*Oczami Nialla*
Obudziliśmy się późnym rankiem. W sumie to moja mama nas obudziła. Umyliśmy zęby, ubraliśmy się i poszliśmy na śniadanie.
-To co dzisiaj robicie?
-Jedziemy na basen.
Maja się do mnie odwróciła.
-Nic mi o tym nie mówiłeś
-Ale czy ja ci muszę mówić o wszystkim? Czym by była niespodzianka gdybyś o wszystkim wiedziała?
-Musisz zawsze tak filozofować?
-Jest Niall Horan, słynny na całym świecie filozof! Słuchajcie moich wymysłów bo tak chcę! Tak to ja...
-Dobra skończ...
-Czyli pójdziemy?
-Dobra.
Postawiłem na swoje. Poszliśmy do naszego pokoju i zaczęliśmy się pakować na basen.
-Ale ja nie mam stroju Niall.
-Ależ masz, kupiłem cię.
Uśmiechnąłem się.
-O boże już się boję... Co ty znów wymyśliłeś?
Wyjąłem z torby, kolorowe bikini.
-Masz.
-Myślałam że będzie gorzej. Ale musiałeś kupić coś dwuczęściowego?
-Tak.
Wyszliśmy z domu, i wsiedliśmy do samochodu. Odpaliłem auto, i wyjechaliśmy.
*Oczami Mai*
Niall, poszedł do kasy, i wziął kluczyki do szatni. Wzięłam mój i poszłam się przebrać. Chwilę potem byłam, już na basenie. Oczywiście musiałam, chwilę poczekać na Irlandczyka, bo ten jak zwykle się grzebał. Kiedy wyszedł wziął mnie na ręce. Chwile zajęło mi aby, wpaść na pomysł co on chce zrobić. Zaczęłam go bić po ramionach i wrzeszczeć.
-Niall puść mnie!!!!
-Urocza jesteś.
I skoczył ze mną do wody. Do ust wleciała mi woda. Wyciągnął mnie z wody.
-Zwariowałeś?!
-Możliwe, pewnie jakoś tak jak się urodziłem.
Weszłam z powrotem do wody. Zaczęłam powoli pływać. Horan odszedł do basenu. I zaczął biec. Podłoga była mokra i mógłby się łatwo poślizgnąć.
-Niall połamiesz sobie coś!
Krzyknęłam.
-Nic mi się nie stanie, jestem Irlandczykiem. Nie, ja jestem niezniszczalnym Irlandczykiem!
I zaczął biec szybciej. Moment później leżał już na podłodze, krzywiąc twarz.
-Cholera jasna.
Zaczął klnąć. Nie mógł wstać.
-Mówiłam, że zrobisz coś sobie?
-O Jezu, a ta znowu swoje.
-Wstawaj!
-Nie mogę, chyba coś złamałem.
Pobiegłam do ratownika.
-Coś się stało?
-Tak mój idiota, yyy... to znaczy chłopak biegł i się przewrócił. Najprawdopodobniej sobie coś złamał. Mógłby mi pan pomóc go podnieść?
-Gdzie on jest?
Zaprowadziłam go do Nialla. Horan, leżał na ziemi i tylko jęczał. Wiedziałam, że tak będzie. Ratownik zaprowadził Irlandczyka do szatni. Sama też poszłam sie przebrać, wiedziałam, że nic z tego dalej nie będzie. Zadzwoniłam do taty Nialla, aby zabrał go do szpitala.
-A co się stało?
-Wypieprzył się na płytkach.
-A co robił?
-Biegł.
-Cały on. Dobra już jadę,utrzymaj go choć przez chwilę przy zdrowych myślach.
Nie wiedziałam o czym on mówi, do póki nie zaczęłam rozmawiać z chłopakiem.
-Aaaa, zaraz mi noga odpadnie. Maja bądź przy mnie! Umrę, umieram!
Zrozumiałam. Udawał, żeby się nad nim wszyscy użalali.
-Ogarnij się!
-Ale jak!? Ja tu umieram! Zaraz umrę! Widzę światło, pocałuj mnie ostatni raz! Proszę! Powiedz rodzicom że ich kochałem!
Bobby Horan przyjechał! Nareszcie juz myślałam że nie wytrzymam.
-On tak zawsze?
-Czyli narzekał. Dobra wezmę go a ty wejdź już do samochodu,.
-Ręka mi odpada, tato ratuj!!!
Pół godziny później już tylko czekaliśmy, za tym kiedy założą mu gips na rękę i nogę...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz