czwartek, 16 stycznia 2014

Rozdział 51

                                                     *Oczami Mai*

Chwyciłam kopertę do dłoni. Przeczytałam zawartość. Czułam jak serce zaczyna bić szybciej, a kolana miękną, a po policzkach spływają strumienie łez, smutku, starchu, i obawy co na to powie Niall....


  Pani Maja Dare proszona jest o jak najszybsze pojawienie się w szpialu. Wykryto u pani raka serca. Nie jest wiadome jeszcze jakiego stopnia. 

Osunęłam się na ścianie, i usiadłam na ziemi. Uderzałam głową w ścianę. Już wszystko zaczęło się tak dobrze układać. Mieliśmy być szczęśliwi. Razem na zawsze. Jednak on o niczym nie może się  dowiedzieć. Przecież zawsze jest możliwość, że wystarczą tabletki, i o niczym nie będzie musiał wiedzieć. Ale jeśli nie? Na pewno nie będę się leczyć to oznaczałoby, że musiałabym powiedzieć o tym  Niallowi. Nie to nie wchodzi w grę. Wytarłam oczy od łez, jednak nonstop nadchodziły nowe. Kolejna katastrofa w moim życiu, ale w tej nikt nie mógł mi pomóc. A możeby tak to wszystko zakończyć. Zakończyć to parszywe życie, pełne niepowodzeń, pełne przykrości. Nie, nie mogłam tego zrobić. Nie teraz jestem w ciąży, do tego w jego mieszkaniu. Zniszyczyłabym mu życie, co by pomyślał gdyby zobaczył moje martwe ciało na podłodze.
                                                           ***
Siedziałam na korytarzu w szpitalu. Obok mnie siedziała blondynka, o niebieskich oczach. W ręku trzymała kartkę. po chwili się do mnie odezwała. Nie miałam ochoty z nikim teraz rozmawiać.
-Hej, co tutaj robisz?
-Nic, muszę tu być. Stwierdzono u mnie chorobę. Z resztą nie chce o tym rozmawiać.
Poklepała mnie po ramieniu.
-Nie martw się wszystko będzie dobrze. Don't worry be happy.
-Łatwo ci mówić. Nie u Ciebie stwierdzono raka.
-Raka? Oh.. kochana tak mi cię żal.
Powiedziała ze smutkiem.
-Dobra nie ważne, a co z tobą?
Chciałam przestać rozmawiać na ten temat. Nie leżał mi.
-Nic tylko chciałam wiedzieć co z moim węchem. Bo urodziałam się bez niego. Ale da  się z tym żyć. Z tobą niestety z tobą jest gorzej. Widzę, że jest nawet gorzej niż myślałam, jesteś... w ciąży.
Spojrzała na mój brzuch.
-Tak. Jestem Maja.
Wyciągnęłam do niej rękę.
-A ja Perrie. A ojciec dziecka wie?
-Nie, i się nie dowie.
Mówiłam i o Arturze i o Niallu. Żaden nie będzie wiedział.
-Widzę, że nie chcesz o tym rozmawiać.
Pokiwałam głową. Zobaczyłam lekarza wychodzącego z sali i wołającego moje imię.
-Muszę już iść.
Pożegnałam ją. Usiadłam na kozetce u lekarza. Badał mnie.
-Trzeba będzie zrobić prześwietlenie.
Pokiwałam głową. Chwilę później było zrobione. Lekarz zaczął patrzeć na zdjęcia.
-Trzeba będzie poczekać dwa miesiące zanim sie wszystkiego dowiemy.
-To pan nie jest w stanie powiedzieć zo mi jest teraz?
-Niestety nie, jestem lekarzem od robienia zdjęć, prześwietleń, osoba od ekspertyz ma dwumiesięczny urlop. Przykro mi.
Byłam wściekła.
-Co?! Za dwa miesiące mogę już nie żyć. Co z pana za lekarz.
Wyszłam na maksa wkurzona z gabinetu. Łzy zaczęły napływać do oczu. Co miałam niby teraz zrobić. Czekać aż umrę.  Najwyraźniej tylko tyle mi zostało. Spojrzałam na telefon. 5 nieodebranych połączeń od Nialla. Nie miałam najmniejszego zamiaru z nim teraz rozmawiać. Momentalnie wyczułby że coś jest nie tak. Dzwonił jeszcze raz. Rozłączyłam się. Zaczął wysyłać mi Sms-y. Czemu on nie może zrozumieć że nie chcę z nim rozmawiać. Usłyszałam dzwonek teraz dzwonił Zayn. Odebrałam. Usłyszałam wściekły głos Horana.
-A od Zayna to odbierzesz!
Nie mówił swoim zabawnie zazdrosnym tonem.
-Nie chcę teraz z wami rozmawiać, z resztą nie będę się tłumaczyła.
Powiedziałam.
-Co się dzieje?
-Nic, Nie ważne. Jestem zmęczona. Baw się dobrze kocham cię pa!
-Stój. Co się dzieje?
-Dobrego występu na pewno sobie poradzicie.
-Ale..
-Pa!
Potrzebowałam go teraz, ale nie chciałam z nim rozmawiać. Nie rozumiałam sama siebie. Wystarczyło by mi tylko poczuć jego zapach. Wróciłam do domu, i wyjęłam jego koszulkę z szafy. Przytuliłam się, zaczęłam płakać, a potem zasnęłam.\

                                                *Oczami Nialla*

Od czasu rozmowy z Mają, ciągle tylko o tym myślałem. Bałem się, że coś się stało i zrobi coś głupiego. Ubrałem się, byłem ciągle zestresowany. Tym bardziej, że za chwilę mamy występ.  Usłyszałem głos prezentera, że mamy wejść. Chłopacy stresowali się tak samo jak ja. Tylko moim głównym zmartwieniem jest Maja. Staliśmy przed jury. Uśmiechali się do nas.  Zaczęliśmy śpiewać. Poszło świetnie


There's nothing left I used to cry, 
My conversation has run dry, 
That's what's goin' on, 
Nothing's fine. I'm torn...
I'm all out of faith, 
This is how I feel, 
I'm cold and I'm shamed, 
Lying naked on the floor.
Illusion never changed, 
Into something real. 
I'm wide awake and I can see the perfect sky is torn, 
You're a little late, I'm already torn...


Poszło świetnie, bylismy z siebie dumnie. Przez kilka kolejnych minut byłem głuchy z szoku. Chwilę później chłopcy zaczęli skakać. Przeszliśmy!!!!

Ode mnie: Dobra koneic rozdziału, jakie uczucia po liście Mai? Hm... szczerze miałąm zupełnie inny plan dotyczące bloga, ale to co napisałam było impulsem i niszczy mi kompletnie plany tego jak dalsza historia miała  wyglądać ale cóż. You only life once. Dobra idę siema niedługo kolejny.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz