poniedziałek, 30 grudnia 2013

Rozdział 46

 Ode mnie: Witam po świętach i Sylwestrze! Pojawiam się znowu. A teraz kontynuacja naszej Love Story!
Dzisiaj pościk o Arturze i Sandrze! Pisany oczywiście narratorem.

Artur miał dzisiaj jednodniowe wyjście z więzienia. Wiedział z kim  chce ten dzień spędzić. Tylko i wyłącznie z Sandrą. Zadzwonił do niej, a ona od razu się zgodziła. Zaprosił ją na śniadanie w drogiej restauracji. Uważał, że zasługuje na to. Przywitał ją. Jednak w oczach dziewczyny dostrzegał coś dziwnego. Było to zaniepokojenie, zahamowanie.  Przyglądał się jej jeszcze przez chwilę. Nie wiedział jak ma się zachować. W końcu zdecydował się zapytać:
-Coś nie tak?
Czuł się dziwnie, nigdy nie interesowało go czyjeś szczęście z wyjątkiem jego samego, chociaż nawet to miał w czasami gdzieś. Czekał na reakcję, ale ta patrzyła się tępo w przestrzeń. Oczy nie miały wyrazu.  Przez jej głowę przeszło tysiące myśli w tym czasie. Czy ten pocałunek w więzieniu to nie była tylko pomyłka? Czy ona nie będzie jego kolejną zabawką? Czy jego przeszłość w niczym im nie przeszkodzi? On zaczął ją szturchać. Wciąż zero reakcji. Przybliżył swoje usta do jej. Pocałował ją. Dopiero po tym się ocknęła.
-Yyy. Co?
-Pytałem się czy coś nie tak?            
-Nie wszystko ok.
-Na pewno?              
-Jasne.
-Co chcesz zamówić? Ja stawiam.
-Dziękuję, kochany jesteś ale nie jestem głodna.
-Jak to?
Wyszła z restauracji. Artur wstał, próbował ją zatrzymać, jednak ta biegła przed siebie. Chłopak ruszył za nią. Kiedy ją dogonił pociągnął za rękę i przyciągnął do siebie. Ich czoła się stykały. Dziewczyna odwróciła wzrok, nie chciała patrzeć mu się na usta, w oczy, bo wiedziała do czego to doprowadzi.
-Przecież widzę że coś się dzieje. Powiedz.
-Nie zrozumiesz.
-Spróbuję.
-Od kiedy jesteś taki wyrozumiały. Do Mai się zupełnie inaczej odnosiłeś! Co jeżeli ja też ci się znudzę. Zrozum nie jestem zabawką!
-A więc o to ci chodzi! Przypominam ci, że nie byłaś lepsza! Przeszłości nie zmienię bardzo mi przykro!
-Daj mi odejść, proszę.
Jednak nie zamierzał tego zrobić. Kontynuował:
-Ale za to mogę zmienić przyszłość. Zmień ją ze mną...
-Artur....
-Sandra...
Przytulili się oboje. Potrzebowali się, aby zmienić się na lepsze.
-To może jednak coś zjesz?
Uśmiechnął się bezczelnie.
-Jednak, tak.
Chwycili się za ręce i poszli do restauracji.

                                                      *Oczami Mai*


Staliśmy już na dworcu. Niall  żegnał się z rodzicami.
-Tak mamo będę uważał. Nie nie będę pił. Będę po sobie sprzątał. Nie, nie narobię ci wstydu.
Tylko tyle usłyszałam z tej rozmowy. Wyłapywałam jego słowa, bo wiedziałam że długo  nie usłyszę jego głosu. Potem był czas na najgorsze. On podszedł do mnie. Jego oczy szkliły się od łez. Moje też. Przytulił mnie mocno. Zaciągałam się jego zapachem. Mogłabym  być w jego ramionach już zawsze. Ale musiał wyjechać, musiał zrobić coś dla siebie. Zaczęłam płakać.
-Nie płacz kochanie.
Powiedział.
-To dlaczego ty płaczesz?
Uśmiechnęłam się.
-Bo zostawiam tutaj cały mój świat.
-Musisz zostawić, ale wiem że wrócisz.
-Wrócę.
Pocałował mnie, chciał mnie jeszcze potem przytrzymać przy sobie, ale to zbyt bolało. Odeszłam. Myślałam tylko o tym by nie patrzeć za siebie ale to było zbyt trudne. Odwróciłam się,on tam ciągle stał patrząc na mnie. Chwilę później już byłam w jego ramionach. Nie myślałam za dużo, po prostu skoczyłam i chwilę później on juz mnie trzymał.
-Jedź już.
Pocałował mnie.
-Pa kotku.
-Pa.

sobota, 28 grudnia 2013

Rozdział 45

                                          *Oczami Mai*

Nie mogę uwierzyć, że po tylu latach spotkałam Zayna. Pamiętam go jeszcze jak był małym chłopczykiem, który przybiegał do mojego domu i razem się bawiliśmy. Zawsze był fajnym chłopcem, którego traktowałam jak brata. Kocham go. Jednak nie tak jak Nialla, ale też,mocno. Bardzo mocno...
Zayn usiadł z mojej lewej strony, a Niall z prawej. Patrzyłam na mojego chłopaka, czuł się chyba trochę zdezorientowany, może nawet zazdrosny. Obejmował mnie, ale uwagę zwracał głównie na Malika. Jakby obawiał się, że zrobi coś nieodpowiedniego w stosunku do mnie. Jakby miał mnie zaraz pocałować, albo cokolwiek innego. Chwilę później przyszła kelnerka, i składaliśmy zamówienia. Irlandczyk, oczywiście zaczął:
-To ja proszę o jedną małą pizze z podwójnymi dodatkami, colę, jakieś ciasto i małą porcję spaghetti. A co wy chcecie?
Chłopcy patrzyli się na niego z niedowierzaniem. Ja nie, byłam do tego przyzwyczajona.
-Dlaczego ten chłopak jest ciągle głodny?
Spytał się Zayn. A potem uśmiechnął się tym swoim uśmieszkiem, który uwielbiałam , pamiętałam i za którym tęskniłam..

Horan odwzajemnił ten uśmiech. Chłopcy zaczęli zastanawiać się nad nazwą. Zaczęli wymyślać różne nazwy, niektóre irracjonalne, niektóre całkiem spoko.
-To może, Zayn and the boys?
Pokręcili przeczącą głową.
-Wiem! Niall and the potatoes!
Wykrzyknął Irlandczyk. Zespół spojrzał się na niego dziwnym wzrokiem, ale też z uśmiechniętymi oczami.
-Nie to się nie uda.

Krzyknął na całą restaurację. Harry był skupiony. Patrzył na wszystkich nieobecnym wzrokiem. Przewracał oczami to w jedną to w druga stronę.
-Mam! One Direction!
-Tak! To dobre!
Zawtórowali mu pozostali. Pozostało mi się tylko przyglądać, jak to się dalej potoczy.
-A może spytamy się Mai?
Po raz pierwszy odezwał się Liam. Wydawał się spokojny, choć sądząc po tym jak zachowuję się reszta zespołu wiem, że długo taki nie zostanie. Oni go rozpuszczą.
-Mnie się podoba, dobra nazwa. Jeden kierunek. Świetnie.
-Mój ojczym powiedział że możemy zatrzymać w jego domku letniskowym. To niedaleko Holmes Chapel.
Wszyscy spojrzeli po sobie. Niall był najbardziej w całym towarzystwie zagubiony. Nie chciał mnie zostawiać.
-Jedź poradzę sobie.
Położyłam rękę na jego ramieniu.
-Na pewno?
-Tak. Jestem już duża.
-Wolisz zostać u moich rodziców czy pojechać do Grega i Dennis?
-Nie wiem, może powinnam sama sobie poradzić. Znaleźć chociaż łatwą pracę, i przeprowadzić się na czas rozłąki do jakieś małej kawalerki.
-Nie pozwolę na to. Zostaniesz w Mullingar z rodzicami. Musi się ktoś tobą opiekować.
-Niall...
-Nie. Będziesz u rodziców.

                                             *Oczami Nialla*

Wróciliśmy do domu. Przez całe spotkanie próbowałem ukryć moją zazdrość, ale tak czy tak wszyscy wiedzieli co czuję. Jednak najbardziej obawiałem się, że będę musiał się rozstać z Mają. Bałem się, że sobie nie poradzi. W ogóle co ja bredzę. Ta dziewczyna jest o wiele silniejsza niż ja . Poradziła sobie w życiu z tyloma rzeczami, że nawet najodważniejsi faceci mogliby upaść. Generalnie kobiety są silniejsze od mężczyzn. Jaki normalny facet zniósłby noszenie dziecka przez 9 miesięcy, radzenie sobie z znacznie delikatniejszymi uczuciami niż my. Do tego co ona przeszła. Nie wierze, że jestem tym co posiada jej serce.
Pomagała mi się spakować. Ciągle wyciągała z szafy kolejne pary spodni, koszulki, czy bluzy. Bardzo mnie wspierała. Mimo, że to będą tylko 5 tygodnie będę za nią mocno tęsknił.
-Jeszcze to spakuj
Powiedziała i rzuciła mi spodniami w twarz. Spojrzałem na nią. Dare się śmiała na cały głos.
-Osz ty mała...
Rzuciłem się na nią, i zacząłem łaskotać.
-Gnieciesz mnie idioto!
Zszedłem z niej. Zaczęliśmy powoli kończyć pakowanie. Do pokoju weszła moja mama. Patrzyła na nas stojąc w drzwiach. Uśmiechała się, i patrzyła na nas.
-Co jest mamo?
Spytałem. Ta patrzyła nieprzytomnym wzrokiem.
-Patrzę na to jak moje dzieci dorastają, i stają się dorośli. To trochę ciężkie.
-Nie martw się mamo, zawsze będę tu wracał.
Uśmiechnąłem się. Zamknąłem torbę.
-Spakowałeś buty?
-A tak zapomniałem. Dzięki mamo.
Chwilę później byłem już gotowy. Rano wyjeżdżałem, miałem tylko kilka godzin by spędzić je z tymi których kocham. Mają, rodzicami.Zjedliśmy pyszną kolację. A potem zrobiło się późno. Poszliśmy się położyć.
Leżeliśmy już w łóżku.
-Będę dzwoniła.
-Wiem, będę odbierał.
-Obiecaj mi jedno...
-Słucham kochanie.
-Że zawsze będziesz tylko mój. Możesz mieć fanki, i wiem że będziesz je kochał, ale kochaj mnie zawsze inaczej, tak po swojemu. Że tak będziesz kochał tylko mnie. I że wrócisz mimo wszystko.
-Obiecuję. Kocham Cię.
Wtuliła się w moje ramiona.
-Moja mała dziewczynka.
-Która?
-Obie.
Pocałowałem ją w policzek. A następnie położyłem rękę na brzuszku który z dnia na dzień stawała się coraz większy. Wiem, że zawsze będą dla mnie najważniejsze. I żeby ich tylko nie stracić.

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Rozdział 44

                                         *Oczami Nialla*

Nadszedł czas wybrania półfinałowej 40 w X Factorze. Pojechaliśmy ponownie do Dublina.
-Artur wczoraj dzwonił.
Zdziwiłem się.
-Czego chciał?
Spytałem. Ta wpatrywała się w szybę, tak jakby mówiła to wszystko na odczep.
-Przebaczenia.
Powiedziała cicho.
-I co?
-Nie jestem Jezusem żeby przebaczać, więc tego nie zrobiłam. Rozłączyłam się z nim.
Przerwała.
-I jest jeszcze coś.
-Co?
-Coś się musiało wydarzyć między nim a Sandrą...
-To znaczy?
-Powiedział, że to Sandra skłoniła go do takiej skruchy. Nie wiem o co dokładnie mu chodziło. Może po prostu się zakochał... Nie to nie możliwe, on by nie potrafił kochać. Nie on.
-Powiedz szczerze. Tęsknisz za nim? Za tym Arturem którym był przedtem?
Zamyśliła się.
-Kocham ciebie, nie jego. Choć to wszystko mogłoby wyglądać inaczej.
-Jak to inaczej?
-No wiesz. On mógłby nie ćpać, ja ciągle bym go pewnie kochała. Nie biłby mnie, a przez to nie zwróciłbyś na mnie najmniejszej uwagi. Prawda?
-Nie myśl tak.
Przytuliłem ją.
Byliśmy już w budynku X Factora. Czekałem aż, zostanę wywołany. Nagle usłyszałem.
-Zayn Malik, Harry Styles, Niall Horan...
Reszty nazwisk już nie słyszałem. Poszedłem na scenę. Wpatrywałem się w Simona, który miał kopertę z wynikami. Serce waliło coraz mocniej. Nogi się uginały, były jak z waty. Wywołał imiona dwóch chłopaków, którzy przeszli. Została nas piątka.
-Przykro mi. Reszta musi wrócić do domu.
Simon wypowiedział słowa których najbardziej się bałem. Wiedziałem, że nie przejdę dalej, ale mimo to wierzyłem w to. Było mi ciężko. Płakałem.
Wychodząc ze sceny. Maja zobaczyła mnie. Przytuliła mnie.
-Przykro mi kochanie. Dla mnie zawsze będziesz najlepszy. Spróbujesz za rok.
Nie reagowałem. Użalałem się nad sobą. Usiadłem na ławce i myślałem. Kilka kolejnych osób wchodziło na scenę by otrzymać wyniki. Wracali z uśmiechem lub łzami.
-Dobra idziemy już stąd. Nie mam po co tu być.
Powiedziałem i udaliśmy się w stronę drzwi. Nagle podbiegł do mnie jakiś chłopak. Jeden z tych z którymi stałem na scenie.
-Niall Horan?
-Tak.
-Simon nas woła.
Nie wiedziałem o co mu chodzi. Byłem tylko pewny, że to może być jakaś szansa. Weszliśmy na scenę. Simon zaczął mówić.
-Postanowiliśmy was połączyć w jeden zespół, o ile tylko się na to zgodzicie.
Patrzyłem na chłopaków. Wiedziałem, że albo mogę być solistą w domu, lub w zespole tutaj. Pokiwaliśmy głowami. Zgodziliśmy się.

                                                      *Oczami Zayna*

Zostaliśmy połączeni w zespół. Zeszliśmy ze sceny. Umówiliśmy się, że pójdziemy na pizze aby lepiej się poznać. Mieliśmy tylko 5 tygodni na to.
-Mogę przyjść z dziewczyną?
Spytał się Niall. Nie wiedzieliśmy co odpowiedzieć. Wszyscy byliśmy singlami, więc się zgodziliśmy. W czym miałby zaszkodzić jedna dziewczyna.
 Zebraliśmy się wszyscy przy Nando's. Zjawił się Niall. Przy nim stała dziewczyna. Dziwnie znajoma dziewczyna. Przybliżyli się. Cały wzrok miałem w niej utkwiony, a ona we mnie. Wyjęła z torebki mały naszyjnik w kształcie serduszka. Spojrzała to na naszyjnik to na mnie. Wyjąłem z kieszeni taki sam, ze zdjęciem. Patrzyłem już tylko na nią.

-Zayn?
Spytała.
-Maja.
Dziewczyna rzuciła mi się na szyje. To była ona. Mała słodziutka Dare, z Bradford. Pokazała mi swój naszyjnik z moim zdjęciem.

-Nie wiedziałem, że jeszcze to nosisz.
-Jak mogłabym nie nosić, zdjęcia osoby która jest dla mnie jak starszy brat?
-Moja mała siostrzyczka.
Podszedłem do niej i poczochrałem jej włosy. Ta zaczęła się śmiać. Spojrzałem na jej chłopaka., Był zmieszany, zresztą jak cała reszta.
-Ale jednak trochę utyłaś, przez te lata co cię nie widziałem.
Spuściła wzrok. Poczułem się głupio.
-Przepraszam.
-Nie, nic się nie stało, tylko chodzi o to że jestem w ciąży.
Myślałem że się przesłyszałem.
-C-co?
-W ciąży.
Niall podszedł do niej i objął ją i weszliśmy wszyscy do restauracji. Horan był chyba trochę zazdrosny. Jednak to nie moja wina, że nie widziałem się z Mają przez bodajże, 4 lata. Usiedliśmy wszyscy przy stole. Specjalnie postarałem się o miejsce obok niej.

Ode mnie: Dokończenie rozdziału pojawi się po sylwestrze. Wesołych świąt i szczęśliwego nowego roku, i żebyście mogli spotkać chłopców z 1D. <333

czwartek, 19 grudnia 2013

Rozdział 43

                                                  *Oczami Nialla*


Byliśmy w szpitalu. Zdejmowali mi gips. Maja w tym czasie poszła na USG. To smutne bo chciałem tam pójść z nią. Chwilę później znów byłem wolny, od tego całego gipsu. Poszedłem korytarzem, na salę w której robią USG. Patrzyłem przez szybę, jak na ekranie pokazuje się, mała ledwo widoczna postać. Jak Maja się denerwuje i patrzy w ekran. Spojrzała w moją stronę. Uśmiechnąłem się i pomachałem jej. Zaprosiła mnie ręką do środka.
-A co pan tu robi?
Spytał lekarz.
-Jestem jej chłopakiem.
-Proszę niech on tu zostanie. On tu musi być.
Lekarz skinął mi głową, że mogę zostać. Usiadłem obok i trzymałem dziewczynę za rękę. Uśmiechała się i oddychała głęboko.
-Dobrze, za chwilę proszę podejść do recepcji po wyniki.
Usłyszeliśmy. Usiedliśmy na korytarzu.
-I jak w porządku.
-Tak.
Pocałowałem ją w policzek.
-Maja Dare prosze podejść do okienka!
Odebrała wyniki. Podała mi ją. Poprosiła, żebym ją otworzył.
-Będziemy mieć córeczkę.
Termin urodzin dziecka wyznaczony był na za 6 i pół miesiąca.

                                            *Oczami Mai*
Dzień castingów do X Factora.

Wstaliśmy szybko, około 3 nad ranem. Kolejka była długa. Pełna ludzi którzy byli przekonani, że to oni wygrają. Wyglądało to jakby połowa Dublina przyszła na wielką wyprzedasz. Staliśmy już za kulisami X Factora. Był przestraszony. Zaprosili go na scenę. Zrobił znak krzyża a następnie pocałował mnie.
-Powodzenia!
-Przyda się.
Wszedł na scenę. A kiedy zaczął śpiewać, wszystkie nerwy odeszły.

Bawił się na scenie. Kiedy skończył czekał już tylko na wyniki. Serce biło mi szybciej, denerwowałam się chyba bardziej niż on. Boże, żeby tylko mu się udało. Zamknęłam oczy. Modliłam się w duchu. Usłyszałam potem tylko potem kiedy Simon powiedział:
-Irlandzki Bieber przechodzi!
Chodziło mu o Nialla.
Wybiegł ze sceny. A potem szybko wziął mnie na ręce.
-Irlandzki Bieber? Co?!
Tylko się uśmiechnął bezczelnie gdy to usłyszał.
-Kocham cię.
Usłyszałam.
-Ja ciebie też.
-To co teraz na obiad?
Cały on. Myśli tylko o jedzeniu.  Zaprosił mnie i jego rodziców na pizze. Rodzice gratulowali mu. Byli też zainteresowani moją córką.
-Jak jej dacie na imię?
Pytali się. Niall spojrzał na mnie pytająco.
-Jeszcze się nad tym zastanawiamy.
Odpowiedziałam. Wiedziałam jak chcę nazwać córkę. Jenny, na jej cześć. Zasłużyła na chociaż to, życie zostało jej odebrane przez mój egoizm.
Usłyszałam dźwięk mojej komórki. Spojrzałam a wyświetlacz. To był Artur.  Nie chciałam z nim rozmawiać, ale bałam się, że znów chce mi kogoś odebrać. Nie mogłam na to pozwolić. Przeprosiłam wszystkich. Poszłam do łazienki.'
-Czego chcesz? Nie dość zniszczyłeś mi życie?!
-Nie chodzi o to. Chciałem przeprosić.
Powiedział nieśmiałym tonem Byłam oburzona tym jak łatwo to mówił.
-Przeprosić! Człowieku czy ty nie rozumiesz co ty zrobiłeś! Zabiłeś niewinną dziewczynę, zgwałciłeś mnie. Znęcałeś się nade mną, i szantażowałeś! Nie możesz wrócić jej życia przepraszając
-Wybacz mi. '
-Jak mam ci wybaczyć?!Jesteś po prostu bezczelny. Co cię w ogóle skłoniło do takiej skruchy?
-Sandra..
Myślałam, że się przesłyszałam
-Sandra?
-Tak.
-Kończmy tą rozmowę szybko...
-Przepraszam że cię skrzywdziłem.
Powiedział z skruchą.
-Cześć...
Chciałam to skończyć.
-Czekaj...
Nie pozwoliłam mu dokończyć. Rozłączyłam się.

poniedziałek, 16 grudnia 2013

Rozdział 42

Ode mnie: Dzisiaj kolejny post pisany oczami narratora. Ponieważ po 1 polubiłam pisać tym sposobem a po 2 nie wiem jak uchwycić ich uczucia, pisząc tylko jedną osobą. Mam nadzieję, że zrozumiecie (:

Oboje położyli się spać. Po kilku minutach Niall usłyszał ciche łkanie ukochanej. Wiedział, że jest jej ciężko, ale nie rozumiał jednego. Za dnia wesoła, drocząca się z nim Maja, a w nocy płacząca, i bojaźliwa. Bał się zrobić jakikolwiek ruch, drgnięcie. Nie chciał jej jeszcze bardziej załamać.
Tej nocy Maja nie mogła zasnąć. Od paru dni męczyła ją bezsenność. Miała przy sobie Nialla, ale nadal czuła się samotna. Chciała krzyczeć, a milczała. Chciała go przytulić, wyznać mu wszystko, że się boi, a udawała szczęśliwą. Dlaczego to robiła? To proste, bała się. Bała się, że zobaczy w oczach dziecka to co zobaczyła w oczach kilka lat temu gdy  poznała Artura, tego że wszyscy zobaczą że to nie dziecko jej ukochanego, bała się odrzucenia, szczególnie przez niego. Czuła, że coraz bardziej znowu zamyka się przed nim. Chciała teraz poczuć smak jego ust. Była obok niego ale bała się poprosić, do tego on spał. Poczuła ciepły dotyk na swojej skórze. Irlandczyk odwrócił się do niej.
-Spokojnie mała, już nie płacz.
-Boje się.
Wyszeptała.
-Nie martw się, jestem przy tobie. Zawsze będę...
-A co jeśli kiedyś cię zabraknie?
-Nie zabraknie,zawsze będę tu.
Położył jej rękę na swoim sercu. Przytulił ją swoją zdrową ręką.
-Potrzebuję cię.
Powiedziała do ukochanego.
-Ja ciebie też. Zbyt cię kocham by tego nie czuć. Śpij już wszystko będzie dobrze. Obiecuję.
Chwilę później, chłopak słyszał już tylko spokojny oddech swojej dziewczyny.

                                               ***
Po obiedzie Niall, czekał na Maję w sypialni. Chciał z nią porozmawiać, o tym dlaczego płakała. Wiedział czemu, ale wolał aby wyrzuciła z siebie wszystko.
-Co się działo wczoraj w nocy Maja?
-Nic, już nic mi nie jest.
-Maja..
-Proszę cię, wiem że coś cię gryzie. Czego się boisz?
-Sam dobrze wiesz.Po co mam ci to znów mówić?
-Nie ufasz mi już?
Spytał patrząc jej w oczy., Wiedział, że patrząc w jego niebieskie tęczówki, powie wszystko. Odwróciła wzrok.
-Przecież wiesz, że to nie tak.
-To jak? Powiesz mi czy nie?
-Mój Horanek.
Wtuliła się w jego tors.
-Nie pora teraz na Horanka. Powiedz.
Wzdychnęła.
-Boje się tego co już wiem. Że to nigdy nie będzie twoje dziecko.
Przytulił ją do siebie.
-Dobrze, już nic nie musisz wyjaśniać, wszystko rozumiem. Nie bój się już.

Ode mnie: Wiem krótki, wiem badziewny, ale brak pomysłów. Obiecuję następny będzie... dłuższy? Chyba tak.

środa, 11 grudnia 2013

Rozdział 41

Ode mnie: Ten rozdzaił będzie oczami narratora bo nie wiedziałam jak napisać to inaczej. A więc:

\

Sandra weszła do celi. Wraz z nią policjant, pilnując by nic się nie stało. W duchu, Artur cieszył się, że Sandra przychodzi. Jednak bał się tego okazać. Przez te kilka tygodni które siedzi w więzieniu, połowę jego myśli zajmowała Sandra. Z nią było podobnie. Myślała o nim, myślała o tym co powiedzieć mu kiedy się spotkają. Jak się ubrać, jak uczesać. Chciała mu się podobać, ale tak by nie zauważał, że ubrała się takl dla niego. Założyła, zwiewną sukienkę,a na to skórzaną kurtkę. Kiedy weszła, Artur powiedział jedynie:
-Cześć.
-Cześć
Odpowiedziała mu i usiadła, na krzesełku obok jego łóżka.
-Co tam?
Zagadała. Chciała podtrzymać rozmowę, która nawet się nie zaczęła.
-A co ma być siedzę w tym pierdolonym gównie po uszy. A to tylko za pobicie i groźby. Pff...
Prychnął.
-Zrobiłeś coś gorszego, tak łatwo było o tym zapomnieć?
Pierwszy raz Sandra nie była, tylko głupią, rozpuszczoną panienką która dostawała wszystko o co tylko prosiła. Ta sytuacja, sprawiła że wydoroślała, może nie wiele, ale trochę.
-Nie, dręczy mnie to. Ale przyszłaś tu tylko wytykać mi błędy?Jeżeli tak to wyjdź!
-Nie,zamierzam tu zostać, przyszłam tu dla ciebie.
Wymsknęło jej się to. Nie zamierzała tego mówić. On także był w szoku.
-Serio?
Spytał zaciekawiony.
-Tak.
Wzdychnęła. Uśmiechnęła się nieśmiało. Po raz pierwszy czuła się tak jak teraz. Nie myślała tylko "Muszę go mieć" ale raczej "byle go nie stracić ". Czekała tylko, aż on odwzajemni uśmiech. Nie zrobił tego. Chciał ale ciężko mu było. Nie potrafił.
-Jak ci tutaj jest?
Spytała. Zależało jej na tej rozmowie, chciała ją wykorzystać ją jak najlepiej.
-Ciężko.Dobra, nieważne. To nie istotne.
Artur nigdy nie był osobą która lubiła się zwierzać. Może kiedyś,zanim poznał Maję, zanim zaczął ćpać. Nawet jeśli nie pamiętał tego. Nie chciał pamiętać. Całe jego dzieciństwo kojarzyło mu się z mamą która odeszła. Kochał ją bardzo. O wiele bardziej niż ojca. Ojciec bił go, i jego mamę. Ona go broniła i wolała cierpieć za niego. Kiedy oboje umarli w wypadku, nie żałował ojca. Żałował mamy, tęsknił za nią.Prawie się załamał. Wszytko w jego domu kojarzyło mu się z mamą. Dlatego wszystko sprzedał. Zostawił tylko najpotrzebniejsze rzeczy. Nikt o tym nie wiedział. Maja znała tylko garstkę tego co przeżywał.
-Artur... zamyśliłeś się.
Otrząsnął się.
-Yyy.. co? Sorry.
-Przez chwilę, miałeś łzy w oczach. Co się stało?
-Nic to... moja sprawa. A generalnie co tam u ciebie?
-Nie spytałbyś się o to. Co jest?
-Nic. Mówiłem już!
Krzyknął na nią. Ta aż się wzdrygnęła. Jednak nie zniechęciło jej to. Usiadła obok niego na łóżku. Nie patrzyła na niego. Delikatnie przysunęła swoją dłoń do jego i chwyciła ją. Jej i jego oddech przyśpieszył.
Artur zrobił coś czego dawno nie zrobił. Uśmiechnął się. Delikatnie, ale mimo tego miło. Spojrzał na nią. Jej rozpuszczone blond włosy, padały na jej chudziutkie ramiona. Niebieskie oczy świeciły się, a czerwone usta uśmiechały się. Artur zauważył wtedy jak bardzo jest piękna. Wyciągnął swoją rękę ku jej twarzy. Objął jej podbródek palcami. Zrobił to delikatnie, nigdy nie dotknął tak Mai. Przyciągnął do siebie i pocałował. W tym momencie zrozumiał, że ją kocha. A ona że kocha jego...

wtorek, 10 grudnia 2013

Rozdział 40

                                                 *Oczami Nialla*

Leżałem już w sali.Czekałem już tylko na Maję i tatę. Szczerze? Wiem że przesadziłem z tym umieraniem, ale jakoś tak samo wyszło. Miałem nadzieję, że Maja się mną zaopiekuje, tylko to mnie teraz obchodziło.
Weszli oboje do sali.
-Oto umierający przez złamaną rękę i nogę idiota!
Tak mnie powitała moja ukochana. Jak zwykle miło i serdecznie.
 -"Oh Niall nic ci nie jest, tak się martwiłam." Tak powinnaś mnie witać, kochanie.
-Nie wydaje mi się, przecież masz tylko złamaną rękę i nogę. Tak czy tak pewnie będę musiała za ciebie wszystko robić.
-A buziaka chociaż dasz temu umierającemu idiocie?
Wzruszyła ramionami i musnęła swoimi ustami o moje. Zaczęła oddalać swoją twarz od mojej, dotknąłem jej głowy i przyciągnąłem do siebie.
-E ja tu jestem.
Powiedział mój tata, kiwając ręką w moją stronę. Jak zwykle wszystko zepsuł.
-Dobrze, możemy już stąd iść?
Spytałem. Chwilę potem przyszedł lekarz, z kulami i jakimś papierem który mój tata musiał podpisać. Poszliśmy do samochodu, a tata odpalił auto.
-A mama wie?
-Nie, sam jej to powiesz.
-Ja pierdole...
-Młody, jeszcze raz!
Odwrócił się do tyłu i pokiwał mi przed twarzą palcem.
-Patrz na drogę!
Odwrócił się.
-Co chcesz dzisiaj na kolację Niall?
-Coś zrobionego przez ciebie kotku.
Uśmiechnąłem się.
-Czyli jajecznicę?
-Dobra to pizze.
-Wiedziałam, już mnie nie kochasz.
Powiedziała udając smutną minkę.
-Przecież wiesz że to nieprawda, kocham cię, ale tak czy tak chcę pizzę.
-Dobra, dobra, to zamów.

                                                        *Oczami Mai*

Tata Nialla położył go na naszym łóżku. Mój chłopak patrzył się na mnie, a na twarzy miał głupi uśmieszek.
-Coś ci jest? Kilka godzin temu niby umierałeś.
-Teraz się będziesz mną opiekować. Ja widzę w tym same pozytywne strony.
Uśmiechnął się znowu i zaczął ruszać brwiami. A potem poklepał miejsce na łóżku obok siebie.Położyłam się obok niego i wtuliłam się w jego tors.
-Jesteś głupi.
-Wiem.
Zaczął się śmiać, a potem zdrową ręką mnie przytulił. Poczochrałam jego miękkie,błyszczące, blond włosy.
Usłyszałam trąbienie samochodu, podeszłam do okna.
-Pizza już jest, idę na dół.
-Zostań, proszę choć na chwilkę.
-Zaraz wrócę. Z pizzą.
Poszłam a dół. Zapłaciłam za jedzenie, wzięłam pudełko i talerze do pokoju. Weszłam do pokoju, i zobaczyłam śpiącego Nialla. Wyglądał słodko. Oczka przymrużone, spokojny oddech i błogi oddech na twarzy. Usiadłam obok niego. Pocałowałam w policzek i zastanawiałam się jak go obudzić, i czy w ogóle go budzić. Lekko go szturchnęłam ale on nie reagował, zrobiłam to znowu, i nic. Dobra pola na radykalne środki. Chwyciiłam widelec i zaczęłam walić nim w talerz. Biegałam po pokoju.
-Budzimy się śpioszku, czas na kolację!!!!
Krzyczałam.
-Co się dzieje?!!
Zerwał się ze snu.
-Próbowałam cię obudzić.
Uśmiechnęłam się, A potem wsadziłam mu kawałek pizzy do ust.

--------------------------------------------------
Ode mnie  :)
W następnym rozdziale może w ogóle nie pojawić się ani Niall, ani Maja. Zrobię rozdział o Sandrze i Arturze. Co się między nimi wydarzy? Czy Sandra będzie miała za złe zabójstwo naszej kochanej Jenny? Czy Artur zrozumie swoje postępowanie? To wszystko w następnym rozdziale. Pa!

czwartek, 5 grudnia 2013

Rozdział 39

                                                            *Oczami Nialla*

Obudziliśmy się późnym rankiem. W sumie to moja mama nas obudziła. Umyliśmy zęby, ubraliśmy się i poszliśmy na śniadanie.
-To co dzisiaj robicie?
-Jedziemy na basen.
Maja się do mnie odwróciła.
-Nic mi o tym nie mówiłeś
-Ale czy ja ci muszę mówić o wszystkim? Czym by była niespodzianka gdybyś o wszystkim wiedziała?
-Musisz zawsze tak filozofować?
-Jest Niall Horan, słynny na całym świecie filozof! Słuchajcie moich wymysłów bo tak chcę! Tak to ja...
-Dobra skończ...
-Czyli pójdziemy?
-Dobra.
Postawiłem na swoje. Poszliśmy do naszego pokoju i zaczęliśmy się pakować na basen.
-Ale ja nie mam stroju Niall.
-Ależ masz, kupiłem cię.
Uśmiechnąłem się.
-O boże już się boję... Co ty znów wymyśliłeś?
Wyjąłem z torby, kolorowe bikini.
-Masz.
-Myślałam że będzie gorzej. Ale musiałeś kupić coś dwuczęściowego?
-Tak.
Wyszliśmy z domu, i wsiedliśmy do samochodu. Odpaliłem auto, i wyjechaliśmy.

                                                              *Oczami Mai*

Niall, poszedł do kasy, i wziął kluczyki do szatni. Wzięłam mój i poszłam się przebrać. Chwilę potem byłam, już na basenie. Oczywiście musiałam, chwilę poczekać na Irlandczyka, bo ten jak zwykle się grzebał. Kiedy wyszedł wziął mnie na ręce. Chwile zajęło mi aby, wpaść na pomysł co on chce zrobić. Zaczęłam go bić po ramionach i wrzeszczeć.
-Niall puść mnie!!!!
-Urocza jesteś.
I skoczył ze mną do wody. Do ust wleciała mi woda. Wyciągnął mnie z wody.
-Zwariowałeś?!
-Możliwe, pewnie jakoś tak jak się urodziłem.
Weszłam z powrotem do wody. Zaczęłam powoli pływać. Horan odszedł do basenu. I zaczął biec. Podłoga była mokra i mógłby się łatwo poślizgnąć.
-Niall połamiesz sobie coś!
Krzyknęłam.
-Nic mi się nie stanie, jestem Irlandczykiem. Nie, ja jestem niezniszczalnym Irlandczykiem!
I zaczął biec szybciej. Moment później leżał już na podłodze, krzywiąc twarz.
-Cholera jasna.
Zaczął klnąć. Nie mógł wstać.
-Mówiłam, że zrobisz coś sobie?
-O Jezu, a ta znowu swoje.
-Wstawaj!
-Nie mogę, chyba coś złamałem.
Pobiegłam do ratownika.
-Coś się stało?
-Tak mój idiota, yyy... to znaczy chłopak biegł i się przewrócił. Najprawdopodobniej sobie coś złamał. Mógłby mi pan pomóc go podnieść?
-Gdzie on jest?
Zaprowadziłam go do Nialla. Horan, leżał na ziemi i tylko jęczał. Wiedziałam, że tak będzie. Ratownik zaprowadził Irlandczyka do szatni. Sama też poszłam sie przebrać, wiedziałam, że nic z tego dalej nie będzie. Zadzwoniłam do taty Nialla, aby zabrał go do szpitala.
-A co się stało?
-Wypieprzył się na płytkach.
-A co robił?
-Biegł.
-Cały on. Dobra już jadę,utrzymaj go choć przez chwilę przy zdrowych myślach.
Nie wiedziałam o czym on mówi, do póki nie zaczęłam rozmawiać z chłopakiem.
-Aaaa, zaraz mi noga odpadnie. Maja bądź przy mnie! Umrę, umieram!
Zrozumiałam. Udawał, żeby się nad nim wszyscy użalali.
-Ogarnij się!
-Ale jak!? Ja tu umieram! Zaraz umrę! Widzę światło, pocałuj mnie ostatni raz! Proszę! Powiedz rodzicom że ich kochałem!
Bobby Horan przyjechał! Nareszcie juz myślałam że nie wytrzymam.
-On tak zawsze?
-Czyli narzekał. Dobra wezmę go a ty wejdź już do samochodu,.
-Ręka mi odpada, tato ratuj!!!
Pół godziny później już tylko czekaliśmy, za tym kiedy założą mu gips na rękę i nogę...

poniedziałek, 2 grudnia 2013

Rozdział 38

                                                    *Oczami Nialla*

Kilka dni później było już po wszystkim. Spakowaliśmy się i wylecieliśmy do Mullingar. Maja denerwowała się.
-A co jeżeli twoi rodzice będą źli?
Cała Maja, jak zawsze strachliwa, i zdenerwowana. Nie interesowało mnie co oni powiedzą.
-Nie będą, a nawet jeśli to co? Nie usuniesz tego dziecka.
Przytuliła się do mnie i pocałowała w usta.
-Kocham cię Niall.
-Jak ja kocham to słyszeć!
Uśmiechnąłem się. Za kilka godzin mieliśmy być w Dublinie. Zadzwoniłem do taty by po nas przyjechał.
-Za miesiąc X Factor może też spróbujesz swoich sił? Przecież wiem, że ładnie śpiewasz. Ba! Nawet lepiej niż ja!
-Nie...nie dałabym rady. Ale będę ci kibicować
-Nie będę cie zmuszał...
-I dobrze.
I skończyliśmy rozmowę.  Kiedy dotarliśmy Dublina, tata czekał już w samochodzie. Rozmawiałem z tatą w kwestii X Factora.
-Ja bym na twoim miejscu zaśpiewał Teenage Dream Katy Perry, ale jak chcesz.
-Zaśpiewam Beyonce So Sick. Co ty na to Maja?
-Spoko.
Patrzyła w szybę zamyślona. Przybliżyła usta do mojego ucha i wyszeptała:
-Kiedy mu powiemy?
Przybliżyłem twarz do jej ucha:
-Jak będziemy w domu.
I pocałowałem jej policzek. Denerwowała się, tak samo jak ja, ale starałem się tego nie okazywać.
Dotarliśmy do domu, pod wieczór. Mieliśmy jedną małą walizkę, więc nie trzeba było wielce rozpakowywać auta. Kiedy weszliśmy do salonu. Mama powitała nas. Z każdą chwilą wyjawienia im ciąży Mai, moje serce waliło mocniej.
-Lepiej usiądźcie.
Powiedziałem rodzicom. Ich twarze były zdziwione, może nawet trochę przestraszone.
-O, co chodzi?
-Otóż Maja jest w ciąży...
Czekałem chwilę na ich reakcję. Mama odezwała się pierwsza. Wstała z kanapy i przytuliła Maję i mnie.
-To cudownie! Będę babcią...znowu.
Uśmiechnęła się. Tata wstał.
-Wiedziałem, że coś wykombinujecie, wiedziałem. Gratulacje synu, tylko wychowanie lepiej zostaw Mai, bo jeżeli będzie takie jak ty, to nie będzie umiało się przy nikim zachować.
Zaczął się śmiać.
-Fajnych rzeczy się tutaj o tobie Niall dowiaduję!
Powiedziała Maja.
-Jest tego więcej, znacznie więcej! Można by opowiadać całymi dniami i nocami. Na przykład jak miał 5 lat usiadł na torcie urodzinowym swojego wujka!
-Tatoo...
zawstydziłem się.
-Niech pan dalej opowiada!
Zaciekawiła się Dare.
-O nie, nie już dość się dowiedziałaś. Idziemy do siebie!
-Daj nam trochę porozmawiać z Mają!
-Jutro sobie porozmawiacie, teraz ona jest moja.
                             


                                                                           *Oczami Mai*

Poszliśmy do jego sypialni, moment, on kazał mi nazywać ją Naszą Sypialnią. W takim razie poszliśmy do Naszej Sypialni. Przyczołgał tutaj jakiś stoliczek położył na nim kilka niziutkich świeczek. Wyszedł z pokoju, a po chwili wrócił z tacką na której były kanapki z Nutellą. Usiadł na łóżku obok mnie i powiedział z uśmiechem na twarzy:
-Smacznego kochanie.
-Aha czyli to będzie, nasza tak zwana "Romantyczna kolacja przy świecach" tak?
Powiedziałam z sarkazmem.
-I już się zaczynają się ciążowe humorki. Człowiek się stara, i nikt tego nie docenia,jak chcesz to idź i zjem sam.
Wiedziałam, że mimo jego wymuszonej powadze na twarzy, nie mógł wytrzymać ze śmiechu.
- O Boże , jak dziecko. To co nam dzisiaj zaserwowałeś?
-Czyli jednak jesz?
-Tak.
-A już myślałem, że się najem.
-Jeszcze mogę wyjść.
-Jak już musisz to zostań.
Powiedział to, ze swoją udawaną łaską.
-Generalnie to ja w ogóle mogę to jeść?
-Oczywiście czemu nie?
-Chociażby dlatego, że jestem w ciąży? Taki pomysł.
- Czekoladę możesz, to Nutelle tym bardziej.
-To spoko.
Uśmiechnęłam się.