśmy do samochodu. Odpaliłem auto, i wyjechaliśmy.

                                                              *Oczami Mai*

Niall, poszedł do kasy, i wziął kluczyki do szatni. Wzięłam mój i poszłam się przebrać. Chwilę potem byłam, już na basenie. Oczywiście musiałam, chwilę poczekać na Irlandczyka, bo ten jak zwykle się grzebał. Kiedy wyszedł wziął mnie na ręce. Chwile zajęło mi aby, wpaść na pomysł co on chce zrobić. Zaczęłam go bić po ramionach i wrzeszczeć.
-Niall puść mnie!!!!
-Urocza jesteś.
I skoczył ze mną do wody. Do ust wleciała mi woda. Wyciągnął mnie z wody.
-Zwariowałeś?!
-Możliwe, pewnie jakoś tak jak się urodziłem.
Weszłam z powrotem do wody. Zaczęłam powoli pływać. Horan odszedł do basenu. I zaczął biec. Podłoga była mokra i mógłby się łatwo poślizgnąć.
-Niall połamiesz sobie coś!
Krzyknęłam.
-Nic mi się nie stanie, jestem Irlandczykiem. Nie, ja jestem niezniszczalnym Irlandczykiem!
I zaczął biec szybciej. Moment później leżał już na podłodze, krzywiąc twarz.
-Cholera jasna.
Zaczął klnąć. Nie mógł wstać.
-Mówiłam, że zrobisz coś sobie?
-O Jezu, a ta znowu swoje.
-Wstawaj!
-Nie mogę, chyba coś złamałem.
Pobiegłam do ratownika.
-Coś się stało?
-Tak mój idiota, yyy... to znaczy chłopak biegł i się przewrócił. Najprawdopodobniej sobie coś złamał. Mógłby mi pan pomóc go podnieść?
-Gdzie on jest?
Zaprowadziłam go do Nialla. Horan, leżał na ziemi i tylko jęczał. Wiedziałam, że tak będzie. Ratownik zaprowadził Irlandczyka do szatni. Sama też poszłam sie przebrać, wiedziałam, że nic z tego dalej nie będzie. Zadzwoniłam do taty Nialla, aby zabrał go do szpitala.
-A co się stało?
-Wypieprzył się na płytkach.
-A co robił?
-Biegł.
-Cały on. Dobra już jadę,utrzymaj go choć przez chwilę przy zdrowych myślach.
Nie wiedziałam o czym on mówi, do póki nie zaczęłam rozmawiać z chłopakiem.
-Aaaa, zaraz mi noga odpadnie. Maja bądź przy mnie! Umrę, umieram!
Zrozumiałam. Udawał, żeby się nad nim wszyscy użalali.
-Ogarnij się!
-Ale jak!? Ja tu umieram! Zaraz umrę! Widzę światło, pocałuj mnie ostatni raz! Proszę! Powiedz rodzicom że ich kochałem!
Bobby Horan przyjechał! Nareszcie juz myślałam że nie wytrzymam.
-On tak zawsze?
-Czyli narzekał. Dobra wezmę go a ty wejdź już do samochodu,.
-Ręka mi odpada, tato ratuj!!!
Pół godziny później już tylko czekaliśmy, za tym kiedy założą mu gips na rękę i nogę...

poniedziałek, 2 grudnia 2013

Rozdział 38

                                                    *Oczami Nialla*

Kilka dni później było już po wszystkim. Spakowaliśmy się i wylecieliśmy do Mullingar. Maja denerwowała się.
-A co jeżeli twoi rodzice będą źli?
Cała Maja, jak zawsze strachliwa, i zdenerwowana. Nie interesowało mnie co oni powiedzą.
-Nie będą, a nawet jeśli to co? Nie usuniesz tego dziecka.
Przytuliła się do mnie i pocałowała w usta.
-Kocham cię Niall.
-Jak ja kocham to słyszeć!
Uśmiechnąłem się. Za kilka godzin mieliśmy być w Dublinie. Zadzwoniłem do taty by po nas przyjechał.
-Za miesiąc X Factor może też spróbujesz swoich sił? Przecież wiem, że ładnie śpiewasz. Ba! Nawet lepiej niż ja!
-Nie...nie dałabym rady. Ale będę ci kibicować
-Nie będę cie zmuszał...
-I dobrze.
I skończyliśmy rozmowę.  Kiedy dotarliśmy Dublina, tata czekał już w samochodzie. Rozmawiałem z tatą w kwestii X Factora.
-Ja bym na twoim miejscu zaśpiewał Teenage Dream Katy Perry, ale jak chcesz.
-Zaśpiewam Beyonce So Sick. Co ty na to Maja?
-Spoko.
Patrzyła w szybę zamyślona. Przybliżyła usta do mojego ucha i wyszeptała:
-Kiedy mu powiemy?
Przybliżyłem twarz do jej ucha:
-Jak będziemy w domu.
I pocałowałem jej policzek. Denerwowała się, tak samo jak ja, ale starałem się tego nie okazywać.
Dotarliśmy do domu, pod wieczór. Mieliśmy jedną małą walizkę, więc nie trzeba było wielce rozpakowywać auta. Kiedy weszliśmy do salonu. Mama powitała nas. Z każdą chwilą wyjawienia im ciąży Mai, moje serce waliło mocniej.
-Lepiej usiądźcie.
Powiedziałem rodzicom. Ich twarze były zdziwione, może nawet trochę przestraszone.
-O, co chodzi?
-Otóż Maja jest w ciąży...
Czekałem chwilę na ich reakcję. Mama odezwała się pierwsza. Wstała z kanapy i przytuliła Maję i mnie.
-To cudownie! Będę babcią...znowu.
Uśmiechnęła się. Tata wstał.
-Wiedziałem, że coś wykombinujecie, wiedziałem. Gratulacje synu, tylko wychowanie lepiej zostaw Mai, bo jeżeli będzie takie jak ty, to nie będzie umiało się przy nikim zachować.
Zaczął się śmiać.
-Fajnych rzeczy się tutaj o tobie Niall dowiaduję!
Powiedziała Maja.
-Jest tego więcej, znacznie więcej! Można by opowiadać całymi dniami i nocami. Na przykład jak miał 5 lat usiadł na torcie urodzinowym swojego wujka!
-Tatoo...
zawstydziłem się.
-Niech pan dalej opowiada!
Zaciekawiła się Dare.
-O nie, nie już dość się dowiedziałaś. Idziemy do siebie!
-Daj nam trochę porozmawiać z Mają!
-Jutro sobie porozmawiacie, teraz ona jest moja.
                             


                                                                           *Oczami Mai*

Poszliśmy do jego sypialni, moment, on kazał mi nazywać ją Naszą Sypialnią. W takim razie poszliśmy do Naszej Sypialni. Przyczołgał tutaj jakiś stoliczek położył na nim kilka niziutkich świeczek. Wyszedł z pokoju, a po chwili wrócił z tacką na której były kanapki z Nutellą. Usiadł na łóżku obok mnie i powiedział z uśmiechem na twarzy:
-Smacznego kochanie.
-Aha czyli to będzie, nasza tak zwana "Romantyczna kolacja przy świecach" tak?
Powiedziałam z sarkazmem.
-I już się zaczynają się ciążowe humorki. Człowiek się stara, i nikt tego nie docenia,jak chcesz to idź i zjem sam.
Wiedziałam, że mimo jego wymuszonej powadze na twarzy, nie mógł wytrzymać ze śmiechu.
- O Boże , jak dziecko. To co nam dzisiaj zaserwowałeś?
-Czyli jednak jesz?
-Tak.
-A już myślałem, że się najem.
-Jeszcze mogę wyjść.
-Jak już musisz to zostań.
Powiedział to, ze swoją udawaną łaską.
-Generalnie to ja w ogóle mogę to jeść?
-Oczywiście czemu nie?
-Chociażby dlatego, że jestem w ciąży? Taki pomysł.
- Czekoladę możesz, to Nutelle tym bardziej.
-To spoko.
Uśmiechnęłam się.

                                                       

poniedziałek, 25 listopada 2013

Rozdział 37

                                    *Oczami Nialla*

Dzisiaj spałem u niej w domu. Położyliśmy się razem, objąłem ją i dotknąłem jej brzuszka. Wtuliłem głowę w  jej szyję.
-Kocham cię...
-Ja ciebie też...
Powiedziała to z lekkim zmartwieniem. Wiem, że teraz jest jej ciężko, ale przejdziemy przez to razem, teraz jej nie zostawię. Przed zaśnięciem musnąłem lekko jej policzek.
Wstaliśmy wcześnie rano, Maja poszła szybko do łazienki, drzwi były otwarte. Spojrzałem na nią, dotykała swojego brzucha i przeglądała się w lustrze. Zauważyła mnie:
-Będziesz mnie kochał, nawet jak będę gruba?
-Nigdy nie będziesz gruba, będę tylko miał więcej pola do kochania...
-Aha...
Podszedłem do niej, objąłem w talii od tyłu, i pocałowałem w policzek. Uśmiechnąłem się, a ona to odwzajemniła. Umyliśmy zęby, ubraliśmy się.
-Dzisiaj jest rozprawa, o zabójstwie Artura, boję się tego.
-Będę z tobą, spokojnie.
Objąłem ją.
Godzinę później byliśmy już w sądzie, zostaliśmy powołani na świadków. Siedzieliśmy na korytarzu. Maja płakała mi na ramieniu. Widzieliśmy małżeństwo,płakali. To byli rodzice Jenny. Weszli na salę. Pół godziny później i nas zawołano. Pierwszy ja zeznawałem. Opowiedziałem całą prawdę i tylko prawdę.  Później przy barierce stanęła Maja.
-Czy mam obowiązek zeznawać?
Spytała, już na skraju załamania.
-Jeżeli pani chce, możemy pójść do osobnego pomieszczenia, gdzie będzie tylko pani, sąd, i biegła psycholog
-Dobrze..
Wyszli z sali, a z kąta sali wyłonił się wielki telewizor, na którym widniał obraz pokoju.

                                                         *Oczami Mai*

Poszliśmy do dziwnego pomieszczenia. Czułam się jak wtedy na posterunku, ale teraz nie było go, nie było Nialla.
-To teraz opowiedz mi wszystko...
Wzięłam głęboki oddech,
-To zaczęło się od tego kiedy Artur zaczął brać narkotyki, byliśmy razem. On zaczął mnie bić, poniżać. Żyłam tak przez rok. Potem pojawił się Niall, na początku, nie ufałam mu. Ale później pokazał, że jest warty zaufania, opiekował się mną. Uratował mnie od niego. Zostaliśmy parą. Jednak Artur nie dał za wygraną, postawił mi ultimatum. Albo do niego wrócę, albo zabiję Nialla. Wybrałam to pierwsze. Zaczął mnie bić, i zrobił mi dziecko...
Przerwałam, nie chciałam dalej mówić.
-Ona nie da rady dalej mówić...
Sąd zrozumiał, wypuścił mnie. I wrócił na salę.
Nie było mnie na reszcie rozprawy. Siedziałam w korytarzu. Po kilku godzinach wyszli. Po minie Horana rozszyfrowałam, że nie poszła po jego myśli:
-Ile dostał wyroku?
Spytałam z nadzieją.
-5 lat więzienia, w zawieszeniu na 3 lata.
-Tylko tyle?!
-Niestety, chodź idziemy stąd zanim on tu przyjdzie.
Objął mnie i wyszliśmy z budynku.

piątek, 22 listopada 2013

Rozdział 36

                                                  *Oczami Nialla*

Kiedy się do mnie wtuliła poczułem odrażający zapach piwa.
-Piłaś?!
Odsunąłem ją od siebie, by spojrzeć w jej oczy. Spuściła wzrok.
-Pytam się, piłaś?
-Nie..
-Kłamiesz! Ile?
-Pół
-Czyli jednak! Kto ci to sprzedał?!
-Nie powiem ci!
-Od kiedy mi nie ufasz?    
-Ufam, ale...
-Ale co?
-Dobrze chcesz wiedzieć, tam w sklepie przy parku. I co z tym zrobisz?
-Nic, chciałem wiedzieć.
Nic dalej nie odpowiedziała, tylko poszła dróżką, nawet nie czekając na mnie. Podszedłem do niej, ale onja zamiast skręcić do mnie, skręciła w stronę swojego domu.
-Ej, gdzie idziesz?
-Do siebie.
Szedłem obok niej by zobaczyć co się stanie. Staliśmy już przed jej drzwiami, zachowywała sie jakby mnie nie zauważała, weszła do mieszkania i zatrzasnęła mi drzwi przed nosem.

                                                          *Oczami Mai*

Udawałam, że go nie widzę. Weszłam do domu. Matka była w domu, gdy mnie zobaczyła była zdziwiona i zawiedziona, ale nic nie powiedziała oprócz.
-Twoja poczta jest na stole.
Dostałam jakąś pocztę. Wzięłam pierwszą kopertę, była od Jenny. Łza spłynęła po moim policzku, przeczytałam ją data była dwa dni przed jej śmiercią.

                                 Droga Maju

Wiem, że prawię się nie znamy, ale dziękuję, że wtedy mi pomogłaś.
Teraz chciałabym, abyś to przeczytała. Twój były chłopak,
chciał się ze mną umówić, jest bardzo miły, mam nadzieję, że nie 
będziesz zła, jeżeli z nim pójdę, i będę się dobrze bawić.
Może, się potem spotkamy? Chciałabym, z tobą porozmawiać.
Buziaczki Jenny :)

Ona myślała, że on się chce się z nią umówić, a on ją zabił i oszukał. To straszne jak on mógł ją tak,podle wykorzystać. Zobaczyłam kolejną kopertę. Ze szpitala. O czym oni mi chcieli napisać?

Zaadresowane do Mai Dare:

Szanowna pani, chcielibyśmy pani pogratulować, ponieważ kiedy pani ostatnio znajdowała się pobita w naszym szpitalu, udało nam się uratować pani dziecko! Jeżeli pani o tym nie wiedziała informujemy panią, że jest pani w 3 tygodniu ciąży! Życzymy pani szczęścia!

Nie mogłam uwierzyć w to co właśnie przeczytałam. Ja w ciąży!? Zgniotłam szybko papier i rzuciłam na podłogę. Ryczałam, rzuciłam się na łóżko. Usłyszałam kroki, drzwi były otwarte, ale nie stąd dochodził dźwięk, spojrzałam przez okno. Niall wchodził na schody pożarowe. Wszedł przez okno.
-Czemu płaczesz?
-Nic.
-Jak zwykle z niczego, ale coś musiało się stać.
Zaczął rozglądać się po pokoju. Chwycił zgnieciony list. Otworzył go i przeczytał. Oczy zrobiły mu się szerokie.
-Jak to w ciąży?! Z kim?!
-Artura..
-Co? On cię zgwałcił?!
-Nie chcę o tym mówić...
-Tylko odpowiedz, chcę mieć pewność, by skopać tego dupka...
-Tak, ale nie zamierzam urodzić tego dziecka...
-Dlaczego?Chcesz je zabić?! Nie pozwolę ci na to!Co byś zrobiła gdybym był tobą i był w ciąży i chciał zrobić to samo?
-Ale nie jesteś...
-Ale gdybym był?
-Nie pozwoliłabym ci na to..
Spuściłam wzrok.
-Widzisz, kocham cię, i będę traktował Nasze dziecko
-Chyba raczej dziecko Artura
-Ale będę traktował jak swoje, założę się,że będzie miało twoje oczy, włosy, policzki...
-I charakter Artura...
-Nie oceniaj dziecka, po jego ojcu, wychowamy je inaczej...Ale najpierw musisz zaufać...
-Ufam, ale go nie chcę. Załatwię sobie aborcję...
-Nie zgadzam się na nią!
-Nigdy nie pokocham tego dziecka...
Chwycił mnie za rękę i pocałował ją.
-Ale ja już je pokochałem.
Pocałował mnie w policzek.
-Ale Niall..
-Żadnych ale,koteczku. Wychowamy to dziecko razem.
Dotknął mojej ręki, chwycił ją i przyłożył do brzuszka.
-A twoi rodzice, co oni powiedzą, jeśli się dowiedzą, że to nie twoje dziecko?
-Nie zauważą, moja mama ma takie same oczy jak Artur, powiemy, że to za babcią.
Uśmiechnął się, a potem pocałował mnie...
-Będzie dobrze.
-Chciałabym w to uwierzyć....


wtorek, 19 listopada 2013

Rozdział 35

                                                     *Oczami Nialla*

Wróciliśmy późno wieczorem. Ciocia Emma widząc nasze miny wiedziała, że lepiej nie pytać. Maja nie odzywała się do mnie, poszła do pokoju, usiadła na łóżku, i tylko milczała, jedynie łzy spływały teraz po jej twarzy. Patrzyłem na nią, ale ona mnie nie zauważała. Usiadłem obok niej, chciałem ją objąć, ale odsunęła się ode mnie. Wiedziałem, że teraz nie powinienem jej dotykać, rozmawiać z nią, tylko odejść i nic nie mówić. Lecz nie chciałem zostawić jej samej.
-Wiem, że jest ci teraz źle, z tym że on a umarła, mi też nie jest z tym dobrze, ale musimy sobie poradzić. Ja będę przy tobie.
-Aha, czyli chcesz powiedzieć, że wszystko będzie dobrze tak? Otóż nic nie będzie dobrze. Wiesz ile razy to słyszałam? Zawsze kiedy ktoś tak mówi, to potem odchodzi. Nic nie będzie takie same. Mam jej śmierć na sumieniu, i do końca życia to będzie tylko moja wina. Umarła przeze mnie, przez mój egoizm, i dbanie tylko o siebie. A ja nawet jej dobrze nie znałam....
-Jak możesz tak mówić?! Nigdy nie byłaś egoistką! Obwiniasz się za wszystko o co tylko możesz!Dbasz o wszystkich w okół,tylko nie o siebie!
Zacząłem na nią krzyczeć, pierwszy raz w życiu.
-Ty nic nie rozumiesz! Najwyraźniej nie obchodzi cię jej śmierć!
-Co?! Obchodzi mnie, też się o nią obwiniam! Ale obwiniając się nie sprowadzę jej znowu na ziemię!Maja, musimy zrobić coś by jej śmierć nie poszła na marne!
Chciałem chwycić ją za rękę, odsunęła ją szybkim ruchem ode mnie.
-Nie dotykaj mnie! Proszę... Wyjdź stąd chcę być sama.
Czułem się przez to wszystko źle, jak potwór. Pokłóciłem się z osobą na której zależało mi najbardziej. Stojąc w drzwiach, byłem na skraju załamania. Czułem że zraniłem ją jeszcze bardziej. Czułem się jak zwykły dupek.
-Kocham cię.
Powiedziałem i wyszedłem.

                                                       *Oczami Mai*

Nie rozumiał mnie. Byłam z tym wszystkim sama. Ciągle miałam obraz, Jenny w moich ramionach. Jak umierała. Zdążyła tylko wyszeptać do mojego ucha:"Dziękuję, że mi pomogłaś kiedy cię potrzebowałam, teraz ja pomogłam tobie". Jej głos... ciągle się odtwarzał na nowo w mojej głowie. Kiedy się pierwszy raz spotkałyśmy obiecywałam, że wszystko będzie dobrze, a teraz? Ona nie żyje. N i e - ż y j e.  Czułam jak chcę odpłynąć. Zanurzyć się w inny świat, kompletnie inny... Taki, mój własny, ale jednak szczęśliwy. Wyszłam przez okno, i biegłam po ulicy. Weszłam do byle jakiego sklepu. Wyjęłam garść drobniaków i podałam sprzedawczyni.
-Dwa piwa.
Kobieta podała mi bez namysłu. Usiadłam na murku, i napiłam się łyka napoju. Smak był odrażający, ale to był jedyny sposób, aby się choć na chwilę odstresować. Podszedł do mnie starszy mężczyzna, usiadł obok mnie, wyjął piwo ze swojej torby.
-W twoim wieku, dziewczęta nie piją piwa. Coś musiało się stać. Chłopak?Przyjaciółka? Rodzice?
-Nic
Odparłam. Ale on nie przestawał pytać.
-Słuchaj, wiem o tym, że coś cię męczy. Wiem to bo przychodzę tu od 20 lat i nigdy cię nie widziałem, a mam pamięć do twarzy.
-Nic.Życie, już mnie po prostu przerasta.
-To znaczy?
-To znaczy... nie dawno mój były chłopak, chciał się na mnie zemścić....
-Ukradł ci coś, zranił cię?
-Nie gorzej... on zabił jedną dziewczynę, którą ledwo znałam. To moja wina... Nie chcę żyć.
-A masz dla kogo żyć?
-Tylko dla mojego chłopaka. Ale pokłóciłam się z nim.
-To skoro masz dla kogo żyć, to niby dlaczego masz umierać?
Wypiłam kolejnego łyka piwa.
-Obwiniał się pan kiedyś o czyjąś śmierć?
Spuścił wzrok, pogrzebał w kieszeni. Wyjął zdjęcie małej dziewczynki.
-To moja córeczka, Emily, śliczna co?
-Tak, urocz dziewczynka.
-Ona... ona nie żyje, a to wszystko moja wina.
-Co się stało.
-Mieliśmy wypadek samochodowy. Miała wtedy 8 lat. Poprosiła mnie czy mogłaby siedzieć z przodu. Zgodziłem się, stwierdziłem, że 2 kilometry to nie jest dużo i nic się nie stanie i wtedy...
Głos mu się załamał.
-I wtedy uderzył w nas samochód, akurat w ten bok co jechała Emily. Ja wyszedłem z tego, tylko z małym zadrapaniem, ale ona umarła. Obwiniałem się za to, moja żona także, po kilku miesiącach stwierdziła, że nie może żyć z człowiekiem, przez którego umarłą jej córka. Wzięliśmy rozwód. Popadłem w alkoholizm. Nie pozwól, abyś przez jeden wypadek, któremu nawet nie jesteś winna, zniszczył twoje życie. Odłóż to piwo, pójdź do chłopaka, bo jeżeli to jest twój jedyny powód do życia, to mu podziękuj, i powiedz, że go kochasz.
-Dziękuję panu.
Uśmiechnęłam się, i szłam w stronę, domu cioci Nialla. Spojrzałam w telefon. 20 nieodebranych połączeń od Irlandczyka. Ruszyłam w kierunku parku. Spojrzałam przed siebie. Zobaczyłam Horana, kopiącego w śmietnik i który klnie przy tym na cały świat. Pobiegłam w jego stronę i rzuciłam mu się na szyję.
-Niall, przepraszam nie powinnam się na ciebie wkurza...
-Ciii, mała, rozumiem.
Przytulił mnie mocno, i wtulił twarz w moją szyję.
-Dziękuję...
Wyszeptałam do jego ucha.

piątek, 15 listopada 2013

Rozdział 34

                                                 *Oczami Nialla*

-Co?! Jak to?! Skąd on może to wiedzieć, kim jest Jenny.
Byłem oburzony, najpierw chce Maję, a potem przystawia się do Jenny. Ten facet jest nie możliwy.
-Wiem skąd...Jak z nią rozmawialiśmy Sandra obok nas przechodziła. Podejrzewam, że to dzięki niej.
-Ale po co ona się w to miesza?
-Pamiętasz, jak mówiła, że zniszczy nam życie? Ona jest do takich, rzeczy zdolna.
Wtuliła się w moje ramiona.
-On... on powiedział, że mamy się jutro spotkać, o 17.00 w parku, bo inaczej... inaczej ją zabije.
-Idziemy do samochodu, tata zawiezie nas na lotnisko.
-A co jeżeli się spyta o co chodzi?
-Nie spyta, obiecuję.
Zeszliśmy szybko na dół.
-Tato zawieź nas na lotnisko, nie pytaj czemu.
-Ale..
-To sprawa życia i śmierci.
Weszliśmy do samochodu. Tata szybko ruszył samochód. Pół godziny później byliśmy już na lotnisku, kupiłem bilety i wylecieliśmy.
-Myślisz...że on ją zabije?
-Maja nie myśl tak, uratujemy ją.
-Jeżeli do niego wrócę.
-Nie wrócisz, nie pozwolę na to.
-Wątpię...
I tak skończyła się nasza rozmowa, nawet nie zdążyłem zaprzeczyć.
-Niall.
-Tak?
-Możesz pocałować mnie ostatni raz?
-Nie mów tak..
Sama mnie pocałowała, wplatając swoje ręce w moje włosy. Przedłużyłem pocałunek, obejmując ją .
Czułem się strasznie, możliwe że, zacząłem wierzyć w to co ona mówi. Po kilku godzinach byliśmy już na lotnisku w Bradford. Wziął Maję do cioci Emmy, tata miał do nie zadzwonić. Nie zostawiłbym teraz Mai samej...

                                                        *Oczami Mai*

Zatrzymaliśmy się na noc u cioci Nialla. Bałam się tego dnia. Bałam się o Jenny, Nialla, o wszystkich tylko nie o siebie.
Następnego dnia siedzieliśmy z Niallem, na kanapie. Przez cały dzień w milczeniu, czekając na tą godzinę, której oboje nie chcieliśmy. Zegar tykał, a z każdą sekundą, coraz więcej łez wylewało się z moich oczu.
 Za chwilę miała wybić 16.30. Wychodziliśmy z domu do parku. Idąc także milczeliśmy, oboje baliśmy się i nie wiedzieliśmy co powiedzieć. Szliśmy przed siebie. Zauważyliśmy Artura trzymał Jenny, pod szyją a do jej głowy przyłożył pistolet.
-Jenny!
Chciałam do niej podbiec, lecz Niall mnie zatrzymał, wiedział, ze jeżeli to zrobi on strzeli do mnie, albo do niej.
-Puść ją, ona nie jest niczemu winna!
Krzyknął do niego Niall.
-Czego ode mnie znowu chcesz Artur, rób co chcesz tylko ją zostaw!
-Oj Maju, Maju ty się nigdy nie zmienisz. Nie chcę już Ciebie.
-Więc po co ją trzymasz!
-Jeszcze nie zrozumiałaś? Chcę ci zniszczyć życie. Pamiętaj ty jesteś za nią odpowiedzialna.
-Co?! Nie!! Zostaw ją!
Pobiegłam do niej, a on strzelił i uciekł. Przytuliłam jej martwe ciało. Martwe...młode ciało. Płakałam nad nią. Nawet nie płakałam, ja po prostu ryczałam. Wiedziałam, że to tylko moja wina. Myślałam tylko o sobie.   Irlandczyk podszedł do mnie, uklęknął obok mnie, on też płakał. Objął mnie ramieniem. Tylko on mi został.
-To wszystko moja wina, nie powinnam, z tobą uciekać. Powinnam zostać, i znów być niewolnicą Artura, ale ona by żyła.
-Nie obwiniaj się.
-Ale to wszystko,to tylko moja wina.
-Moja też.
-Nie prawda...
Ludzie zaczęli się zbierać na około nas. Nie zauważałam ich. Klęczałam, obok niego i przytulając jej ciało. Wtedy nic się nie liczyło, czy oskarżą mnie o zabójstwo, czy kogoś innego. Zjawiła się policja. Zawieźli mnie i Nialla na posterunek. Byłam roztrzęsiona i rozdarta. Na szczęście był przy mnie Horan, inaczej bym się załamała. Chciałabym być ciągle przy Jenny, wiem, że to by i tak nic nie zmieniło, to by jej nie wróciło życia.
-Kim była zabita dziewczyna?
Zaczęło się przesłuchanie.
-To była Jenny... Jenny Case.
-Co robiliście na miejscu zdarzenia?
Zaczęłam się trząść, i płakać, Niall położył dłoń na moim ramieniu.
-Spokojnie, ja mam powiedzieć?
-Tak, powiedz. Dziękuję.
Spojrzałam na niego. Też był zdenerwowany.
-No więc, byliśmy oboje w Irlandii.
-Wiesz o tym, że masz mówić samą prawdę?
-Przecież mówię! Byliśmy u moich rodziców.
-Dlaczego?
-By uciec przed tym psychopatą, czyli byłym Mai.
-Czy to ma jakikolwiek związek z sprawą?
-Tak i to wielki, no więc, to jest Artur. On kiedyś, zanim się poznaliśmy bił, i poniżał Maję. Potem, chciałem jej pomóc, zakochałem się w niej, a ona we mnie. Zostaliśmy parą, jednak on nie dawał za wygraną. Ciągle nas prześladował. W końcu stwierdził, że będzie szantażował ją. Powiedział jej, że albo do niego wróci albo...albo mnie zabije. Wybrała, że do niego wróci, choć nie musiała. Mówiła mi, że poszli do jakiejś alejki, i Artur załatwiał tam jakieś brudne interesy. Jeden z jego  "kumpli" próbował dobierać się do Mai. Ona mu uciekła, a Artur pobił ją, uznając to za ucieczkę przed nim. Była tak pobita, że musiała pojechać do szpitala...
-Dlaczego nie poszłaś z tym na policję?
-Bo...bo się bałam.
-Czego?
-Artu..Artura.
-Chcesz teraz ty mówić, czy nadal twój chłopak ma opowiadać.?
-On niech mówi.
Wtuliłam się w jego ramiona.
-Poprosiłem aby była wypisana jeden dzień wcześniej, o ile jej stan zdrowia by na to pozwalał. Zgodzili się. Pożyczyłem samochód brata i wyjechałem do Irlandii wraz z nią. Po dwóch dniach, zadzwonił z wiadomością, że ma Jenny. Wyjechaliśmy z Mullingar, poszliśmy do parku, bo tam się umówiliśmy. Maja chciała już do niego wrócić, nie pozwoliłbym jej na to, ale spróbowałbym uratować Jenny, jednak przyłożył jej tylko pistolet do skroni i ...i strzelił.
Łzy spływały mu po policzku, płakał teraz razem ze mną.
-Przepraszam...
Przytuliłam go. Wyszliśmy z posterunku, mieliśmy się jutro tam być jutro. Wyjechać będziemy mogli dopiero kiedy sprawa się skończy. Myślałam, że rozdział życia z Arturem był już zamknięty...







środa, 13 listopada 2013

Rozdział 33

                                                *Oczami Sandry*

-Znalazłam! Mam sposób jak rozdzielić Maję i Nialla!
Wykrzyknęła.
-Ale oni są teraz w Irlandii.
Odpowiedziała mi Laura.
-Jak to! No dobrze to teraz nie istotne. Otóż znalazłam byłego Mai, tego całego Artura. Umówiłam się z nim dzisiaj, w kawiarence. On ma niby coś na nich.
-To wspaniale, ale czy naprawdę chcesz niszczyć im życie, przecież widać, że są w sobie zakochani.
-Bredzisz! On zapłaci mi za tą zniewagę!
-Ale..
-Żadnych ale Wera! Wyznaczyłam sobie Niall'a za cel, to go osiągnę!
Odeszłam od nich. Nie miałam zamiaru siedzieć w jednym pomieszczeniu z takimi idiotami. Dlaczego w ogóle się z nimi przyjaźnię?!

*W kawiarni z Arturem*

Usiadłam przy stoliku, czekając na tego chłopaka. Spóźniał się już. Jak on mógł sobie na takie coś pozwolić! Zamówiłam sobie kawę, zanim przyszedł zdążyłam ją całą wypić. Usiadł na przeciw mnie. Widziałam go pierwszy raz. Był przystojny. Czarne włosy postawione ku górze, kilkudniowy zarost dodawał mu, wyglądu bad boya. Ubrany w czarną, skórzaną kurtkę, czarny podkoszulek, czarne rurki, i czarne tenisówki.
-Ty jesteś ta całą Sandra?
-Tak ja jestem "ta cała" Sandra.
Zirytowało mnie trochę jego zachowanie.

                                                                 *Oczami Artura*

Spotkałem się z tą laską która niby miała mi coś powiedzieć o Mai. Wydawała się bardzo dobrze wychowana, choć skoro się ze mną umówiła to musiałem się mylić.
-No to mów, to co miałaś.
-Wiem gdzie są teraz Maja i Niall.
-Nie obchodzi mnie to, ona ma przyjechać do mnie! Nie będę za nią latał po świecie i za tym jej chłoptasiem, którego nazywa mężczyzną. Znasz jakiś ich, albo jej znajomych?
-Znaczy wiem, że spotkała Jenny Case, mam jej numer w telefonie, dać ci?
-Tak! Powiedz mi jeszcze, gdzie mniej więcej oni są.
-W okolicach Mullingar, to takie zadupie w Irlandii.
-Świetnie nie będą musieli długo jechać!
Wyjęła z kieszeni, Xperie i podawała mi numer, tej dziewczyny.
-Daj jeszcze swój.
-Po co?
-Bo muszę sie jeszcze z tobą skontaktować.
Podała mi go, lecz już z większym podejrzeniem. Pożegnaliśmy się, i wróciłem do domu.

                                                   *Oczami Mai*

Obudziłam się w jego łóżku, właściwie to o  mnie obudził, próbując "cicho" się obok mnie położyć.
-Niall, idź sobie ja chcę jeszcze pospać, a znając życie ty mi na to nie pozwolisz.
-Spanie jest ważniejsze ode mnie.
-Oj dobrze wiesz, że tak nie jest. Dobra jak już musisz to leż, tylko mnie nie budź.
Położył się, i przytulił mnie do siebie.
-I już nie usnę... Jak zwykle.
-Oj przestań.
Pocałował mnie w policzek.
-Idź sobie lizusie...
-Nie, to moje łóżko, a ja każe ci w nim zostać.
Znów mnie pocałował. Leżał obok mnie, przytulając mnie lekko, ale tak by wystarczyło bym nie uciekła.
-Puść mnie, chcę się ubrać!
-Dopiero co chciałaś spać!
-Musisz być taki pamiętliwy, i pyskaty?!
-O kotek wyciągnął pazurki.
-Tak, i kotek zaraz cię podrapie. Puść mnie już!
-Nie.
-Dobra, sam chciałeś.
Ugryzłam go w rękę.
-Au!
-Mówiłam!
Zdjął rękę z mojego brzucha. Pobiegłam do łazienki, by się przebrać. Niall zapukał do drzwi.
-Otwórz, muszę coś wsiąść.
-Co? Podam ci.
-Ale to jest schowane.
Otworzyłam drzwi. Kiedy to zrobiłam Niall się na mnie spojrzał i uśmiechnął.

-Dlaczego się tak na mnie patrzysz?
Spytałam z lekkim podejrzeniem.
-Jesteś w samej bieliźnie.
Zupełnie o tym zapomniałam,Uśmiechnął się znowu.
-O boże, wyjdź stąd na chwilę.
-Ale czemu?
Spojrzałam na niego trochę poirytowana.
-Naprawdę nie wiesz? Wyjdź, minuta.
Szybko się ubrałam. Otworzyłam ponownie drzwi.
-No to wejdź już.
-Mogłaś się nie ubierać.
-Nawet nie zaczynaj!
-Dobra.
Powiedział skruszony. Umyliśmy razem zęby i poszliśmy na śniadanie. Niall oczywiście, wziął dwa, albo nawet trzy razy tyle co ja. Nigdy nie wiedziałam jak on to robi, że jest nadal ciągle szczupły.

                                                       *Oczami Nialla*

Po śniadaniu, poszliśmy do salonu. Oglądaliśmy film, kiedy włączałem Maja do mnie podeszła:
-Znowu horror? Nie masz już dość?
-A ty?
-Nie
-No to widzisz.
Włączyłem. Po filmie, Maja poszła do pokoju. Rozmawiała przez telefon. Kiedy skończyła, zaczęła płakać skulona.
-Maja co jest?
-On... on ma Jenny.

wtorek, 12 listopada 2013

Rozdział 32

                                      *Oczami Nialla*

Przy lotnisku, czekała już na nas taksówka, która miała zawieźć nas do galerii. Walizki były już spakowane do samochodu. Maja, po wyjściu z samolotu, milczała. To była nie przyjemna cisza, postanowiłem ją złamać.
-Czemu się nie odzywasz?
-Nic, nadal jestem w lekkim szoku.
-Mam nadzieję, że się nie gniewasz, za to że cię odepchnąłem.
-Nie, nie potrafiłabym się na ciebie długo gniewać, przecież wiesz.
Pocałowała mnie. Weszliśmy do samochodu i pojechaliśmy w stronę Dublińskiego centrum handlowego. Nie chciałem wracać do domu po 9 miesiącach rozłąki z pustymi rękami do domu. Weszliśmy do sklepu z drobiazgami. Maja pomagała wybierać mi coś dla mamy. Na półkach było mnóstwo szklanych drobiazgów, bałem się przechodzić wśród tych rzeczy, bo jestem niezdarą i mógłbym wszystko strącić. A te wszystkie rzeczy zbite na pewno nie wyszłyby tanio. Maja jednak, mimo wszystko czuła się tu jak ryba w wodzie, w sumie nie ma się co dziwić, przecież jest kobietą.
-A może to?
Pokazywała mi szklanego słonika z podniesioną trąbą.
-A możemy kupić coś bardziej, no wiesz Irlandzkiego?
Odłożyła przedmiot i szukała dalej. W końcu pokazała mi krasnoludka, z blond włosami, z garnkiem złota.
-Zobacz wygląda tak jak ty!
-Obrażasz mnie sugerując, że jestem niski czy to jest komplement, że jestem Irlandczykiem?
-Sama nie wiem. To bierzemy to?
-Dobra, a teraz coś dla taty.
Znów zaczęła szperać coś między regałami.
-Tym razem coś, wiesz, Brytyjskiego. Tata zawsze chciał zwiedzić Londyn.
Pokiwała głową. Po kilku minutach podeszła do mnie.
-Chodźmy do innego sklepu, tu nic nie znajdę.
Zapłaciłem za jeden z prezentów i wyszliśmy.  W następnym  sklepie Maja szybko się zaznajomiła z towarem. Zaczęła pokazywać mi małe figurki Big Bena, czy zamku królewskiego.
-Jesteś strasznie wybredny.
-Nie prawda.
Założyła rękę na rękę i spojrzała na mnie, tym swoim przeszywającym wzrokiem.
-Szukaj sobie sam. Idę stąd.
-A znasz choć trochę te miasto.
Tu się zagubiła.
-Yyyy... nie.
-Czyli zostajesz?
-A mam wybór?
Nie miała, objąłem ją ramieniem i pogłaskałem po włosach. W  końcu ja sam coś znalazłem. To był album z zdjęciami panoramy Londynu. Maja chciała już wychodzić z galerii, lecz zatrzymałem ją. Stwierdziłem, że należy jej się coś nowego, za to, że mi pomagała.
-Wybierz coś sobie.
Zaczęła szybko uwijać się między wieszakami. poruszała się jak torpeda, choć jak coś sobie upatrzyła to patrzała na to długo. To chyba jest naturalne środowisko kobiety, sklep z ubraniami i wyprzedażami.
Wyciągnęła z wieszaka sweterek w paski.
-A to? Co o tym myślisz?
-Naprawdę chcesz ukrywać taką figurę pod za dużym swetrem?
-Dobrze wiesz, że tak nie jest. To wziąć go czy nie?
-Jak chcesz to bierz. Ja bym raczej wybrał dla ciebie to.
Pokazałem jej bardzo krótką, i obcisłą sukienkę z dużym dekoltem. Spojrzała na mnie poirytowanymi oczami.
-No chyba nie, kotku.
-Ale dlaczego?!
-Bo tak mówię!
Wzięła to co sama wybrała i poszliśmy do kasy. Zapłaciłem, a ona wyszła zadowolona ze sklepu. Weszliśmy do ponownie zamówionej taksówki.
-Do Mullingar.
I wyjechaliśmy.
-Jaka...jaka jest twoja rodzina?
-Moja rodzina? Jest cudowna, taka do której zawsze możesz się zwrócić gdy masz jakikolwiek problem. Oczywiście zdarzają się kłótnie, ale nigdy nie trwają długo.
Maja spuściła wzrok.
-Zawsze marzyłam o takiej rodzinie. Gdybym taką miała, na pewno od razu poradziłabym sobie z sprawą z Arturem. Może nawet nie trzeba by było nic załatwiać, bo by mi doradzili żebym zerwała z nim wcześniej. Teraz ty jesteś moją rodziną, za co ci bardzo dziękuję.
Wtuliła się w mój tors. Pogłaskałem ją po włosach i pocałowałem w usta.
-Nie zrań, mnie Niall.
-Zbyt cię kocham by to zrobić.


                                                    *Oczami Mai*

Kiedy dojechaliśmy do jego domu, Niall zapłacił za taksówkę. Podeszliśmy do drzwi, w które on zapukał. Zza drzwi wychyliła się kobieta. Która przytuliła swojego syna.
-Niall, mój kochany.
Ucałowała go w czoło.
-Mamo... jestem z dziewczyną.
Powiedział zawstydzony. Nawet nie wiedział, jak bardzo pragnęłam aby moja mama, tak mnie zawstydzała.
-O to ty musisz być tą Mają którą, on tak wychwala jaka ty jesteś mądra, piękna i cudowna!
-Dzień dobry.
Powiedziałam nieśmiało. Mama Horana, zaprosiła nas do środka. Mieszkanie było bardzo ładnie wystrojone, tak bardzo zwyczajnie. Na szafkach były zdjęcia Nialla, Grega, Theo i reszty rodziny Horanów.

Mama Nialla zaczynała powoli przynosić jedzenie z kuchni.
-Mogę pomóc?
Spytałam się, a ta podała mi z uśmiechem, tacę z kanapkami. Mój chłopak usiadł na kanapie, obok swojego taty i rozmawiali. Kiedy wszystko poznosiłyśmy usiadłam, obok niego, a ten mnie pocałował i posadził sobie na kolanach.
-I jak tam Emma?
Spytał zaciekawiony tata Horana.
-Z ciocią jest bardzo dobrze. Nic się prawie nie zmieniła, tylko zerwała z Dylanem.
-Jak to? Przecież byli taką udaną parą, już myślałam, że nie długo jej się oświadczy!
Przerwała mu w połowie zdania jego mama.
-Dobrze, pewnie jesteście już zmęczeni, po tak długiej podróży.Przecież z Bardford do Mullingar jest jakieś kilka dobrych, godzin drogi!
-Zatrzymaliśmy się u Grega.
-I nic nam o tym nie powiedział? Będę musiała z nim porozmawiać. Jak tam mój mały wnuczek?
-Theo? Coraz bardziej rośnie, nawet wykonał kilka kroczków w stronę Mai. Prawda kotku?
-Co?... Yyy tak.
Uśmiechnęłam się.
-Widzę, że jesteś zmęczona, idźcie się już położyć spać. Niall, Maja zajmie twoje łóżko, a ty będziesz spał na kanapie.
-Co?! Przecież mogę spać z nią w jednym łóżku! Przecież jest moją dziewczyną.
Jego tata wziął sprawę w swoje ręce.
-O nie, nie młodzieńcze. Myślisz, że nie wiem co ci łazi po głowie? Mai może nie, ale tobie? Jesteś młody i rozumiem to, ale śpisz na kanapie.
-Ale..
-Żadnych ale, nie słyszałeś co ojciec powiedział.
-Ale ja naprawdę mogę spać na kanapie, przecież on jest u siebie.
Powiedziałam.
-Nie, nie nie ty jesteś gościem i będziesz spała w normalnym łóżku.
Ciągle zaprzeczała pani Horan. W końcu jej uległam, przebrałam się w piżamę i poszłam do jego pokoju by położyć się spać. Pokój był średni, ale łóżko bardzo duże, tak że zmieściły by się na nim spokojnie dwie osoby. Przykryłam się kołdrą, która pachniała Niallem. Zaciągnęłam się tym zapachem, i czułam jakby był obok mnie. Wtuliłam się w poduszkę. Słyszałam jak na dole gasną światła. Spojrzałam na zegarek była już 24.00. Usłyszałam kroki. Do pokoju wszedł Nialler w samych bokserkach.
-Śpisz?
-Nie.
Posunęłam mu się i położyłam swoją głowę w jego ramiona. Zaczął mnie całować. Po chwili, do pokoju wszedł tata Nialla.
-Horan na kanapę, jazda!
I zostałam sama...

sobota, 9 listopada 2013

Rozdział 31

                                                   *Oczami Mai*

Po kolacji, chwilkę bawiłam się z małym i Niallem. Niestety chwilę później, Theo był już śpiący i żona Grega, wzięła go na ręce, i szła w stronę pokoju malucha. Spojrzałam na Dennis.
-Mogę?
Zrozumiała o co mi chodzi. Oddała mi dziecko na ręce, i pozwoliła je ułożyć do snu. Niall poszedł razem ze mną. Ułożyłam małego, na łóżko, i pocałowałam w policzek. Nie spodziewałam się, że kiedykolwiek poczuję takie uczucie, że chciałabym mieć w wieku 17 lat dziecko. Niall, widząc jak uśmiecham się w stronę Theo, objął mnie ramieniem. Spojrzałam na niego, podnosząc głowę.
-Niall. Myślisz,że kiedyś będziemy mogli założyć rodzinę. Wiesz w sensie... ty, ja i może jakiś nowy Horan?
-Chodzi ci o dziecko?
-Tak.
Uśmiechnął się i pocałował moje włosy.
-Będziesz najpiękniejszą matką, pod Słońcem!
Poszliśmy do naszego wspólnego pokoju. Położyliśmy się na łóżku.
-Możemy, nawet teraz spróbować.
-Ale co?
Spytałam zdziwiona.
-No wiesz. Założyć rodzinę.
Jego usta przybliżyły się do mojej szyi, a ręce oplatać talię. Poczułam rozkosz, lecz nie chciałam.
-Nie... Niall jeszcze nie teraz...
Musiał pomyśleć, choć chwilę o sobie, o jego karierze. Jego ręce wróciły na swoje miejsce, nie chciał mnie zmuszać. Widząc w ciemności jego rysy, wydały mi się zawiedzione.
-Przepraszam... ale moim zdaniem powinieneś najpierw zająć się karierą.
-Rozumiem. Spokojnie, nic się nie stało, nie będę cię przecież zmuszał.
-Obejmij mnie, chcę zasnąć w twoich ramionach.
Wykonał moją prośbę. Zasnęliśmy.


                                                   *Oczami Nialla*

Po ubraniu się zeszliśmy na parter. Maja pomagała Dennis szykować śniadanie. Czytałem wraz z bratem gazetę. Maja ubrała dzisiaj, rurki, i zwiewny top. Dzisiaj musiałem, Gregowi oddać jego samochód, resztę drogi mieliśmy, przebyć samolotem.. Na lotnisku, widziałem jak drży.
-Co się dzieje?
Spytałem ukochaną.
-Nic. Po prostu pierwszy raz w życiu lecę samolotem.
Rozumiałem ją, kiedy pierwszy raz leciałem samolotem, czułem się podobnie jak ona. Miałem wtedy 13 lat. Trząsłem się, jak nigdy, lecz potem usiadłem, na miejscu i obserwowałem niebo. I potem wiedziałem, że nie ma nic piękniejszego jak widzieć, zachód Słońca ponad chmurami.
W samolocie zajęliśmy miejsca, przy oknach. Specjalnie posadziłem Maję przy oknie, żeby zobaczyła niebo. Jednak ona, zamiast patrzeć w niebo wtuliła głowę w moje ramiona. Pierwszy raz ją odepchnąłem. Spojrzała się na mnie, i popatrzyła w niebo. Uśmiechnęła się, a ja objąłem ją ramieniem. Przez resztę podróży, spoglądała tylko przez okno.
-Piękne...
Powiedziała cicho do samej siebie, nie odrywając wzroku od szyby.

czwartek, 7 listopada 2013

Rozdział 30

                                         *Oczami Mai*

Jutro miałam być wypisana, ze szpital, i Artur miał przyjść by mnie odebrać. Miałam nadzieję, że chociaż trochę zrozumiał, że nie może mnie bić, i źle traktować. Chciałam, żeby chociaż trochę się zmienił. Minimalnie. Niall, przyszedł mnie odwiedzić, wszedł do sali wcześnie rano. To było nasze ostatnie spotkanie. Tak bardzo chciałam być przy nim. Zawsze. Kiedy zobaczyłam go, tachał za sobą, walizkę z ubraniami. Poczułam smutek. On wyjeżdżał. Na mojej twarzy widać było zmartwienie, ponieważ Niall, od razu zapytał co mi jest.
-Chodzi o to, że odchodzisz.
-A kto powiedział, że to jest moja walizka? To twoja.
-Ale, ja wychodzę ze szpitala już jutro, nie jest mi już potrzebna.
-Ależ jest. Przecież jedziesz ze mną.
-Ale..ale Artur tu jutro przyjdzie i nie będzie czasu.
-Dlatego jedziesz dzisiaj. Już uzgodniłem to z lekarzem. Możesz.
Zerwałam się z łóżka, i rzuciłam się na szyję Niallowi i pocałowałam w usta. Poszłam się przebrać, do łazienki. Nie wiedziałam, gdzie dokładnie, jadę z Niallem, ale ważne, że z nim. Gdziekolwiek bym, z nim nie była, będę szczęśliwa. Poszłam za nim do samochodu. Nikogo w nim nie było.
-Niall, kto będzie prowadził?
-Ja, mam prawo jazdy.
-Już się boje...
Spojrzał na mnie, tym swoim wzrokiem. Spojrzałam, za siebie. Zauważyłam Artura, który się zbliża.
O nie,nie, nie tym razem on mi nie stanie na drodze do szczęścia. Chwycił mnie za rękę mocno i powiedział:
-O nie, nigdzie się nie wybierasz.
-Zostaw ją, spierdalaj z jej życia.
-Nie masz tu, nic do gadania chłoptasiu. Ona jest moja, i będę traktował ją jak będę chciał.
-Niall otwieraj drzwi do samochodu i wsiadaj. Szybko.
Wykonał moje polecenie, lecz z nie ufnością.
-Czyli się zdecydowałaś?
Powiedział Artur.
-Puść mnie.
-Nie!
-Okey.
Powiedziałam, a potem kopnęłam go w krocze, szybko uciekając. Weszłam szybko do auta, a Niall go odpalił. Po minucie, byliśmy dwie ulice dalej od miejsca gdzie zostawiłam Artura.
-Myślałem, już, że z nim pójdziesz.
-Nie tym razem.
Miałam w oczach strach. On to zauważył.
-Jesteś przestraszona. Co się stało?
-Nie.. nic. Po prostu pierwszy raz, poczułam się całkowicie wolna od Artura.
Uśmiechnęłam się sztucznie. Okłamałam go. Wiedziałam, że na pewno będzie nas szukał, albo nawet już wystartował. Pogłaskałam Nialla, po ramieniu.
-Kocham cię wiesz?
Powiedziałam Irlandczykowi, dotykając jego muskułów. Uśmiechnął się.
-Wiem.
A po chwili dodał:
-Będziemy musieli się zatrzymać, bo nie dojedziemy do Mullingar, bez przystanku. Na noc zostaniemy u mojego brata Grega i jego rodziny.
-Dobrze
Stwierdziłam, choć było mi trochę wstyd, że nie wiedziałam, że mój ukochany ma brata. Czułam się też trochę zmieszana, bo nie wiedziałam jak zachować się u Grega.
-Poznasz mojego bratanka, Theo,jest bardzo słodki.
Proszę kolejna niespodzianka, on ma bratanka! On wiedział, o mnie wszystko, a ja o nim prawie nic.
Zaczął padać deszcz. Po szybach spływały wielkie krople deszczu. Dwie godziny później zatrzymaliśmy się, na stacji paliwowej, by zatankować, a później podeszliśmy do jakiegoś małego baru. Lało tak mocno, że po przejściu kilku metrów, włosy miałam całe mokre. Zatrzymaliśmy się tam i zjedliśmy hamburgera, popijając go colą. Niall opowiadał mi o Gregu. Jaki jest, i co razem przeżyli. Okazuję się, że Greg to całkiem przyjazny, facet jeżeli, Nialler mówił prawdę. Ale to się dopiero okaże. Po półgodzinie znów byliśmy, w drodze. Patrząc, w szybę zastanawiałam się jak, bardzo moje, życie się zmieni. Nagle olśniło mnie...
-Niall. Moja mama wie, że  z tobą jadę?
-Oczywiście, że wie, jak mogłaby nie wiedzieć!

                                                      *Oczami Nialla*

Skłamałem. Ona o niczym nie wiedziała. Postanowiłem, że jak będziemy u Grega, zadzwonię do cioci Emmy, by powiadomiła jej matkę. Nie chciałem mówić jej prawdy, bo od razu kazałaby mi zawrócić. Dlatego, ciocia miała ją powiadomić o tym.
Zatrzymaliśmy się przed, białym domem, który znajdował się już na terenie Irlandii. Nareszcie, w ojczyźnie!
Zapukałem do drzwi. Maja była zmieszana, i schowała się za mną, ale popchnąłem ją przede mnie. W tym właśnie momencie Greg otworzył, drzwi. Maja, uśmiechnęła się do niego zawstydzona i wydusiła tylko:
-Hej!
-Yyy... cześć. Niall bracie! Dawno cię tu nie było!
Z pokoju, wyszła Dennis z Theo na rękach. Mały wyciągnął do mnie ręce.
-Wujek!Wujek!
Krzyczał mały, a Dennis powtarzała to z nim. Podeszła do mnie i przytuliła, całując w policzek, a potem podała dłoń, Mai uśmiechając się.
-To Maja.
Pokazałem im moją wybrankę. A potem przedstawiłem jej wszystkich z mojej rodziny. Mały Theo, podszedł swoimi niestabilnymi kroczkami do Mai, i próbował nawiązać rozmowę.
-Ceść
-Witaj maluszku.
Uśmiechnęła się do niego.
-Nie jestem maluskiem! Jestem juz duzy. Ooo taki!
Pokazał rączką do góry.
-Tak, tak jesteś już dojrzałym mężczyzną .
Potem usiadła do stołu i zaczęła rozmawiać z Gregiem, mną i Dennis. Jedliśmy kolacje. Nareszcie, znana mi i uwielbiana przeze mnie kuchnia, Dennis. Ona bardzo dobrze gotuje, choć wciąż tęsknie za potrawami mamy.




środa, 30 października 2013

Rozdział 28

                                       *Oczami Mai*

Był weekend. Artur przyszedł wcześnie rano. Ja jeszcze spałam. On stał i czekał, aż się obudzę. Kiedy go zobaczyłam, zamknęłam oczy i udawałam, że jeszcze śnię. Nie zauważył tego. Czekał lecz później się wkurzył i wygonił mnie z łóżka. Powiedział, że nie prześpię całego dnia. Mój nos, ciągle bolał i był cały siny.
Poszłam do łazienki i ubrałam się. Cięcia na rękach przeobraziły się w blizny. Myślałam o tym żeby zostać tam, i zakluczyć się na wieki. Ale oczywiście Artur wyważyłby drzwi. Usłyszałam trzaskanie, w sumie to walenie w drzwi. Wściekł się. Szybko otworzyłam drzwi. Ujrzałam go wściekłego. Zaczął wrzeszczeć na mnie, że za długo tam siedziałam.
-Spokojnie, ja tylko byłam w łazience. Czego się drzesz?
-Nie pyskuj, gówniaro!
Szarpnął mnie za koszule i rzucił na ziemię. Chciałam płakać, ale co by to dało. Oberwałabym dodatkowo.
podniosłam się z ziemi.
-Masz mi coś do powiedzenia?
Spytał Artur. Spuściłam wzrok.
-Przepraszam.
Wydusiłam z trudem. Nie chciałam go przepraszać, ponieważ nie miałam za co. Lecz musiałam.
-Idziemy.
Usłyszałam. Nie chciałam nigdzie z nim wychodzić. Wstydziłam się.
-Ale gdzie? Ja nie chcę nigdzie iść, zostańmy proszę.
Chwycił mnie pod ramię, było to tak mocne, że po chwili pół mojej ręki było sine. Weszliśmy do jakiejś dziwnej alejki. Stali tam jacyś, podejrzani kolesie. Spojrzeli, dziwnym, wręcz pożerającym wzrokiem na mnie.
-O. Artur ma nową dziunię. Jak masz na imię laluniu?
Chciałam, teraz się wtulić w ramiona Nialla, żebym... żebym czuła się bezpiecznie, lecz go przy mnie nie było, był tylko Artur, a on się nie przejmował tym. Za kilka paczek prochów, by mnie sprzedał, mogłabym się założyć.
-Masz towar?
Spojrzał się na jednego z nich.
-Tak, tylko najpierw kasa.
Artur wyjął zwitek 50-funtowych banknotów, nie wiedziałam skąd miał tyle pieniędzy. Nie pochodził z bogatej rodziny, ani też nie pracował. Czyżby kradł? Drugi facet wyciągnął, z jakiejś skrzynki, kilka saszetek, z białym proszkiem. To pewnie była marihuana. Artur policzył każdą saszetkę. Spojrzał na niego z wściekłością.
-Ile ty mi Kurw* dałeś. Nie na tyle się umawialiśmy!
Kiedy to usłyszeli, uciekli, a Artur zaczął ich gonić, pociągnął mnie za sobą. Kiedy ich dogonił, zaczęli się bić. Ja usiadłam w rogu. Kiedy się bili, odeszli na jakieś 100 metrów, więc nie widziałam ich. Jeden z dilerów, usiadł obok mnie. Ciarki mnie przeszły, siedział trochę za blisko. Spojrzał na mnie, i dotknął mój policzek a potem ścisnął rękę, żebym nie uciekła.
-Pocałuj mnie koteczku, Artur nie musi wiedzieć.
Chciałam ruszyć się z miejsca, lecz pociągnął mnie jeszcze bliżej do siebie. Jego usta zbliżały się do moich.
Pocałował mnie. O mało nie rzygłam. Potem zabrał się za moją koszule. Zaczął, rozpinać po kolei guziki. łzy ściekały mi po policzku. Odpychałam go od siebie. Lecz jego ręka ciągle powracała. Wyrwałam się z jego objęć, i uciekałam. Dogonił mnie.
-No co kwiatuszku? Nie powiesz mi przecież, że cię nie pociągam.Choć do mnie, jeszcze nie skończyłem.
Chwycił mnie, przyciągnął do siebie, i zaczął całować po szyi. Wyrywałam się, lecz jego objęcia, tak jak prawie każdego faceta, były mocne. Puścił mnie na chwilę, a wtedy uciekłam. Naprawdę. Niestety, piekło dopiero się zaczęło. Artur zauważył, biegnącą mnie przez park. Zostawił gościa, zgarnął prochy i pobiegł za mną. Kiedy mnie dogonił zaczął się drzeć.
-Co ty sobie w ogóle wyobrażasz?! Że kiedy coś załatwiam, będziesz sobie uciekać tak?
Zaczął mnie szarpać, bić. Jednak nie tak jak kiedyś. Teraz robił to mocniej. Uderzał w twarz, kopał po nogach, szarpał za ubrania i ręce. Tak mocno, mnie bił, że w końcu zemdlałam i nie wiedziałam co się dzieje. A Artur uciekł, nawet nikogo nie zawołał, po prostu zniknął.


                                                           *Oczami Nialla*

Usłyszałem wołanie, cioci Emmy z kuchni. Myślałem, że mam po coś pójść, lub, że mama dzwoni. Lecz nie, chodziło o Maję. Znajoma, cioci znalazła, pobitą Maję w parku. Zadzwoniła, po pogotowie by ją zabrało.Kiedy się dowiedziałem krzyknąłem:
-Zabiję gnoja, ja go po prostu zabiję. Jak on mógł ją skrzywdzić!
Szybko ubrałem się, i pojechałem z ciocią do szpitala. W sali zobaczyłem ją śpiącą. Doktor siedział i badał ją. Była cała pobita. Spytałem lekarza:
-Co się stało?
-Najprawdopodobniej została, pobita. Jest w ciężkim i niestabilnym stanie. Nie wiem czy da się ją uratować.
-To wszystko przez, tego pierdolonego Artura.
-Słucham?
Spytał lekarz zdziwiony moim słownictwem.
-Nic, po prostu jestem wkurzony.
Usiadłem, przy łóżku. Znów była w szpitalu. Za co ją to wszystko spotyka? Modliłem się, aby żyła. Kazałem wszystkim wyjść z sali, chciałem być z nią sam. Ile bym oddał, aby to wszystko się nie stało, ile bym oddał, aby to był ja. Przecież, ona tu była, przeze mnie, gdyby była ze mną to wszystko by się nie zdarzyło. Możliwe, że ja bym tam leżał, a ona siedziała, przy mnie. Obiecałem sobie o jej, że ją zabiorę do Mullingar, albo gdzieś indziej byle daleko stąd, daleko od Artura. Pocałowałem jej wargi. Były całe sine. Tak jak reszta ciała. Złamany nos, sine oczy, usta pocięte, ręce jakby pomalowane, żółto-fioletową farbą, nogi całe pokopane, na twarzy były, zaschnięte, strumyczki krwi. Włosy były potargane. Wyglądała jak zmasakrowana. Bałem się, że nie przeżyje, ale musiała przeżyć, jeszcze tyle chciałem z nią zrobić. Zabrać ją do Paryża na wakacje, oświadczyć w walentynki, śpiewać jej, chciałem, żeby mi kibicowała w X Factorze.
Boże, proszę ona, ona nie może umrzeć, ocal ją. Jeżeli ona zginie ja się powieszę, albo zrzucę się z mostu. Proszę....



------------------------------
To jeszcze nie koniec. Nie martwcie się jeżeli nie będzie do poniedziałku posta, poprostu wyjeżdzam


                                                         

wtorek, 29 października 2013

Rozdział 27

                                                  *Oczami Mai*

Drzwi od pokoju się otworzyły. Wszedł Artur. Spojrzał na mnie tym swoim szyderczym uśmieszkiem.
-I co wybrałaś już?
Spuściłam wzrok.
-Nie miałam wyboru, przecież wiesz.
-Zawsze jest wybór, ale ty dokonałaś tego dobrego.
Podszedł do mnie, i przycisnął do ściany.
-Pocałuj mnie kotku.
Odwróciłam głowę. Nie chciałam dotykać jego i jego warg, które powiedziały najgorsze słowa jakie mogłam usłyszeć.
-No dalej wiem, że chcesz, ale się boisz.
Zrobił to za mnie, a na koniec ugryzł lekko w dolną wargę. To było straszne. Odepchnęłam go. Usiadłam na łóżko. Łzy leciały mi po policzku. Usiadł obok mnie i objął ramieniem, tak jakby go to obchodziło. Pocałował w czoło czule, prawie tak jak Niall, tylko, że Niall robił to bo mnie kochał i próbował pocieszyć a, on tylko dlatego, że chciał mnie jeszcze bardziej pogrążyć w smutku.
-Ze mną będzie ci lepiej, ja cię obronię.
-Przed kim mnie obronisz co? Przed samym sobą tak? Jeżeli tak to nie chcę takiej obrony. Chcę taką jaką dawał mi on, taką prawdziwą.
-Zamknij się! Ja jestem sto razy lepszy od niego!
Uderzył mnie pięścią w twarz. Z nosa leciała mi krew. Upadłam na ziemię. Nic nie zrobił tylko patrzał jak cierpię. Cierpię przez niego. Odszedł. Cieszyłam się. Poszłam do łazienki, spojrzałam w lustro. Najprawdopodobniej rozpieprzył mi nos.
Usłyszałam dźwięk Sms'a z mojego telefonu. Podeszłam. To była wiadomość od Nialla. Napisał: *Jakoś cię uratuję z tego gówna. Obiecuję. Coś wymyślę* W moim sercu pojawiła się iskierka nadziei. Niestety musiałam usunąć tego Sms'a z komórki bo wiedziałam, wiedziałam że Artur sprawdzi moje wiadomości i jak to zobaczy zabije go i mnie. Mnie mógł, ale niech zostawi jego, on nic nie zrobił...

                                   *Oczami Nialla* 

Po szkole wleciałem do pokoju. Nie chciałem z nikim rozmawiać. Byłem wściekły, czułem jak łzy leciały po moim policzku. Oczywiście wiem, ze ona nie przestała mnie kochać. Musiałem wymyślić jakiś plan, strategię aby wyrwać ją z tego miasta. Ocalę ją przed Arturem, bo wiem, że to przez niego. Tylko bałem się, o co ją szantażował. Jeżeli o mnie to nie warto, wolę umrzeć niż żyć bez niej. To tak jakby, żyć bez powietrza, lub bez wody, przez moment przeżyję ale co później? tylko śmierć. Jutro w szkolę z nią porozmawiam i wyjaśnię. To... to wszystko nie może się tak skończyć.
 Ciocia Emma zawołała mnie z kuchni na obiad. pierwszy raz w życiu nie chciałem, nie mogłem nic zjeść. Ona była ważniejsza. Krzyknąłem:
-Nie jestem głodny!
I leżałem na łóżku patrząc w sufit. Usłyszałem kroki. Ciocia weszła do pokoju.
-Ty nie chcesz nic zjeść? Ty? Chyba żartujesz. Co się stało?
-Nic. To... to moja sprawa.
Chciałem jej powiedzieć, ale bałem się, że powie "Będą inne" Nie chcę innych, chce ją, ona jest najważniejsza, Jest moja księżniczką i koniec.
-Chodzi o Maję prawda?
-Tak...
Wzdychnąłem.
-O co poszło? Pokłóciliście się?
-Nie. Ona... Ona ze mną zerwała. Mam złamane serce.
-Przecież byliście szczęśliwi.
-Ale nie chodzi tu o to, że mnie nie kocha. To przez Artura. On ją teraz szantażuję, a nawet bije.Postanowiłem, że zrobię coś ale dopiero, gdy będę mieć jakiś plan. Chciałbym ją zabrać do domu. Do Mullingar. Tam byśmy byli szczęśliwi. Ale ona się boi. Obiecałem jej, że ją uratuję. Rozumiesz?
Prawie płakałem, lecz też trochę krzyczałem
-Rozumiem, najwyraźniej nie byliście sobie przeznaczeni.
-Co ty wiesz o przeznaczeniu.
-Wiele.
-To dlaczego kłamiesz?
-Chodzi o to, że nie powinieneś narażać się dla jakiejś dziewczyny. Miałeś inne też były szczęśliwe z tobą, ale odeszły. Nie walczyłeś tak o nie, więc o Maję też. Tym bardziej za cenę życia.
-Ona jest inna. Jest jedyna w swoim rodzaju. Dlatego będę walczył o nią do końca. Jaki jest sens życia, jeżeli nie ma dla kogo żyć. No powiedz. Ja ją kocham prawdziwie.
-Rozumiem, poczekaj jeszcze kilka dni, zobaczymy jak się rozwinie sytuacja.
-Aż ją zabije tak?
-Nie, przecież on by tego nie zrobił.
- Nie znasz go.
-Proszę kilka dni, a potem sama ci pomogę.
-Dobrze, ale jak się jej coś stanie nie wybaczę sobie tego.
Odeszła. Byłem zły, że mnie nie rozumie, ale musiałem czekać.