wtorek, 28 stycznia 2014

Rozdział 53

    Finał X Factora.                             
                                                   *Oczami Nialla*

Dzisiaj finał. O Boże... Patrzyłem na chłopców. Cali bladzi, przestraszeni ale szczęśliwi. Tyle wspaniałycj rzeczy się tu wydarzyło, tylu wspaniałych ludzi poznaliśmi, tyle video diary, będę za tym tęsknił. Za wszystkimi. Ale na pewno zespół się nie rospadnie. Tego jesteśmy pewni. Piosenki przygotowane.Wszystko.
-Jak tam chłopcy? Czujecie stres?
Spytałem. Pokiwali głowami. Usłyszeliśmy głos prezentera.
-One Direction!
Weszliśmy na scenę. Śpiewaliśmy.
Po wszystkich występach czekaliśmy na wyniki. Serca biły mocno. \
-A zwycięscą bądź zwycięscami są lub jest....
Cisza.
-Rebbeca!
Załamanie. Koniec nadzieji na wygraną. Trzecie miejsce. To był koniec tej cudownej muzycznej przygody. Wszycy płakaliśmy. Wszyscy tylko nie Lou. Patrzył tylko smutny. Ale on był starszy. Przytuliliśmy się. Nasze rodziny podeszły, zaczęły nasz pocieszać. Poczułem na swojej szyi, ręce Mai.
-Tak mi przykro kochanie, byłam pewna, że wygracie.
Dziewczyna, wtulała się we mnie, a ja cieszyłem się, że ją widzę. Tylko te szczęście jednak nie zapełniło pustki, przegranej w X Factorze. Usłyszałem za sobą głos Simona. Iskierka nadziei zapaliła się na nowo. Wziął nas do małego pomieszczenia.
-Postanowiłem, że dam wam szansę. Widzę w was, talent, potencjał, a dziewczyny was uwielbiają. Pytanie tylko czy chcecie, podpisać kontrakt płytowy z Modest?
Nie wierzyliśmy w to co słyszeliśmy.
-Co?! Jasne.
Odpowiedzieliśmy. Wyjął z kieszeni zwinięty papier. Był to kontrakt. Na szybko podpisaliśmy. To był początek kariery. Wyszliśmy  statmtąd. Teraz to ja objąłem Maję. Opowiedziałem jej o wszystkim. Jak te pięć minut, zmieni nasze życie. Nagle chwyciła się za brzuch.
-Niall, pomocy. Jedziemy do szpitala.
Zbladłem. Stałem bez ruchu. Nie wiedziałem co robić.
-Rusz dupę! Dzwoń.
Poszłem po Tomlinsona. Jako jedyny miał prawo jazdy. Weszliśmy do jego auta. Ja, Maja i zespół. Chcieli być koniecznie przy nas.
\
                                               *Oczami Zayna*

Byliśmy w szpitalu. Tyle emocji w jeden dzień. Masakra. Patrzyliśmy na Horana jak, siedzi na ławce, i martwi się. Usiadłem obok niego. Chciałem dodać mu otuchy.
-Ej, stary będę wujkiem.
-Tiaa. Myślisz, że będę dobrym ojcem?
Wszyscy na niego spojrzeliśmy.
-Nie widziałem cię nigdy przy dziecku. Ale wyglądasz na odpowiedzialnego.
Uśmiechnął się. Czekaliśmy już tylko, aż będziemy mogli zobaczyć Maję na sali.
*Godzinę później*
Weszliśmy na salę. Maja opierała się o oparcie łóżka. Twarz miała zmęczoną. Niall usiadł obok niej na łóżku. Chwycił jej ręce i pocałował.

                                            *Oczami Nialla*

-Cześć kochanie. Jak się czujesz?
Spytałem, widząc jej uśmiechającą się postać.
-Bywało gorzej.
Odparła. Siedziałem obok niej, i trzymałem jej ręce.
-Przytul mnie.
Wyciągnęła  ręce w moją stronę. Przytuliłem ją, i pocałowałem w czoło.
-Tęskniłam za tobą. Bardzo.
-Kocham cię.
Odkleiła się ode mnie. Pielęgniarka weszła do sali. W rękach trzymała małe zawiniątko. Podała ją dziewczynie.
-Mogę?
Spytałem. Podała mi ją. Maleńka spała, ale gdy ją wziąłem momentalnie zaczęła płakać. Chłopcy patrzyli na nią zza mojego ramienia.
-Ej! To moja córka.
Patrzyłem w jej oczy. Zauważyłem w nich coś...coś Irlandzkiego. Ona miała mój kolor oczy. Ona była moja... Siedziałem jak osłupiony.
-Chłopcy możecie na chwilę wyjść?
-Dopiero co zostałem wujkiem, a już mnie wyganiają. Co za ludzie.
Męczył Lou. Wyszli.
-Maja, ona...ona ma moje oczy.
-To nie możliwe.
Powiedziała zawiedziona.
-Spójrz.
Pokazałem jej, ją. Uśmiechnęła się.
-Ona jest moja, taka śliczna. Urocza.
-Taka jak tatuś.
-Tak.
-Dobra, możesz już iść po idiotów.
Wyszedłem z sali i wróciłem z zespołem. Zayn patrzył na moje, dziewczynki.
-Generalnie, mógłbyś poinformować swoich rodziców.
Powiedział.
-Nie, zrobimy im niespodziankę. Czekaj zadzwonię.
-Hej mamo.
Usłyszałem jej głos w telefonie.
-Cześć, gzie jesteście.
-Zatrzymaliśmy się w hotelu, chcemy kilka dni spędzić wspólnie. Wiesz sam na sam.
-Aha, dobra.
-Pa
-Pa

środa, 22 stycznia 2014

Rozdział 52

                                                      *Oczami Mai*

Obudziły mnie poczucie ciepłych pocałunków na szyi. Odruchowo, odwróciłam rękę za siebie. Usłyszałąm za sobą jęk. Odwróciłam się. Był tam Niall
-Tak się dziękuje za miłość. Za taką to podziękuję.
-Skąd. Co skąd ty się tu wziąłeś?
-Wróciłem w nocy. Nie chciałem cię budzić.
-Więc robisz to teraz.
Spojrzał na mnie poirytowany. Przybliżył się do mnie i objął  mnie.
-Tęskniłem za tobą.
-Ja za tobą też.
Ohh... dlaczego ja go tak kocham , dlaczego będzie mi tak trudno go opuścić.  Wstałam. Chłopak chwycił mnie za rękę.
-O nie, dzisiaj zostajesz ze mną. Cały dzień przeleżymy. Cudowna niedziela. Taaak.
Uśmiechał się do mnie.
-Przykro mi jestem głodna.
-Cały tydzień żarłaś, teraz jesteś dla mnie.
-Odmawiasz jedzenia też dziecku.
-Zaraz ktoś przyjdzie z tacą. Spokojnie załatwię to.
-Ale...
-Żadnych ale, jutro mnie nie będzie, bo znowu wyjeżdżam tym razem prawdopodobnie na dłużej.
Wróciłam do łóżka. Pocałował mnie, a do pokoju wszedł jego tata.
-Zawsze w tym jednym momencie. Kuźwa, nie możecie mieć innego wyczucia?
Wychodził. Niall go zatrzymał.
-Skoro już tu jesteś przynieś nam śniadanie.
Bobby stał oszołomiony w drzwiach.
-Chyba ci się w dupie poprzewracało. Sam po to pójdziesz.
Potem zwrócił się do mnie.
-Ty sobie możesz poleżeć. Niall pokaże jakim jest gentelmenem. Prawda?
-Tiaa.
Po chwili wrócił z tacą kanapek.

                                                 ***

Dzisiaj Niall znwou wyjeżdżał. Pożegnałam go. Wiedziałam że tym razem będziemy mogli się co tydzień widzieć. Przytuliłam go na pożegnanie. To było wszystko co zrobiłam. Chciałam już stąd pójść. Nie miałam zamiaru patrzeć w jego niebieskie tęczówki. Odeszłam.

czwartek, 16 stycznia 2014

Rozdział 51

                                                     *Oczami Mai*

Chwyciłam kopertę do dłoni. Przeczytałam zawartość. Czułam jak serce zaczyna bić szybciej, a kolana miękną, a po policzkach spływają strumienie łez, smutku, starchu, i obawy co na to powie Niall....


  Pani Maja Dare proszona jest o jak najszybsze pojawienie się w szpialu. Wykryto u pani raka serca. Nie jest wiadome jeszcze jakiego stopnia. 

Osunęłam się na ścianie, i usiadłam na ziemi. Uderzałam głową w ścianę. Już wszystko zaczęło się tak dobrze układać. Mieliśmy być szczęśliwi. Razem na zawsze. Jednak on o niczym nie może się  dowiedzieć. Przecież zawsze jest możliwość, że wystarczą tabletki, i o niczym nie będzie musiał wiedzieć. Ale jeśli nie? Na pewno nie będę się leczyć to oznaczałoby, że musiałabym powiedzieć o tym  Niallowi. Nie to nie wchodzi w grę. Wytarłam oczy od łez, jednak nonstop nadchodziły nowe. Kolejna katastrofa w moim życiu, ale w tej nikt nie mógł mi pomóc. A możeby tak to wszystko zakończyć. Zakończyć to parszywe życie, pełne niepowodzeń, pełne przykrości. Nie, nie mogłam tego zrobić. Nie teraz jestem w ciąży, do tego w jego mieszkaniu. Zniszyczyłabym mu życie, co by pomyślał gdyby zobaczył moje martwe ciało na podłodze.
                                                           ***
Siedziałam na korytarzu w szpitalu. Obok mnie siedziała blondynka, o niebieskich oczach. W ręku trzymała kartkę. po chwili się do mnie odezwała. Nie miałam ochoty z nikim teraz rozmawiać.
-Hej, co tutaj robisz?
-Nic, muszę tu być. Stwierdzono u mnie chorobę. Z resztą nie chce o tym rozmawiać.
Poklepała mnie po ramieniu.
-Nie martw się wszystko będzie dobrze. Don't worry be happy.
-Łatwo ci mówić. Nie u Ciebie stwierdzono raka.
-Raka? Oh.. kochana tak mi cię żal.
Powiedziała ze smutkiem.
-Dobra nie ważne, a co z tobą?
Chciałam przestać rozmawiać na ten temat. Nie leżał mi.
-Nic tylko chciałam wiedzieć co z moim węchem. Bo urodziałam się bez niego. Ale da  się z tym żyć. Z tobą niestety z tobą jest gorzej. Widzę, że jest nawet gorzej niż myślałam, jesteś... w ciąży.
Spojrzała na mój brzuch.
-Tak. Jestem Maja.
Wyciągnęłam do niej rękę.
-A ja Perrie. A ojciec dziecka wie?
-Nie, i się nie dowie.
Mówiłam i o Arturze i o Niallu. Żaden nie będzie wiedział.
-Widzę, że nie chcesz o tym rozmawiać.
Pokiwałam głową. Zobaczyłam lekarza wychodzącego z sali i wołającego moje imię.
-Muszę już iść.
Pożegnałam ją. Usiadłam na kozetce u lekarza. Badał mnie.
-Trzeba będzie zrobić prześwietlenie.
Pokiwałam głową. Chwilę później było zrobione. Lekarz zaczął patrzeć na zdjęcia.
-Trzeba będzie poczekać dwa miesiące zanim sie wszystkiego dowiemy.
-To pan nie jest w stanie powiedzieć zo mi jest teraz?
-Niestety nie, jestem lekarzem od robienia zdjęć, prześwietleń, osoba od ekspertyz ma dwumiesięczny urlop. Przykro mi.
Byłam wściekła.
-Co?! Za dwa miesiące mogę już nie żyć. Co z pana za lekarz.
Wyszłam na maksa wkurzona z gabinetu. Łzy zaczęły napływać do oczu. Co miałam niby teraz zrobić. Czekać aż umrę.  Najwyraźniej tylko tyle mi zostało. Spojrzałam na telefon. 5 nieodebranych połączeń od Nialla. Nie miałam najmniejszego zamiaru z nim teraz rozmawiać. Momentalnie wyczułby że coś jest nie tak. Dzwonił jeszcze raz. Rozłączyłam się. Zaczął wysyłać mi Sms-y. Czemu on nie może zrozumieć że nie chcę z nim rozmawiać. Usłyszałam dzwonek teraz dzwonił Zayn. Odebrałam. Usłyszałam wściekły głos Horana.
-A od Zayna to odbierzesz!
Nie mówił swoim zabawnie zazdrosnym tonem.
-Nie chcę teraz z wami rozmawiać, z resztą nie będę się tłumaczyła.
Powiedziałam.
-Co się dzieje?
-Nic, Nie ważne. Jestem zmęczona. Baw się dobrze kocham cię pa!
-Stój. Co się dzieje?
-Dobrego występu na pewno sobie poradzicie.
-Ale..
-Pa!
Potrzebowałam go teraz, ale nie chciałam z nim rozmawiać. Nie rozumiałam sama siebie. Wystarczyło by mi tylko poczuć jego zapach. Wróciłam do domu, i wyjęłam jego koszulkę z szafy. Przytuliłam się, zaczęłam płakać, a potem zasnęłam.\

                                                *Oczami Nialla*

Od czasu rozmowy z Mają, ciągle tylko o tym myślałem. Bałem się, że coś się stało i zrobi coś głupiego. Ubrałem się, byłem ciągle zestresowany. Tym bardziej, że za chwilę mamy występ.  Usłyszałem głos prezentera, że mamy wejść. Chłopacy stresowali się tak samo jak ja. Tylko moim głównym zmartwieniem jest Maja. Staliśmy przed jury. Uśmiechali się do nas.  Zaczęliśmy śpiewać. Poszło świetnie


There's nothing left I used to cry, 
My conversation has run dry, 
That's what's goin' on, 
Nothing's fine. I'm torn...
I'm all out of faith, 
This is how I feel, 
I'm cold and I'm shamed, 
Lying naked on the floor.
Illusion never changed, 
Into something real. 
I'm wide awake and I can see the perfect sky is torn, 
You're a little late, I'm already torn...


Poszło świetnie, bylismy z siebie dumnie. Przez kilka kolejnych minut byłem głuchy z szoku. Chwilę później chłopcy zaczęli skakać. Przeszliśmy!!!!

Ode mnie: Dobra koneic rozdziału, jakie uczucia po liście Mai? Hm... szczerze miałąm zupełnie inny plan dotyczące bloga, ale to co napisałam było impulsem i niszczy mi kompletnie plany tego jak dalsza historia miała  wyglądać ale cóż. You only life once. Dobra idę siema niedługo kolejny.






wtorek, 14 stycznia 2014

Rozdział 50

                                              *Oczami Nialla*

Kolejny wyjazd X Factora. Tym razem do Hiszpanii, do domów jurorów. Najgorsze w X Factorze?
Nie mogę być z rodziną. Z Mają. I do tego to całe pakowanie.... Boże. Ale taka jest cena marzeń. Pojechaliśmy na lotnisko. Przywitaliśmy się z chłopakami wielkim, wspólnym misiem.  Maja podeszła do Zayna i przytuliła go. Oczywiście poczułem się trochę zazdrosny. Ale taki już jestem. Czekaliśmy na resztę uczestników. Przed wyjazdem dostaliśmy kartkę z piosenką którą mieliśmy zaśpiewać. Była to piosenka Torn. Słyszałem ją tylko kilka pare razy. Ale znałęm trochę tekstu i melodię., czyli nie było aż tak źle. Moja dziewczyna podeszła do mnie i przytuliła mnie.
-Tylko nie podrywaj mi tam jakiś lasek jasne?!
Uśmiechnąłem się. Uwielbiałem kiedy była zazdrosna.
-Jesteś taka słodka kiedy jesteś zazdrosna. Można trochę częściej?
-Nie długo będę bardziej, ale najpierw musi ci się kariera rozkręcić. W każdym razie pamiętał jesteś mój. Tylko mój.
Pogroziła palcem. Pocałowałem ją. Uśmiechnęła się.
-A teraz zejdź mi z oczu i nie wracaj, zanim się nie dostaniecie do półfinałów.
-Kocham cię. Pa
-Ja ciebie bardziej, a teraz do samolotu.
Podeszła do Malika.
-A ty mi go tam pilnuj.
Pokazał palcem na swój policzek. Pocałowała go.
-Czyli będę go pilnował.
Podszedłem do niego.
-O nie stary! Ona jest moja!
-Wiem. Ale jest też Moją przyjaciółką. Czaisz?
Powiedział z naciskiem  na Moja. Następnie sie uśmiechnął. Weszliśmy do samolotu. Siedem godzin lotu. Co ja będę robił przez siedem godzin. Miałem nadzieję, że nie będę się aż tak nudził. Spojrzałem ostatni raz na lotnisko. Pokiwałem rodzinie i Mai. Wystartowaliśmy. Siedziałem między Harrym, a Louisem. Obok Stylesa, siedział Payne i Malik. Włączyłem tableta i szukałem filmów. Obejrzałem "Piłę". Trwała tylko 3 godziny. Usnąłem.
Poczułem szturchanie.
-Niall, Nialler, jesteśmy.
-C-co?
Przebudziłem się. Patrzyłem w oczy Liamowi. Uśmiechnął się.
-Stary wstawaj.
Na lotnisku w Hiszpanii czekały limuzyny. Dla nas. Pierwszy raz będę jechał limuzyną. Jakie emocje. Zaśmiałem się. Całym zespołem wsiedliśmy do naszej. Ten wyjazd do Harrego bardzo nas do siebie zbliżył. Szczególnie Louisa i Harego. Ale odkryliśmy swoje dziwne cechy. Okazało się że Loczek ma nawyk chodzenia nago po domu. To było najdziwniejsze. Taaak.
Rozpakowaliśmy się w naszym tymczasowym mieszkaniu. Jest najwięcej a dostaliśmy najgorszy, najmniejszy pokój jaki był w domu. Tommo od razu  jak wszedł do pokoju rzucił rzeczy na ziemię, i walnął się na łóżko.
Z takim bałaganiarzem będzie trudno.

                                                *Oczami Mai*

Znowu zostałam sama. Ale nie obwiniałam go o to. To było jego marzenie. Ja nie mam marzeń. Chciałabym tylko cofnąć czas. Tylko o to. Pozmieniałabym niektóre rzeczy, i Jenny ciągle by żyła, ja nie byłabym w ciąży. To wszystko byłoby łatwiejsze. Niestety to tylko marzenia. ,Maura weszła do pokoju.  Podała mi kopertę. Była od lekarza.
-To do ciebie.
-Dziękuję.
Chwyciłam kopertę do dłoni. Przeczytałam zawartość. Czułam jak serce zaczyna bić szybciej, a kolana miękną, a po policzkach spływają strumienie łez, smutku, starchu, i obawy co na to powie Niall....

Ode mnie": Dzisiaj krótko wiem,ale nie miałam za dużo czasu. I jak zakończenie. Macie jakieś podejrzenia?
Obiecuję że następnego dodam jak tylko będę mogłą a teraz ruszcie swoje mózgownice i myślcie nad zakończeniem

czwartek, 9 stycznia 2014

Rozdział 49

Ode mnie: Dzisiaj połowa posta będzie w Bradford. Tak wiem cieszycie się(powiedziała ironicznie)
Od razu mówię jeżeli wiecie jak ma na imię mama Mai to bardzo mi przykro bo ja zapomniałam,ale jeżeli tego nie napisałam to dobrze. W każdym bądź razie przyjmijmy że ona ma na imię Jade. Ok? Tak czy tak musicie się zgodzić. Za wszelkie niedogodności sorcia.

                                             *Oczami Jade*


Dostałam listy. Usiadłam przy stole, i sprawdzałam od kogo przyszły.Jedno było od mojej córki. Niewdzięcznica. Otworzyłam z ciekawości. Zaczęłam czytać.

                                         Droga Mamo!

Wiem, że jest szansa, że nawet tego listu nie przeczytasz, mimo to spróbuję. Chcę żebyś wiedziała, że będziesz babcią. Wiem nie powiedziałam Ci tego, ale stwierdziłam, że tak będzie lepiej.Nic Ci to nie zrobi, ponieważ nigdy nawet pewnie nie chciałabyś żebyś była babcią. Pewnie uważasz , że jestem tępą puszczającą się dziewczyną, ale to nie była moja wina. Mieszkam z Niallem w Mullingar u jego rodziców. To mili ludzie. Mam nadzieję, że nie jestem już utrudnieniem którym ciągle byłam i za który mnie uważałaś. Może teraz przynajmniej ci nie przeszkadzam i możesz spokojnie wypić swoje piwo.  Choć jest szansa że ktoś jeszcze cię zechce i ułożysz sobie życie, beze mnie, i bez taty. Jednak mimo, wszystkich złych chwil w których mi nie pomogłaś życzę ci jak najlepiej.
                                Maja.
Zgniotłam ten list   i wyrzuciłam do śmieci.  Nie wierzyłam, że ona to wszystko widziała w takim świetle. Uważała mnie za pijaczkę. Chwyciłam kolejne piwo. Myślałam o wszystkich latach po odejściu jej ojca, jak stałam się tym czym jestem teraz. Nigdy nie ułożyłam sobie życia. To straszne... Może powinnam jej odpisać? Nie jestem pewna, ona mnie nienawidzi.

                                                   *Oczami Mai*

Usiedliśmy oboje na kanapie. Ja i Niall. Wtulałam się w jego tors. Usłyszał odgłos mikrofalówki. Zerwał się uderzając mnie ramieniem w głowę.'
-Uważaj debilu.
-Uważaj na to co mówisz.
Poszedł do kuchni.  Zaczął coś mruczeć, czymś tłuc. Wrócił z dwoma kubkami wypełnionymi kakao. Podał mi kubek.
-Smacznego.
Wzięłam od niego kubek. Spojrzałam na chłopaka przeszywającym wzrokiem.
-No spróbuj wreszcie.
Wzięłam łyka. W cieczy było mnóstwo grudek.
-Coś ty z tym zrobił. Ohyda!
-Oj..

Zrobił smutną minkę.
                  
-Nie pij tego, daj. Sama zrobię a ty chodź i patrz.
Weszliśmy do kuchni.
-Spójrz bierzesz garnek wlewasz do niego mleko. Widzisz?
Pokiwał potakująco głową.
-Podgrzewasz kuchenkę i mieszasz o tym w mleku, żeby się nie przypaliło.  Kiedy się już zagrzeje wlewasz trochę mleka do kubka w którym jest już kako i cukier.
Spojrzałam na Horana. Słuchał uważnie,
-Potem mieszasz to w kubku i wlewasz do garnka. Potem mieszasz gotujesz do końca i wlewasz do kubka. Proste? Proste!
Chwycił kubki i ponownie byliśmy w salonie.
-Obejmij mnie.
Powiedziałam. Irlandczyk zrobił to z uśmiechem na twarzy. Pocałował mnie w czoło. Włączyliśmy telewizor. Chłopak gładził mnie po włosach, przeczesując kolejne kosmyki.
-Myślisz, że dużo się zmieni jak dziecko się już urodzi?
Położył swoje usta na moich.
-Nic. Nasza miłość zawsze pozostanie taka sama. Szalona, dziwna ale przede wszystkim trwała.
-Kocham cię.
-Wiem, ja ciebie też.
Potargał mi włosy.
-Co ty robisz?
-Denerwuje cie hehe.
Zaśmiał się. Poszłam do łazienki rozczesać je. Poczułam ciepły dotyk na moich biodrach. Obrócił mnie. Staliśmy twarzą w twarz. Patrzyliśmy sobie w oczy, jego świeciły uśmiechem. Spojrzał się na moje usta, a następnie zagryzł swoją wargę. Wiedziałam co zamierzał. Pocałował mnie. Odepchnęłam go.
-Twoi rodzice mogą zaraz przyjść.
-Przyjdą na obiad.
-Obiad! Boże na śmierć o nim zapomniałam.
Spojrzał na mnie zdziwiony i oburzony.
-Że-że co?! Zapomniałaś o obiedzie! Nienawidzę cię kobieto!
-W takim razie się wyprowadzam. Adios Baby!
Pokiwałam mu rękom przed twarzom.
-Dobra idź zadzwoń i zamów pizze.
-W tym związku ja muszę robić wszystko. Ty nawet mięśni nie masz.
Chyba przegięłam.
-Czyżby?! Patrz na to!
Pokazał mi swoje "muskuły"
-Dobra przestań bo tylko się poniżasz. Idę zadzwonić.








-Będę ćwiczył. Zobaczysz będą efekty.
-Jakie kotek?
- Najpierw pompki na jednej ręce. No patrz!

-A potem mięśnie pośladków.

Wybuchnęłam śmiechem.


Ode mnie: Mam nadzieję że się podoba chociaż mi nie za bardzo. Wiem rozdziały są jak narazie nudne, ale się staram. Podpowiem że mam zaplanowany rozdział po X Factorze. Bohaterami będą Zayn i Maja, a poboczną Niall. Możecie się domyślać albo bać. Zależy co chcecie buziaki pa!

poniedziałek, 6 stycznia 2014

Rozdział 48

                                           *Oczami Nialla*

Dzisiaj był przedostatni  dzień naszego pobytu w domku Harrego. Szczerze będę tęsknił za tym miejscem wiele fajnych rzeczy się tu wydarzyło. Jednak tęsknota za domem, za Mają był o wiele większa. Przed wyjazdem musieliśmy wszystko posprzątać, a przyznam trochę tego było. Wszędzie były porozrzucane ciuchy, jedzenie, talerze nie pozmywane, materace, kołdry porozrzucane.  Gdyby była tu moja mama by mnie zabiła, a po mnie chłopaków. Zaczęliśmy sprzątać, nagle oberwałem moimi spodniami w głowę. Obróciłem się, i zobaczyłem uśmiechającą się twarz Hazzy.
-Osz ty mały, cholerny...
Nie dokończyłem, chwyciłem pierwszą lepszą rzecz pod ręką. Była to butelka po coli. Rzuciłem nią w przyjaciela. Nie był zadowolony, a ja się tylko chamsko śmiałem.
-Ej co wy robicie? Ja też chcę!-Zaczął krzyczeć Zayn. Po chwili zaczął bić Liama swoją koszulką. 
-Jezu! Cow wyście z nim zrobili. Nie bij mnie nie jestem niczemu winny.-Zaczął błagać Malika. Chłopak przestał. Payne wszedł  na Zayna, i zaczął go tłuc butelką. 
-A masz gnoju! Tak się nie traktuje Liama Traina Payne'a rozumiesz?!
Zaczęli się bić. Dołączył chwilę później Lou. Nagle usłyszałem dzwonek mojego telefonu. Spojrzałem na wyświetlacz. To była Maja.
-Zamknąć się Maja dzwoni!
Zamilkli od razu jak to usłyszeli. Odebrałem.
-No cześć kochanie!
-Yyy... cześć twój głos jest trochę podejrzany. Co robiliście?
Spytała jakby coś podejrzewała. Odchyliłem głowę od telefonu, i wyszeptałem do chłopaków: "Co robimy? Tylko szybko. " Zaczęli mówić :"
-Sprzątamy! 
usłyszałem .
-W to nie uwierzy.
-Niall... jesteś jeszcze. Co robicie?
-Yyy... sprzątamy.
Odpowiedziałem impulsywnie.
-Wy?
-Tak my! Masz coś do tego? Nie wierzysz mi kotku?
-Dobra jestem na tyle głupia, że ci uwierzę. Co tam u Ciebie? Jak próby?
-Próby...
Przeciągnąłem to słowo pytającym tonem. Prób prawie wcale nie było, większości jedliśmy, oglądaliśmy filmy, graliśmy w piłkę. Śpiewaliśmy tylko wieczorami przy ognisku, najczęściej specjalnie fałszując. 
-Tak próby. Jesteś jakiś dziwny.
-Dobrze nam szło. Codziennie ćwiczyliśmy. 
-Dobrze. Kocham cię. Pa!
-Czekaj...
Przerwałem jej.
-Słucham.
-Jak tam brzuszek?
-Normalnie. Tęsknimy...obie. Pa!
-Do widzenia kocham cię.
Skończyliśmy rozmowę. Chwilę po tym jak włożyłem komórkę po kieszeni chłopacy zaczęli znowu się bić.
-Spokój musimy to posprzątać!!!
Krzyknąłem. Ogarnęli się. Dwie godziny zajęło nam sprzątanie. Później odpoczęliśmy, oglądając telewizję.

                                                       *Oczami Mai*

Czekaliśmy na Nialla na peronie. Nadjechał jego pociąg. Wybiegł z niego Irlandczyk. Mój Irlandczyk. Od razu podszedł do mnie i pocałował namiętnie w usta. Potem przywitał się z rodzicami przytulając się do nich. 
Następnie znowu chłopak stał obok mnie i obejmował ramieniem. Przyłożył usta do mojego ucha i szepnął mi:
-Może moje małe księżniczki chciałyby się rozerwać na mieście?
-Z przyjemnością. Jakieś propozycje?
-Hmm... Może jakiś popcorn, potem pizza, a następnie shake?
-Czyli najpierw kino, później Nando's a na końcu galeria?
-Jak ty mnie dobrze znasz.
Poczułam jego usta na policzku.
-Przestań już.
-Muszę się tobą nacieszyć. Za kilka tygodni znowu wyjazd. 
-Dobra chodź.
Chwyciłam go za rękę, a następnie pociągnęłam za sobą. Niall tylko poinformował swoich rodziców, że wychodzimy na miasto. Weszliśmy do miejskiego kina. 
-To ty wybierz film a ja pójdę po jedzenie.
Zaczął odchodzić, ale pociągnęłam go za kaptur.
-O nie, nie zostajesz tu ze mną i wybierasz. Jeżeli obu nam, ma to sprawić przyjemność wybierzemy razem. Rozumiesz czy mam przeliterować.
-Oschła się zrobiłaś wiesz?
-Taka ciąża. To na co idziemy.
Wybraliśmy film. Był to jakiś horror romantyczny. Połączenie naszych obu ulubionych rodzai filmów. Wzięliśmy popcorn, colę i weszliśmy na salę. Zajęliśmy miejsca. Chłopak obejmował mnie i całował kiedy mu się podobało. Wyszliśmy z kina po filmie. 
-To teraz do Nando's?
Spytałam.
-Tak.
-A nie możemy tego przełożyć.
Pokiwał przecząco głową.'
-Nie.
-Ale kotku...
Położyłam mu się na ramieniu, i głaskałam jego włosy. 
-A co dostanę w zamian?
-A na co liczysz?
-Buziaka.
Pocałowałam go w policzek.
-Ale ja nie chciałem w policzek.
Zrobił dziubek. Pocałowałam go.
-Ok to gdzie idziemy?
-Do galerii już nie mieszczę się prawie w nic. 
-Dobrze. 
Weszliśmy do galerii. Oczywiście chłopak od razu wypatrzył budkę z jedzeniem, następnie spojrzał na mnie swoim błagalnym wzrokiem.
-Kup sobie coś, ale małego i żebyś się nie ubrudził.
-A tobie?
-Mi nic...albo wiesz co milkshake. 
-Spoko.
Podszedł do budki. Wrócił z milkshakiem, kurczakiem, frytkami i hamburgerem. Podał mi moje zamówienie.
-Yyy co to jest mogę wiedzieć?
-Twój milkshake. Nie widzisz?
-Ale to co przyniosłeś ze sobą. Mówiłam żebyś wziął coś małego! 
-Ojeju. Masz idź se kup coś na uspokojenie.
Podał mi swój portfel.
-To znaczy co?
-Nie wiem tabletki, syrop czy sukienkę?
-Okej.
Zachichotałam, podałam mu całusa w policzek i uciekłam do najbliższego sklepu. Patrzyłam na mnóstwo sukienek, ale szukałam w których bym się zmieściła z... córką. Podeszłam do ekspedientki. 
-Przepraszam czy jest coś na mnie?
-Dla kobiet w ciąży?
Wzdrygnęłam się jak to usłyszałam. Lubiłam jak tylko Niall tak na mnie mówił
-Tak
Pokazywała mi mnóstwo spodni, sukienek, koszulek. Chwilę później zobaczyłam blondyna wchodzącego do sklepu. Przytulił mnie od tyłu i cmoknął w policzek. 
-Niall jesteśmy przy ludziach ogarnij się.
-Oj tam, oj tam. Wybrałaś już coś sobie?
-Myślę nad tym. Co myślisz o tym?
Pokazałam mu różową sukienkę. Pokazał mi kciuk w górę. 
-Ale wiesz generalnie, to za chwilę będzie zimno i nie będę mogła się w to ubrać.
-Zaczyna się...
Powiedział pod nosem.
-Słyszałam. 
Skarciłam go wzrokiem. 
-No bo robisz problemy z niczego. Chcesz to bierz, nie chcesz to zostaw. Proste.
-Wy faceci nic nie rozumiecie. A to?
Pokazałam mu dużą bluzę. Wyglądała trochę na męską ale była boska.
-Dobra idź do przebieralni, ubierz a później kupimy ok?
Ubrałam się w nią. Leżała idealnie. Podeszliśmy do kasy. Niall zapłacił. Wyszliśmy ze sklepu. Zatrzymał się i nachylił swoją twarz na wysokość mojej, a następnie pokazał palcem na policzek. 
-Dobra należy ci się.
Pocałowałam go. 
-Dziękuję.
Powiedziałam. Chłopak zadzwonił po rodziców żeby po nas przyjechali.

Ogłoszenia parafialne: Mam nadzieję, że się podoba. Tak trochę nudny, ale trochę będzie trzeba poczekać na coś ciekawego bo pomysły mam dopiero na po X Factorze. Mam fazę na The Script a dokładniej na ich zajebiste piosenki które wam polecam szczególnie Hall of fame i If you could see me now. Bardzo budujące mądre i wzruszające na tej drugiej się popłakałam ;(. 

czwartek, 2 stycznia 2014

Rozdział 47

 Ode mnie": Jak tam po sylwestrze? Wyspani? No więc dzisiaj jako że n Niall i Maja są w rozłące będize rozdział narratorkiem! Tak wiem bardzo się cieszycie(lub nie). To zaczynamy.

Irlandczyk stał na miejscu w którym się umówili z resztą zespołu. Na miejscu był już Harry, Lou, Zayn. Czekali już tylko na Liama. Zadzwonili do Payna:
-Ej stary gdzie jesteś?
-Chyba raczej gdzie wy jesteście! Czekam na was już od godziny przy tym cholernym kinie!
-Ale wiesz że mieliśmy się spotkać przy lodziarni koło kina nie?
-Że co?!
Liam powiedział zaskoczony.
-No przy lodziarni. Przecież to uzgodniliśmy.
-Kiedy?
-Jak się pierwszy raz spotkaliśmy. Człowieku dalej, czekamy już tutaj na ciebie!
-Moment, zaraz będę.
Chłopak chwilę później przyjechał taksówką na umówione miejsce. Byli w komplecie. Tommo jako jedyny był samochodem(ponieważ ma prawo jazdy), więc zawiózł wszystkich do domku ojczyma Hazzy. W domku było tylko jedno łóżko. Zayn z Harrym zajęli je, a reszta spała na materacach. Domek był malutki. Lodówka była pełna, ale nie mogłoby im to starczyć na 4 tygodnie. Postanowili się składać codziennie na posiłki. Rozpakowali się. Horan pierwsze co zrobił to zadzwonił do swojej dziewczyny. Nie odbierała. Zadzwonił po raz drugi, nadal nic. Zaczął trząść telefonem.
-No dalej, do cholery! Odbierz!
Zadzwonił do mamy.
-Mamo co z Mają?
-Może najpierw dzień dobry?
-Dzień dobry co z nią?
-Zrobiło jej się słabo, położyła się do łóżka.
-Mogłem zostać w domu, bym się nią opiekował....
Zaczął żałować swojej decyzji.
-Ale ona jest w ciąży, kochanie to się zdarza. Wzięła tabletki i teraz tylko musi trochę odpocząć. Tobie chyba też się to przyda, jesteś przewrażliwiony.
-Martwię się o nią.
-My się nią z ojcem opiekujemy. Nie ufasz nam?
-Ufam, dobrze trzymajcie się. Pa! Powiedz Mai że ją kocham i już tęsknie,
Maura, odeszła od telefonu. Poszła do pokoju dziewczyny. Dare używała komputera, nic jej nie było.
-I co? Martwi się?
Spytała, taki był ich obu plan, aby nie interesował się nimi, tylko karierą.
-Tak. Kazał przekazać, że cię kocha. A i nie odbieraj za każdym razem kiedy będzie dzwonił, tylko pod wieczór, wtedy będą najmniej pracować.
-Wiem, teraz najważniejszy jest on.
Podała jej herbatę a następnie wyszła.
Niall po telefonie do mamy nie był wcale spokojniejszy. Aby się uspokoić poszedł do lodówki i wyjął sobie jogurt. Usiadł na kanapie. Podszedł do niego Mailk.
-Co tam u Mai?
Spytał o swoją przyjaciółkę zaciekawiony.
-Nic nie wiem, zrobiło jej się słabo i tylko tyle wiem. Boję się o nią.
-Kochasz ją?
Spytał Zayn.
-Co to za pytanie?! Oczywiście! Jest perfekcyjna w każdym calu, kocham jej każdą zaletę, każdą wadę. Wszystko. Wierzę, że będziemy kiedyś dobrym małżeństwem.
-Mam nadzieję, widzę po niej jak bardzo cię kocha. Ona jest świetną dziewczyną, jesteś największy  szczęściarzem na świecie.
Oparł się o oparcie od kanapy, twarz miał rozmarzoną. Irlandczyk patrzył na niego zdziwiony. Ale Malik kontynuował.
-Ale nie martw się nie zamierzam ci jej zabrać, ponieważ widzę jak jest szczęśliwa. Ale obiecaj mi jedno.
-Co?
-Pozwolisz mi się z nią spotykać. Jeżeli ona będzie tego chciała.
-Masz to stary jak w banku. Martwisz się o nią tak samo jak ja.
-Bo jest dla mnie jak młodsza siostrzyczka.
Uśmiechnęli się oboje pod nosem. Usłyszeli krzyk Harrego z dworu.
-Chodźcie zagramy w piłkę!!!
Wybiegli na dwór.
Maja cały dzień leżała na łóżku. W końcu zasnęła. Miała koszmary, Niall działał na nią jak odstraszacz złych snów, a teraz została sama. Po zamknięciu oczu, widziała już tylko widok kiedy Artur przystawiał pistolet do skroni Jenny. A następnie strzela. A ona ciągle była bezsilna, raz to przeżyła, ale nadal nic temu nie zaradziła. Obwiniała się o to, że nawet w snach nie potrafi jej uratować. Patrzyła tylko na jej martwe ciało. Obudziła się cała spocona, i ze łzami w oczach...