sobota, 28 grudnia 2013

Rozdział 45

                                          *Oczami Mai*

Nie mogę uwierzyć, że po tylu latach spotkałam Zayna. Pamiętam go jeszcze jak był małym chłopczykiem, który przybiegał do mojego domu i razem się bawiliśmy. Zawsze był fajnym chłopcem, którego traktowałam jak brata. Kocham go. Jednak nie tak jak Nialla, ale też,mocno. Bardzo mocno...
Zayn usiadł z mojej lewej strony, a Niall z prawej. Patrzyłam na mojego chłopaka, czuł się chyba trochę zdezorientowany, może nawet zazdrosny. Obejmował mnie, ale uwagę zwracał głównie na Malika. Jakby obawiał się, że zrobi coś nieodpowiedniego w stosunku do mnie. Jakby miał mnie zaraz pocałować, albo cokolwiek innego. Chwilę później przyszła kelnerka, i składaliśmy zamówienia. Irlandczyk, oczywiście zaczął:
-To ja proszę o jedną małą pizze z podwójnymi dodatkami, colę, jakieś ciasto i małą porcję spaghetti. A co wy chcecie?
Chłopcy patrzyli się na niego z niedowierzaniem. Ja nie, byłam do tego przyzwyczajona.
-Dlaczego ten chłopak jest ciągle głodny?
Spytał się Zayn. A potem uśmiechnął się tym swoim uśmieszkiem, który uwielbiałam , pamiętałam i za którym tęskniłam..

Horan odwzajemnił ten uśmiech. Chłopcy zaczęli zastanawiać się nad nazwą. Zaczęli wymyślać różne nazwy, niektóre irracjonalne, niektóre całkiem spoko.
-To może, Zayn and the boys?
Pokręcili przeczącą głową.
-Wiem! Niall and the potatoes!
Wykrzyknął Irlandczyk. Zespół spojrzał się na niego dziwnym wzrokiem, ale też z uśmiechniętymi oczami.
-Nie to się nie uda.

Krzyknął na całą restaurację. Harry był skupiony. Patrzył na wszystkich nieobecnym wzrokiem. Przewracał oczami to w jedną to w druga stronę.
-Mam! One Direction!
-Tak! To dobre!
Zawtórowali mu pozostali. Pozostało mi się tylko przyglądać, jak to się dalej potoczy.
-A może spytamy się Mai?
Po raz pierwszy odezwał się Liam. Wydawał się spokojny, choć sądząc po tym jak zachowuję się reszta zespołu wiem, że długo taki nie zostanie. Oni go rozpuszczą.
-Mnie się podoba, dobra nazwa. Jeden kierunek. Świetnie.
-Mój ojczym powiedział że możemy zatrzymać w jego domku letniskowym. To niedaleko Holmes Chapel.
Wszyscy spojrzeli po sobie. Niall był najbardziej w całym towarzystwie zagubiony. Nie chciał mnie zostawiać.
-Jedź poradzę sobie.
Położyłam rękę na jego ramieniu.
-Na pewno?
-Tak. Jestem już duża.
-Wolisz zostać u moich rodziców czy pojechać do Grega i Dennis?
-Nie wiem, może powinnam sama sobie poradzić. Znaleźć chociaż łatwą pracę, i przeprowadzić się na czas rozłąki do jakieś małej kawalerki.
-Nie pozwolę na to. Zostaniesz w Mullingar z rodzicami. Musi się ktoś tobą opiekować.
-Niall...
-Nie. Będziesz u rodziców.

                                             *Oczami Nialla*

Wróciliśmy do domu. Przez całe spotkanie próbowałem ukryć moją zazdrość, ale tak czy tak wszyscy wiedzieli co czuję. Jednak najbardziej obawiałem się, że będę musiał się rozstać z Mają. Bałem się, że sobie nie poradzi. W ogóle co ja bredzę. Ta dziewczyna jest o wiele silniejsza niż ja . Poradziła sobie w życiu z tyloma rzeczami, że nawet najodważniejsi faceci mogliby upaść. Generalnie kobiety są silniejsze od mężczyzn. Jaki normalny facet zniósłby noszenie dziecka przez 9 miesięcy, radzenie sobie z znacznie delikatniejszymi uczuciami niż my. Do tego co ona przeszła. Nie wierze, że jestem tym co posiada jej serce.
Pomagała mi się spakować. Ciągle wyciągała z szafy kolejne pary spodni, koszulki, czy bluzy. Bardzo mnie wspierała. Mimo, że to będą tylko 5 tygodnie będę za nią mocno tęsknił.
-Jeszcze to spakuj
Powiedziała i rzuciła mi spodniami w twarz. Spojrzałem na nią. Dare się śmiała na cały głos.
-Osz ty mała...
Rzuciłem się na nią, i zacząłem łaskotać.
-Gnieciesz mnie idioto!
Zszedłem z niej. Zaczęliśmy powoli kończyć pakowanie. Do pokoju weszła moja mama. Patrzyła na nas stojąc w drzwiach. Uśmiechała się, i patrzyła na nas.
-Co jest mamo?
Spytałem. Ta patrzyła nieprzytomnym wzrokiem.
-Patrzę na to jak moje dzieci dorastają, i stają się dorośli. To trochę ciężkie.
-Nie martw się mamo, zawsze będę tu wracał.
Uśmiechnąłem się. Zamknąłem torbę.
-Spakowałeś buty?
-A tak zapomniałem. Dzięki mamo.
Chwilę później byłem już gotowy. Rano wyjeżdżałem, miałem tylko kilka godzin by spędzić je z tymi których kocham. Mają, rodzicami.Zjedliśmy pyszną kolację. A potem zrobiło się późno. Poszliśmy się położyć.
Leżeliśmy już w łóżku.
-Będę dzwoniła.
-Wiem, będę odbierał.
-Obiecaj mi jedno...
-Słucham kochanie.
-Że zawsze będziesz tylko mój. Możesz mieć fanki, i wiem że będziesz je kochał, ale kochaj mnie zawsze inaczej, tak po swojemu. Że tak będziesz kochał tylko mnie. I że wrócisz mimo wszystko.
-Obiecuję. Kocham Cię.
Wtuliła się w moje ramiona.
-Moja mała dziewczynka.
-Która?
-Obie.
Pocałowałem ją w policzek. A następnie położyłem rękę na brzuszku który z dnia na dzień stawała się coraz większy. Wiem, że zawsze będą dla mnie najważniejsze. I żeby ich tylko nie stracić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz