poniedziałek, 17 lutego 2014

Rozdział 55

                                             *Oczami Mai*

Obudził nas płacz dziecka. Zamierzałam wstać, ale po chwili usłyszałam szept nad moim uchem:"
-Śpij kochanie, ja się tym zajmę.
A następnie pocałował mój policzek. Niall wstał, i podszedł do łóżeczka Jenny. Wziął ją na ręce, i zaniósł do kuchni. Kiedy zniknął za drzwiami, pomyślałam jak cudownie jest mieć takiego faceta jak ja. Jak bardzo muszę być wyjątkowa, albo on głupi, żeby się we mnie zakochać. Widziałam z jaką czułością, patrzy na dziecko, i na mnie, w tym wielkim nowym mieszkaniu. A to wszystko stracę, kiedy choroba wejdzie, że tak powiem na wyższy level. Jutro wizyta u lekarza. Spojrzałam po raz kolejny na Horana, kończył właśnie karmić małą, włożył ją do łóżka, i powrócił do mnie. Przytulił mnie, i wyszeptał "dobranoc" odpowiedziałam mu tym samym i zasnęłam.


                                                                 ***

Siedzę w poczekalni. Niall'a nie ma ponieważ pojechali do studia, nagrywać ich pierwszy singiel. Poprosiłam Perrie, z którą mam coraz lepsze kontakty by popilnowała małej.Podeszłam do okienka, a następnie do sali. Usiadłam na kozetce.
-I jak wyniki doktorze?
Mężczyzna spojrzał na mnie surowym wzrokiem.
-Są gorsze niż myśleliśmy. Powinna pani zostać w szpitalu, ponieważ w każdej chwili może się pani coś stać.
-Ale czuję się dobrze, od kilku tygodni nic mi nie jest.
Pokręcił przecząco głową.
-Pani organizm jeszcze wytrzymuje, ale za niedługo może się to zmienić.
Teraz ja patrzyłam na niego pytająco.
-Co to oznacza?
-Pani umiera...
Tylko lekarz może oznajmić czyjąś śmierć, w tak zimny i bez uczuciowy sposób. Tylko...
-Pan mówi to w taki sposób, jakby pan miał to, za przeproszeniem, w dupie.
Patrzył na mnie ze zdziwieniem.
-Przepraszam, co? Pierwszy raz coś takiego słyszę!
-I dobrze! Wreszcie ktoś powiedział najwyraźniej to co myśli o panu, i tej całej "służbie zdrowia"
Chciał coś powiedzieć, ale wstałam, wyszłam i trzasnęłam drzwiami. Po chwili wróciłam do gabinetu i położyłam kartkę z moim nowym adresem:
-To mój nowy adres, proszę wysłać wyniki. Do widzenia.

                                                          ***

Wróciłam do mieszkania. Zaparzyłam sobie herbatę, i zadzwoniłam do Perrie prosząc aby wróciły. Usiadłam na kanapie, przebrana w moje szare dresy, i wygodną bluzę Nialla. Włączyłam TV. Jak to umieram? W sumie to było oczywiste, że prędzej czy później tak będzie. Usłyszałam pukanie do drzwi. Otworzyłam Edwards drzwi i zaprosiłam do środka. Włożyłam śpiącą córeczkę do łóżka.
-I co była grzeczna?
Blondynka uśmiechnęła się
-Yhym.
Po chwili odezwała się
-I jak tam wyniki?
Posmutniałam.
-Ponoć umieram. Powoli...
Przytuliła mnie.
-Powinnaś mu powiedzieć.
-Zwariowałaś? Nie chce mu sprawić zawodu...
-Sprawisz mu większy ból okłamując go. Powiedz mu. Będzie przy tobie, przecież to wiesz.
Usiadłyśmy na kanapie
-Dobra zmieńmy temat. Co u ciebie i u Zayna?
-Dobrze, nawet bardzo dobrze.
-Cieszę się. Zayn to naprawdę fajny facet. Uwierz mi znam go bardzo dobrze.
-Byliście kiedyś razem?
To pytanie mnie kompletnie powaliło.
-Nie... to znaczy raz mnie pocałował, ale mieliśmy wtedy bodajże hm... 10 lat.
-I jak było?
Uderzyłam ją poduszka w głowę.
-Przestań. Nie pamiętam.
Na chwilę poprawił mi się humor, lecz potem znów pojawił się smutek. Perrie zauważyła to.
-Ej już przestań, nie umrzesz. Będziesz jeszcze żyła. Pójdziesz do szpitala i tam cię wyleczą.
-Nie pójdę tam rozumiesz?! Nie będę leżała bezczynnie, nie będę patrzyła jak wszyscy przychodzą do mnie i pokazują swój żal. Wolę spędzić ostatnie tygodnie życia, normalnie, niż przez 4 miesiące bez skutku się męczyć w szpitalu. Nie mogę tego sobie zrobić, nie mogę tego zrobić mu, żeby cierpiał...
Po minie Edwards widziałam że nie zamierza się kłócić.
-Zmienię program ok?
-Ok
Odpowiedziałam

                                                 *Oczami Perrie*

Wróciłam do domu. Na stole leżała komórka z dwoma wiadomościami. Pierwszy był od Mai:
 Proszę nie wygadaj się Niallowi. Ufam ci.

A drugi od Malika. Zapraszał, mnie na kolację. Ubrałam sukienkę, i jeansową kurtkę i wyszłam z domu. Pod drzwiami w samochodzie siedział już Zayn. Przywitałam go całusem w policzek.
-Coś nie tak?
Ciągle myślałam o Mai, więc pewnie to zauważył. Zastanawiałam się czy mu powiedzieć. W sumie nie pozwoliła się wygadać tylko Niallowi.
-Nie powinnam mówić, ale Maja ma problem, nie powiem jaki. Sam musisz się dowiedzieć jaki. Ja nie mogę. Tylko nie mów że to ja, i próbuj być jak najbardziej dyskretny.
Chłopak był zamyślony, ale widać że też zmartwiony.
-I mam jeszcze pytanie. Niall wrócił już do domu?
-Nie wraca.

Ode mnie: Ok kolejny rozdział. Jak myślicie czy Pezza dobrze zrobiła że powiedziała Zaynowi? I ogólnie czy się podobało. A i tak z innej beczki Irlandczyk ma nową fryzurę. Uważam że lepiej wyglądał ze starą ale liczy się charakter co nie? Macie zdjęcie, ja nadal go kocham i nadal jest dla mnie najprzystojniejszym facetem na świecie :))

                             

poniedziałek, 3 lutego 2014

Rozdzial 54

                                                      *Oczami Nialla*

Dzisiaj, wracaliśmy do domu. Naszą trójką. Chłopcy specjalnie pojechali po wózek, dla Jenny(tak nazwaliśmy naszą córkę, na jej cześć). Zamówiliśmy, taksówkę i pojechaliśmy do Mullingar. Wyszliśmy z samochodu, włożyliśmy małą do wózeczka. Otworzyliśmy drzwi do domu. Wchodziłem pierwszy z wózkiem. Rodzice siedzieli, na kanapie oglądając telewizję.
-Patrzcie co dostałem!
Spojrzeli na mnie.
-A to nie Maja powinna dostać wózek?
Spytała moja mama.
-Nie to! To
Odwróciłem mały pojazd w ich stronę, w którym ich wnuczka spała, i uśmiechała się.
-Bobby wstawaj! Zobacz przywieźli mi wnuczkę.
-Nam wnuczkę, Maura nie bądź egoistką.
Poczułem, jak Maja oplata mi ręce wokół szyi
-Dzień dobry
Przywitała się.
-Jak ją nazwaliście?
-Jenny.
Uśmiechnęła się, i musnęła palcem  policzek córeczki.
-Śliczna, a jaka podobna do ojca i do ciebie.
-Wiem. Moglibyście się przez godzinę, albo trochę więcej zająć się naszym skarbem. Nie przygotowaliśmy się na to za bardzo.
Pokiwali potakująco głowami. Ponownie wyszliśmy z domu.

                                                        ***

Byliśmy w sklepie meblowym. Oglądaliśmy meble. Usłyszałem głos Zayna za sobą. Odwróciłem się. Był tam z jakąś dziewczyną, którą obejmował w pasie. Podeszli do nas.
-Cześć.
Przywitali się oboje.
-Cześć
Odpowiedzieliśmy. Po chwili dziewczyna zwróciła się do Mai.
-Maja? Pamiętasz mnie,, spotkałyśmy się w szpitalu, niedawno. Wtedy jak szłaś coś wyjaśnić, tą chorobę czy coś.
Zastanwiałem się o jaką chorobę jej chodzi. Co znowu chciała przede mna zataić.
-Maja? Chcesz mi coś powiedzieć? Jaką chorobę?
-Nic, to znaczy spotkałyśmy się w szpitalu, ale to były zwykłe badania. Perrie prawda?
Perrie się uśmiechnęła. Stwierdziłem, że nie warto się kłócić w sklepie. Postanowiłem zmienić temat.
-Jesteście razem?
-Tak. Od niedawna.
Odpowiedział Malik.
-W sumie poznaliśmy się dziwnie. On wylał na mnie shake.
Zaśmialiśmy się.
-Taa to było głupie, ale gdyby nie to byś mnie nie poznała c'nie?
-No w sumie...Po co tu jesteście?
-Szukamy łóżeczka dla małej. '
Odpowiedziała Maja.
-Pomóc wam?
-Jasne.
Zaczęliśmy szukać. W końcu wybraliśmy wyglądający na wygodny model.
-Ten bierzemy?
-Yhym.
-To do kasy.
Poszliśmy w czwórkę, Malik z Edwards kupili jakieś lampki.
-A Horan, szykuj się na odwiedziny, przyjdziemy z chłopakami   oblać to że jesteśmy wujkami, więc kup jakieś dobre winko.
-Załatwione.

                                              *Oczami Mai*

Byliśmy znowu w taksówce. Czekałam już tylko kiedy zacznie mnie bombardować pytaniami. Wiedziałam, że nie wytrzyma nie wypytując.
-Chciałaś mi coś powiedzieć.
-Nie, nie mam ci nic do powiedzenia.
-Dlaczego,  mi nie powiedziałaś o pójściu do szpitala "coś wyjaśnić?
-Powiedziałam, nie mam nic ci do powiedzenia.
-Co jest nie tak z twoim zdrowiem?
-Nic
Znowu skłamałam.
-Co się z tobą dzieje dziewczyno?
-Nic
-Zmienisz wreszcie płytę?
-Ale nie mam ci nic do wyznania, to co zwykle, poszłam do lekarza na zwykłe badania.
-A co wyjaśniałaś?
-Nic, człowieku daj żyć.
Chłopak odwrócił głowę, do szyby. Ciężko wzdychnął. Poczułam się, źle, ale byłoby jeszcze gorzej gdybym powiedziała mu prawdę.
-Aż tak mi nie ufasz?
Powiedział smutnym tonem. Miałam ochotę go przytulić, ale wydawało mi się to niestosowne. Odwróciłam się, w odwrotną stronę do niego. Milczałam.
-Nawet nie chcesz mi odpowiedzieć, na tak proste pytanie.
-Nawet nie wiesz jak bardzo, ono jest trudne do odpowiedzenia.
Czekałam na reakcję, ale on tylko prychnął. Znowu wszystko spieprzyłam. Ale czego miałabym się spodziewać, cokolwiek bym nie powiedziała bym go zraniła, nie ważne już w jaki sposób....

                                                     ***
*Tydzień później*

Od naszej ostatniej kłótnij Niall, chodził przygnębiony. Często gdzieś wychodził, i wracał późno, a kiedy próbowałam się do niego przytulić, nie odwzajemniał tego. Poświęcał się teraz, tylko małej. Tęskniłam za nim, i zauważyłam, że to co powiedziałam, miało większą wagę niż sobie wyobrażałam.
Leżałam na łóżku obok Jenny, malutka spała. Usłyszałam pukanie do pokoju.
-Proszę.
Powiedziałam. Do pokoju weszła Maura. Usiadła obok mnie, spojrzała na wnuczkę. Poczułam jej rękę na ramieniu.
-Martwię się o was.
Spojrzałam na nią smutnym wzrokiem.
-Wszystkorobi się coraz cięższe. Wszystko się psuje. Tęsknię za nim. Był jedyną osobą której na mnie zależało, a teraz mnie nienawidzi, a to wszystko przez jedną kłótnie.
-Nam na tobie zależy. Nam wszystkim, mnie, Bobbiemu, twoim przyjaciołom.
-Już mnie nie potrzebuje, nie kocha mnie.
Płakałam jej na ramieniu.
-Nie prawda. On cię kocha.
-Nie ma do mnie zaufania. W ogóle czym jest zaufanie, jeśli nie tylko wiarą we wszystkie kłamstwe, wymawiane przez osobę.
-Spójrz na drzewo, przez tyle lat rośnie, robi się silne, mocne, ale wystarczy jedna chwila, by zostało zniszczone. Może zostać spalone, byle wiatr może je przewrócić, zostanie ścięte. To tylko chwila, moment i wszystko się niszczy. Tak samo jest z zaufaniem. Jedno słowo, gest, a wszystko ginie. Ale musisz pamiętać, że nawet obumarłe, złamane drzewo daje schronienie, dom  zwierzętom, i dzięki niemu żyją.
Mówiła tak pięknie, tak prawdziwie, jak poetka. To było cudowne, nigdy wcześniej nie słyszałam od kogoś takich mądrych słów. Wiedziałam już po kim Niall, był taki mądry i kochany.
-Dziękuję. To było piękne.
-To była prawda. Więc się nie załamuj, tylko idź do niego i powiedz mu, że go kochasz albo nie! Nie trzymaj go w niepewności.
-Gdzie on jest. W samochodzie, czeka na was.
-C-co? On czeka na mnie? Po to tu przyszłaś?
Pokiwała głową.
-Prosił mnie o to. Ma dla was niespodziankę. Weź małą, i idź.
Przytuliłam ją.
                                                          ***

Weszłam do samochodu z Jenny. Przytuliłam chłopaka.
-Tęsknię za tobą. Proszę, nie ignoruj mnie. Przepraszam, za tamto, Nie zamierzałam cię zranić. Teraz przez to oboje cierpimy. Kocham cię, kocham cię najbardziej na świecie
Płakałam. Pogłaskał mnie po włosach,
-Też cię kocham, chciałem tylko ochłonąć, przepraszam, że byłem zimny.
-Dlaczego tak często wychodziłeś, i nie mówiłeś mi gdzie?
-Zaraz zobaczysz.
Uśmiechnął się zawiadiacko. Córeczka zaczęła płakać.
-Wezmę ją.
Posadziłam ją sobie na kolanach. Tatuś pokiwał jej. Ruszył samochodem. Jechaliśmy długo. Ponad 4 godziny.
-Po co jedziemy tak długo? Zaraz będziemy w Londynie.
-Mamy tam być.
-Kolejna domówka z chłopakami, tym razem u kogo?
-Nie zaraz będziemy.
Zatrzymaliśmy się przy, wielkim apartamentowcu. Niall wyszedł z samochodu i oczekiwał, że zrobię to samo. Wziął córkę na ręce.
-No wchodź na co czekasz.
Weszliśmy do budynku, a następnie do windy.
-Wciśnij 30.
Wykonałam polecenie. Zatrzymaliśmy się, na wielkim korytarzu.
-Nadal nie rozumiem po co mnie tu przyprowadziłeś.
Podeszliśmy do drzwi. Wyjął z kieszeni klucz, i otworzył drzwi. Apartament był cudowny. Horan stanął obok mnie.
-Podoba się?
-Bardzo.
-Od teraz jest nasz. Nasze miejsce na ziemi.
Przytuliłam go.
-Dziękuję, Jesteś najlepszym chłopakiem i ojcem na Ziemi.
-Chcesz zobaczyć sypialnie?
-Yhym.
Pociągnął mnie za rękę.
-Upuścisz mi dziecko!
-Nie, jestem silny.
Chwycił mnie i zarzucił sobie na ramie, jak ręcznik. Klepałam go po ramieniu, a malutka się uśmiechała.
Weszliśmy do wielkiej sypialni. Rzucił mnie na łóżko, a Jenny włożył do kołyski. Położył się obok mnie na łóżku, i całował po szyi.
-A tutaj będziemy sami. Nikt, nawet mój ojciec, nie będzie nam przeszkadzał.
-To miejsce jest jak z bajki. Kiedy się wprowadzamy.
-To była nasza wprowadzka.
-Jak to?
-Nie zauważyłaś, że stopniowo ilość ciuchów się zmniejszała?
Zeszłam z łóżka, i usłyszałam tylko jak Niall protestuje,  otworzyłam szafę, rzeczywiście była tam większość moich rzeczy. Wróciłam do niego. Poczułam delikatny dotyk, ręki na mojej nodze, ust na szyi.
-Jesteś niesamowity
-Miło mi to słyszeć.
Położył mnie wyżej na łóżku. Kontunuował
-Niall mała śpi.
-No właśnie śpi.

Ode mnie: Dzisiaj długo ale to dlatego, że next będzie dopiero po feriach. Mam nadzieję że się spodoba.