*Oczami Nialla*
Dzisiaj spałem u niej w domu. Położyliśmy się razem, objąłem ją i dotknąłem jej brzuszka. Wtuliłem głowę w jej szyję.
-Kocham cię...
-Ja ciebie też...
Powiedziała to z lekkim zmartwieniem. Wiem, że teraz jest jej ciężko, ale przejdziemy przez to razem, teraz jej nie zostawię. Przed zaśnięciem musnąłem lekko jej policzek.
Wstaliśmy wcześnie rano, Maja poszła szybko do łazienki, drzwi były otwarte. Spojrzałem na nią, dotykała swojego brzucha i przeglądała się w lustrze. Zauważyła mnie:
-Będziesz mnie kochał, nawet jak będę gruba?
-Nigdy nie będziesz gruba, będę tylko miał więcej pola do kochania...
-Aha...
Podszedłem do niej, objąłem w talii od tyłu, i pocałowałem w policzek. Uśmiechnąłem się, a ona to odwzajemniła. Umyliśmy zęby, ubraliśmy się.
-Dzisiaj jest rozprawa, o zabójstwie Artura, boję się tego.
-Będę z tobą, spokojnie.
Objąłem ją.
Godzinę później byliśmy już w sądzie, zostaliśmy powołani na świadków. Siedzieliśmy na korytarzu. Maja płakała mi na ramieniu. Widzieliśmy małżeństwo,płakali. To byli rodzice Jenny. Weszli na salę. Pół godziny później i nas zawołano. Pierwszy ja zeznawałem. Opowiedziałem całą prawdę i tylko prawdę. Później przy barierce stanęła Maja.
-Czy mam obowiązek zeznawać?
Spytała, już na skraju załamania.
-Jeżeli pani chce, możemy pójść do osobnego pomieszczenia, gdzie będzie tylko pani, sąd, i biegła psycholog
-Dobrze..
Wyszli z sali, a z kąta sali wyłonił się wielki telewizor, na którym widniał obraz pokoju.
*Oczami Mai*
Poszliśmy do dziwnego pomieszczenia. Czułam się jak wtedy na posterunku, ale teraz nie było go, nie było Nialla.
-To teraz opowiedz mi wszystko...
Wzięłam głęboki oddech,
-To zaczęło się od tego kiedy Artur zaczął brać narkotyki, byliśmy razem. On zaczął mnie bić, poniżać. Żyłam tak przez rok. Potem pojawił się Niall, na początku, nie ufałam mu. Ale później pokazał, że jest warty zaufania, opiekował się mną. Uratował mnie od niego. Zostaliśmy parą. Jednak Artur nie dał za wygraną, postawił mi ultimatum. Albo do niego wrócę, albo zabiję Nialla. Wybrałam to pierwsze. Zaczął mnie bić, i zrobił mi dziecko...
Przerwałam, nie chciałam dalej mówić.
-Ona nie da rady dalej mówić...
Sąd zrozumiał, wypuścił mnie. I wrócił na salę.
Nie było mnie na reszcie rozprawy. Siedziałam w korytarzu. Po kilku godzinach wyszli. Po minie Horana rozszyfrowałam, że nie poszła po jego myśli:
-Ile dostał wyroku?
Spytałam z nadzieją.
-5 lat więzienia, w zawieszeniu na 3 lata.
-Tylko tyle?!
-Niestety, chodź idziemy stąd zanim on tu przyjdzie.
Objął mnie i wyszliśmy z budynku.
poniedziałek, 25 listopada 2013
piątek, 22 listopada 2013
Rozdział 36
*Oczami Nialla*
Kiedy się do mnie wtuliła poczułem odrażający zapach piwa.
-Piłaś?!
Odsunąłem ją od siebie, by spojrzeć w jej oczy. Spuściła wzrok.
-Pytam się, piłaś?
-Nie..
-Kłamiesz! Ile?
-Pół
-Czyli jednak! Kto ci to sprzedał?!
-Nie powiem ci!
-Od kiedy mi nie ufasz?
-Ufam, ale...
-Ale co?
-Dobrze chcesz wiedzieć, tam w sklepie przy parku. I co z tym zrobisz?
-Nic, chciałem wiedzieć.
Nic dalej nie odpowiedziała, tylko poszła dróżką, nawet nie czekając na mnie. Podszedłem do niej, ale onja zamiast skręcić do mnie, skręciła w stronę swojego domu.
-Ej, gdzie idziesz?
-Do siebie.
Szedłem obok niej by zobaczyć co się stanie. Staliśmy już przed jej drzwiami, zachowywała sie jakby mnie nie zauważała, weszła do mieszkania i zatrzasnęła mi drzwi przed nosem.
*Oczami Mai*
Udawałam, że go nie widzę. Weszłam do domu. Matka była w domu, gdy mnie zobaczyła była zdziwiona i zawiedziona, ale nic nie powiedziała oprócz.
-Twoja poczta jest na stole.
Dostałam jakąś pocztę. Wzięłam pierwszą kopertę, była od Jenny. Łza spłynęła po moim policzku, przeczytałam ją data była dwa dni przed jej śmiercią.
Droga Maju
Wiem, że prawię się nie znamy, ale dziękuję, że wtedy mi pomogłaś.
Teraz chciałabym, abyś to przeczytała. Twój były chłopak,
chciał się ze mną umówić, jest bardzo miły, mam nadzieję, że nie
będziesz zła, jeżeli z nim pójdę, i będę się dobrze bawić.
Może, się potem spotkamy? Chciałabym, z tobą porozmawiać.
Buziaczki Jenny :)
Ona myślała, że on się chce się z nią umówić, a on ją zabił i oszukał. To straszne jak on mógł ją tak,podle wykorzystać. Zobaczyłam kolejną kopertę. Ze szpitala. O czym oni mi chcieli napisać?
Zaadresowane do Mai Dare:
Szanowna pani, chcielibyśmy pani pogratulować, ponieważ kiedy pani ostatnio znajdowała się pobita w naszym szpitalu, udało nam się uratować pani dziecko! Jeżeli pani o tym nie wiedziała informujemy panią, że jest pani w 3 tygodniu ciąży! Życzymy pani szczęścia!
Nie mogłam uwierzyć w to co właśnie przeczytałam. Ja w ciąży!? Zgniotłam szybko papier i rzuciłam na podłogę. Ryczałam, rzuciłam się na łóżko. Usłyszałam kroki, drzwi były otwarte, ale nie stąd dochodził dźwięk, spojrzałam przez okno. Niall wchodził na schody pożarowe. Wszedł przez okno.
-Czemu płaczesz?
-Nic.
-Jak zwykle z niczego, ale coś musiało się stać.
Zaczął rozglądać się po pokoju. Chwycił zgnieciony list. Otworzył go i przeczytał. Oczy zrobiły mu się szerokie.
-Jak to w ciąży?! Z kim?!
-Artura..
-Co? On cię zgwałcił?!
-Nie chcę o tym mówić...
-Tylko odpowiedz, chcę mieć pewność, by skopać tego dupka...
-Tak, ale nie zamierzam urodzić tego dziecka...
-Dlaczego?Chcesz je zabić?! Nie pozwolę ci na to!Co byś zrobiła gdybym był tobą i był w ciąży i chciał zrobić to samo?
-Ale nie jesteś...
-Ale gdybym był?
-Nie pozwoliłabym ci na to..
Spuściłam wzrok.
-Widzisz, kocham cię, i będę traktował Nasze dziecko
-Chyba raczej dziecko Artura
-Ale będę traktował jak swoje, założę się,że będzie miało twoje oczy, włosy, policzki...
-I charakter Artura...
-Nie oceniaj dziecka, po jego ojcu, wychowamy je inaczej...Ale najpierw musisz zaufać...
-Ufam, ale go nie chcę. Załatwię sobie aborcję...
-Nie zgadzam się na nią!
-Nigdy nie pokocham tego dziecka...
Chwycił mnie za rękę i pocałował ją.
-Ale ja już je pokochałem.
Pocałował mnie w policzek.
-Ale Niall..
-Żadnych ale,koteczku. Wychowamy to dziecko razem.
Dotknął mojej ręki, chwycił ją i przyłożył do brzuszka.
-A twoi rodzice, co oni powiedzą, jeśli się dowiedzą, że to nie twoje dziecko?
-Nie zauważą, moja mama ma takie same oczy jak Artur, powiemy, że to za babcią.
Uśmiechnął się, a potem pocałował mnie...
-Będzie dobrze.
-Chciałabym w to uwierzyć....
Kiedy się do mnie wtuliła poczułem odrażający zapach piwa.
-Piłaś?!
Odsunąłem ją od siebie, by spojrzeć w jej oczy. Spuściła wzrok.
-Pytam się, piłaś?
-Nie..
-Kłamiesz! Ile?
-Pół
-Czyli jednak! Kto ci to sprzedał?!
-Nie powiem ci!
-Od kiedy mi nie ufasz?
-Ufam, ale...
-Ale co?
-Dobrze chcesz wiedzieć, tam w sklepie przy parku. I co z tym zrobisz?
-Nic, chciałem wiedzieć.
Nic dalej nie odpowiedziała, tylko poszła dróżką, nawet nie czekając na mnie. Podszedłem do niej, ale onja zamiast skręcić do mnie, skręciła w stronę swojego domu.
-Ej, gdzie idziesz?
-Do siebie.
Szedłem obok niej by zobaczyć co się stanie. Staliśmy już przed jej drzwiami, zachowywała sie jakby mnie nie zauważała, weszła do mieszkania i zatrzasnęła mi drzwi przed nosem.
*Oczami Mai*
Udawałam, że go nie widzę. Weszłam do domu. Matka była w domu, gdy mnie zobaczyła była zdziwiona i zawiedziona, ale nic nie powiedziała oprócz.
-Twoja poczta jest na stole.
Dostałam jakąś pocztę. Wzięłam pierwszą kopertę, była od Jenny. Łza spłynęła po moim policzku, przeczytałam ją data była dwa dni przed jej śmiercią.
Droga Maju
Wiem, że prawię się nie znamy, ale dziękuję, że wtedy mi pomogłaś.
Teraz chciałabym, abyś to przeczytała. Twój były chłopak,
chciał się ze mną umówić, jest bardzo miły, mam nadzieję, że nie
będziesz zła, jeżeli z nim pójdę, i będę się dobrze bawić.
Może, się potem spotkamy? Chciałabym, z tobą porozmawiać.
Buziaczki Jenny :)
Ona myślała, że on się chce się z nią umówić, a on ją zabił i oszukał. To straszne jak on mógł ją tak,podle wykorzystać. Zobaczyłam kolejną kopertę. Ze szpitala. O czym oni mi chcieli napisać?
Zaadresowane do Mai Dare:
Szanowna pani, chcielibyśmy pani pogratulować, ponieważ kiedy pani ostatnio znajdowała się pobita w naszym szpitalu, udało nam się uratować pani dziecko! Jeżeli pani o tym nie wiedziała informujemy panią, że jest pani w 3 tygodniu ciąży! Życzymy pani szczęścia!
Nie mogłam uwierzyć w to co właśnie przeczytałam. Ja w ciąży!? Zgniotłam szybko papier i rzuciłam na podłogę. Ryczałam, rzuciłam się na łóżko. Usłyszałam kroki, drzwi były otwarte, ale nie stąd dochodził dźwięk, spojrzałam przez okno. Niall wchodził na schody pożarowe. Wszedł przez okno.
-Czemu płaczesz?
-Nic.
-Jak zwykle z niczego, ale coś musiało się stać.
Zaczął rozglądać się po pokoju. Chwycił zgnieciony list. Otworzył go i przeczytał. Oczy zrobiły mu się szerokie.
-Jak to w ciąży?! Z kim?!
-Artura..
-Co? On cię zgwałcił?!
-Nie chcę o tym mówić...
-Tylko odpowiedz, chcę mieć pewność, by skopać tego dupka...
-Tak, ale nie zamierzam urodzić tego dziecka...
-Dlaczego?Chcesz je zabić?! Nie pozwolę ci na to!Co byś zrobiła gdybym był tobą i był w ciąży i chciał zrobić to samo?
-Ale nie jesteś...
-Ale gdybym był?
-Nie pozwoliłabym ci na to..
Spuściłam wzrok.
-Widzisz, kocham cię, i będę traktował Nasze dziecko
-Chyba raczej dziecko Artura
-Ale będę traktował jak swoje, założę się,że będzie miało twoje oczy, włosy, policzki...
-I charakter Artura...
-Nie oceniaj dziecka, po jego ojcu, wychowamy je inaczej...Ale najpierw musisz zaufać...
-Ufam, ale go nie chcę. Załatwię sobie aborcję...
-Nie zgadzam się na nią!
-Nigdy nie pokocham tego dziecka...
Chwycił mnie za rękę i pocałował ją.
-Ale ja już je pokochałem.
Pocałował mnie w policzek.
-Ale Niall..
-Żadnych ale,koteczku. Wychowamy to dziecko razem.
Dotknął mojej ręki, chwycił ją i przyłożył do brzuszka.
-A twoi rodzice, co oni powiedzą, jeśli się dowiedzą, że to nie twoje dziecko?
-Nie zauważą, moja mama ma takie same oczy jak Artur, powiemy, że to za babcią.
Uśmiechnął się, a potem pocałował mnie...
-Będzie dobrze.
-Chciałabym w to uwierzyć....
wtorek, 19 listopada 2013
Rozdział 35
*Oczami Nialla*
Wróciliśmy późno wieczorem. Ciocia Emma widząc nasze miny wiedziała, że lepiej nie pytać. Maja nie odzywała się do mnie, poszła do pokoju, usiadła na łóżku, i tylko milczała, jedynie łzy spływały teraz po jej twarzy. Patrzyłem na nią, ale ona mnie nie zauważała. Usiadłem obok niej, chciałem ją objąć, ale odsunęła się ode mnie. Wiedziałem, że teraz nie powinienem jej dotykać, rozmawiać z nią, tylko odejść i nic nie mówić. Lecz nie chciałem zostawić jej samej.
-Wiem, że jest ci teraz źle, z tym że on a umarła, mi też nie jest z tym dobrze, ale musimy sobie poradzić. Ja będę przy tobie.
-Aha, czyli chcesz powiedzieć, że wszystko będzie dobrze tak? Otóż nic nie będzie dobrze. Wiesz ile razy to słyszałam? Zawsze kiedy ktoś tak mówi, to potem odchodzi. Nic nie będzie takie same. Mam jej śmierć na sumieniu, i do końca życia to będzie tylko moja wina. Umarła przeze mnie, przez mój egoizm, i dbanie tylko o siebie. A ja nawet jej dobrze nie znałam....
-Jak możesz tak mówić?! Nigdy nie byłaś egoistką! Obwiniasz się za wszystko o co tylko możesz!Dbasz o wszystkich w okół,tylko nie o siebie!
Zacząłem na nią krzyczeć, pierwszy raz w życiu.
-Ty nic nie rozumiesz! Najwyraźniej nie obchodzi cię jej śmierć!
-Co?! Obchodzi mnie, też się o nią obwiniam! Ale obwiniając się nie sprowadzę jej znowu na ziemię!Maja, musimy zrobić coś by jej śmierć nie poszła na marne!
Chciałem chwycić ją za rękę, odsunęła ją szybkim ruchem ode mnie.
-Nie dotykaj mnie! Proszę... Wyjdź stąd chcę być sama.
Czułem się przez to wszystko źle, jak potwór. Pokłóciłem się z osobą na której zależało mi najbardziej. Stojąc w drzwiach, byłem na skraju załamania. Czułem że zraniłem ją jeszcze bardziej. Czułem się jak zwykły dupek.
-Kocham cię.
Powiedziałem i wyszedłem.
*Oczami Mai*
Nie rozumiał mnie. Byłam z tym wszystkim sama. Ciągle miałam obraz, Jenny w moich ramionach. Jak umierała. Zdążyła tylko wyszeptać do mojego ucha:"Dziękuję, że mi pomogłaś kiedy cię potrzebowałam, teraz ja pomogłam tobie". Jej głos... ciągle się odtwarzał na nowo w mojej głowie. Kiedy się pierwszy raz spotkałyśmy obiecywałam, że wszystko będzie dobrze, a teraz? Ona nie żyje. N i e - ż y j e. Czułam jak chcę odpłynąć. Zanurzyć się w inny świat, kompletnie inny... Taki, mój własny, ale jednak szczęśliwy. Wyszłam przez okno, i biegłam po ulicy. Weszłam do byle jakiego sklepu. Wyjęłam garść drobniaków i podałam sprzedawczyni.
-Dwa piwa.
Kobieta podała mi bez namysłu. Usiadłam na murku, i napiłam się łyka napoju. Smak był odrażający, ale to był jedyny sposób, aby się choć na chwilę odstresować. Podszedł do mnie starszy mężczyzna, usiadł obok mnie, wyjął piwo ze swojej torby.
-W twoim wieku, dziewczęta nie piją piwa. Coś musiało się stać. Chłopak?Przyjaciółka? Rodzice?
-Nic
Odparłam. Ale on nie przestawał pytać.
-Słuchaj, wiem o tym, że coś cię męczy. Wiem to bo przychodzę tu od 20 lat i nigdy cię nie widziałem, a mam pamięć do twarzy.
-Nic.Życie, już mnie po prostu przerasta.
-To znaczy?
-To znaczy... nie dawno mój były chłopak, chciał się na mnie zemścić....
-Ukradł ci coś, zranił cię?
-Nie gorzej... on zabił jedną dziewczynę, którą ledwo znałam. To moja wina... Nie chcę żyć.
-A masz dla kogo żyć?
-Tylko dla mojego chłopaka. Ale pokłóciłam się z nim.
-To skoro masz dla kogo żyć, to niby dlaczego masz umierać?
Wypiłam kolejnego łyka piwa.
-Obwiniał się pan kiedyś o czyjąś śmierć?
Spuścił wzrok, pogrzebał w kieszeni. Wyjął zdjęcie małej dziewczynki.
-To moja córeczka, Emily, śliczna co?
-Tak, urocz dziewczynka.
-Ona... ona nie żyje, a to wszystko moja wina.
-Co się stało.
-Mieliśmy wypadek samochodowy. Miała wtedy 8 lat. Poprosiła mnie czy mogłaby siedzieć z przodu. Zgodziłem się, stwierdziłem, że 2 kilometry to nie jest dużo i nic się nie stanie i wtedy...
Głos mu się załamał.
-I wtedy uderzył w nas samochód, akurat w ten bok co jechała Emily. Ja wyszedłem z tego, tylko z małym zadrapaniem, ale ona umarła. Obwiniałem się za to, moja żona także, po kilku miesiącach stwierdziła, że nie może żyć z człowiekiem, przez którego umarłą jej córka. Wzięliśmy rozwód. Popadłem w alkoholizm. Nie pozwól, abyś przez jeden wypadek, któremu nawet nie jesteś winna, zniszczył twoje życie. Odłóż to piwo, pójdź do chłopaka, bo jeżeli to jest twój jedyny powód do życia, to mu podziękuj, i powiedz, że go kochasz.
-Dziękuję panu.
Uśmiechnęłam się, i szłam w stronę, domu cioci Nialla. Spojrzałam w telefon. 20 nieodebranych połączeń od Irlandczyka. Ruszyłam w kierunku parku. Spojrzałam przed siebie. Zobaczyłam Horana, kopiącego w śmietnik i który klnie przy tym na cały świat. Pobiegłam w jego stronę i rzuciłam mu się na szyję.
-Niall, przepraszam nie powinnam się na ciebie wkurza...
-Ciii, mała, rozumiem.
Przytulił mnie mocno, i wtulił twarz w moją szyję.
-Dziękuję...
Wyszeptałam do jego ucha.
Wróciliśmy późno wieczorem. Ciocia Emma widząc nasze miny wiedziała, że lepiej nie pytać. Maja nie odzywała się do mnie, poszła do pokoju, usiadła na łóżku, i tylko milczała, jedynie łzy spływały teraz po jej twarzy. Patrzyłem na nią, ale ona mnie nie zauważała. Usiadłem obok niej, chciałem ją objąć, ale odsunęła się ode mnie. Wiedziałem, że teraz nie powinienem jej dotykać, rozmawiać z nią, tylko odejść i nic nie mówić. Lecz nie chciałem zostawić jej samej.
-Wiem, że jest ci teraz źle, z tym że on a umarła, mi też nie jest z tym dobrze, ale musimy sobie poradzić. Ja będę przy tobie.
-Aha, czyli chcesz powiedzieć, że wszystko będzie dobrze tak? Otóż nic nie będzie dobrze. Wiesz ile razy to słyszałam? Zawsze kiedy ktoś tak mówi, to potem odchodzi. Nic nie będzie takie same. Mam jej śmierć na sumieniu, i do końca życia to będzie tylko moja wina. Umarła przeze mnie, przez mój egoizm, i dbanie tylko o siebie. A ja nawet jej dobrze nie znałam....
-Jak możesz tak mówić?! Nigdy nie byłaś egoistką! Obwiniasz się za wszystko o co tylko możesz!Dbasz o wszystkich w okół,tylko nie o siebie!
Zacząłem na nią krzyczeć, pierwszy raz w życiu.
-Ty nic nie rozumiesz! Najwyraźniej nie obchodzi cię jej śmierć!
-Co?! Obchodzi mnie, też się o nią obwiniam! Ale obwiniając się nie sprowadzę jej znowu na ziemię!Maja, musimy zrobić coś by jej śmierć nie poszła na marne!
Chciałem chwycić ją za rękę, odsunęła ją szybkim ruchem ode mnie.
-Nie dotykaj mnie! Proszę... Wyjdź stąd chcę być sama.
Czułem się przez to wszystko źle, jak potwór. Pokłóciłem się z osobą na której zależało mi najbardziej. Stojąc w drzwiach, byłem na skraju załamania. Czułem że zraniłem ją jeszcze bardziej. Czułem się jak zwykły dupek.
-Kocham cię.
Powiedziałem i wyszedłem.
*Oczami Mai*
Nie rozumiał mnie. Byłam z tym wszystkim sama. Ciągle miałam obraz, Jenny w moich ramionach. Jak umierała. Zdążyła tylko wyszeptać do mojego ucha:"Dziękuję, że mi pomogłaś kiedy cię potrzebowałam, teraz ja pomogłam tobie". Jej głos... ciągle się odtwarzał na nowo w mojej głowie. Kiedy się pierwszy raz spotkałyśmy obiecywałam, że wszystko będzie dobrze, a teraz? Ona nie żyje. N i e - ż y j e. Czułam jak chcę odpłynąć. Zanurzyć się w inny świat, kompletnie inny... Taki, mój własny, ale jednak szczęśliwy. Wyszłam przez okno, i biegłam po ulicy. Weszłam do byle jakiego sklepu. Wyjęłam garść drobniaków i podałam sprzedawczyni.
-Dwa piwa.
Kobieta podała mi bez namysłu. Usiadłam na murku, i napiłam się łyka napoju. Smak był odrażający, ale to był jedyny sposób, aby się choć na chwilę odstresować. Podszedł do mnie starszy mężczyzna, usiadł obok mnie, wyjął piwo ze swojej torby.
-W twoim wieku, dziewczęta nie piją piwa. Coś musiało się stać. Chłopak?Przyjaciółka? Rodzice?
-Nic
Odparłam. Ale on nie przestawał pytać.
-Słuchaj, wiem o tym, że coś cię męczy. Wiem to bo przychodzę tu od 20 lat i nigdy cię nie widziałem, a mam pamięć do twarzy.
-Nic.Życie, już mnie po prostu przerasta.
-To znaczy?
-To znaczy... nie dawno mój były chłopak, chciał się na mnie zemścić....
-Ukradł ci coś, zranił cię?
-Nie gorzej... on zabił jedną dziewczynę, którą ledwo znałam. To moja wina... Nie chcę żyć.
-A masz dla kogo żyć?
-Tylko dla mojego chłopaka. Ale pokłóciłam się z nim.
-To skoro masz dla kogo żyć, to niby dlaczego masz umierać?
Wypiłam kolejnego łyka piwa.
-Obwiniał się pan kiedyś o czyjąś śmierć?
Spuścił wzrok, pogrzebał w kieszeni. Wyjął zdjęcie małej dziewczynki.
-To moja córeczka, Emily, śliczna co?
-Tak, urocz dziewczynka.
-Ona... ona nie żyje, a to wszystko moja wina.
-Co się stało.
-Mieliśmy wypadek samochodowy. Miała wtedy 8 lat. Poprosiła mnie czy mogłaby siedzieć z przodu. Zgodziłem się, stwierdziłem, że 2 kilometry to nie jest dużo i nic się nie stanie i wtedy...
Głos mu się załamał.
-I wtedy uderzył w nas samochód, akurat w ten bok co jechała Emily. Ja wyszedłem z tego, tylko z małym zadrapaniem, ale ona umarła. Obwiniałem się za to, moja żona także, po kilku miesiącach stwierdziła, że nie może żyć z człowiekiem, przez którego umarłą jej córka. Wzięliśmy rozwód. Popadłem w alkoholizm. Nie pozwól, abyś przez jeden wypadek, któremu nawet nie jesteś winna, zniszczył twoje życie. Odłóż to piwo, pójdź do chłopaka, bo jeżeli to jest twój jedyny powód do życia, to mu podziękuj, i powiedz, że go kochasz.
-Dziękuję panu.
Uśmiechnęłam się, i szłam w stronę, domu cioci Nialla. Spojrzałam w telefon. 20 nieodebranych połączeń od Irlandczyka. Ruszyłam w kierunku parku. Spojrzałam przed siebie. Zobaczyłam Horana, kopiącego w śmietnik i który klnie przy tym na cały świat. Pobiegłam w jego stronę i rzuciłam mu się na szyję.
-Niall, przepraszam nie powinnam się na ciebie wkurza...
-Ciii, mała, rozumiem.
Przytulił mnie mocno, i wtulił twarz w moją szyję.
-Dziękuję...
Wyszeptałam do jego ucha.
piątek, 15 listopada 2013
Rozdział 34
*Oczami Nialla*
-Co?! Jak to?! Skąd on może to wiedzieć, kim jest Jenny.
Byłem oburzony, najpierw chce Maję, a potem przystawia się do Jenny. Ten facet jest nie możliwy.
-Wiem skąd...Jak z nią rozmawialiśmy Sandra obok nas przechodziła. Podejrzewam, że to dzięki niej.
-Ale po co ona się w to miesza?
-Pamiętasz, jak mówiła, że zniszczy nam życie? Ona jest do takich, rzeczy zdolna.
Wtuliła się w moje ramiona.
-On... on powiedział, że mamy się jutro spotkać, o 17.00 w parku, bo inaczej... inaczej ją zabije.
-Idziemy do samochodu, tata zawiezie nas na lotnisko.
-A co jeżeli się spyta o co chodzi?
-Nie spyta, obiecuję.
Zeszliśmy szybko na dół.
-Tato zawieź nas na lotnisko, nie pytaj czemu.
-Ale..
-To sprawa życia i śmierci.
Weszliśmy do samochodu. Tata szybko ruszył samochód. Pół godziny później byliśmy już na lotnisku, kupiłem bilety i wylecieliśmy.
-Myślisz...że on ją zabije?
-Maja nie myśl tak, uratujemy ją.
-Jeżeli do niego wrócę.
-Nie wrócisz, nie pozwolę na to.
-Wątpię...
I tak skończyła się nasza rozmowa, nawet nie zdążyłem zaprzeczyć.
-Niall.
-Tak?
-Możesz pocałować mnie ostatni raz?
-Nie mów tak..
Sama mnie pocałowała, wplatając swoje ręce w moje włosy. Przedłużyłem pocałunek, obejmując ją .
Czułem się strasznie, możliwe że, zacząłem wierzyć w to co ona mówi. Po kilku godzinach byliśmy już na lotnisku w Bradford. Wziął Maję do cioci Emmy, tata miał do nie zadzwonić. Nie zostawiłbym teraz Mai samej...
*Oczami Mai*
Zatrzymaliśmy się na noc u cioci Nialla. Bałam się tego dnia. Bałam się o Jenny, Nialla, o wszystkich tylko nie o siebie.
Następnego dnia siedzieliśmy z Niallem, na kanapie. Przez cały dzień w milczeniu, czekając na tą godzinę, której oboje nie chcieliśmy. Zegar tykał, a z każdą sekundą, coraz więcej łez wylewało się z moich oczu.
Za chwilę miała wybić 16.30. Wychodziliśmy z domu do parku. Idąc także milczeliśmy, oboje baliśmy się i nie wiedzieliśmy co powiedzieć. Szliśmy przed siebie. Zauważyliśmy Artura trzymał Jenny, pod szyją a do jej głowy przyłożył pistolet.
-Jenny!
Chciałam do niej podbiec, lecz Niall mnie zatrzymał, wiedział, ze jeżeli to zrobi on strzeli do mnie, albo do niej.
-Puść ją, ona nie jest niczemu winna!
Krzyknął do niego Niall.
-Czego ode mnie znowu chcesz Artur, rób co chcesz tylko ją zostaw!
-Oj Maju, Maju ty się nigdy nie zmienisz. Nie chcę już Ciebie.
-Więc po co ją trzymasz!
-Jeszcze nie zrozumiałaś? Chcę ci zniszczyć życie. Pamiętaj ty jesteś za nią odpowiedzialna.
-Co?! Nie!! Zostaw ją!
Pobiegłam do niej, a on strzelił i uciekł. Przytuliłam jej martwe ciało. Martwe...młode ciało. Płakałam nad nią. Nawet nie płakałam, ja po prostu ryczałam. Wiedziałam, że to tylko moja wina. Myślałam tylko o sobie. Irlandczyk podszedł do mnie, uklęknął obok mnie, on też płakał. Objął mnie ramieniem. Tylko on mi został.
-To wszystko moja wina, nie powinnam, z tobą uciekać. Powinnam zostać, i znów być niewolnicą Artura, ale ona by żyła.
-Nie obwiniaj się.
-Ale to wszystko,to tylko moja wina.
-Moja też.
-Nie prawda...
Ludzie zaczęli się zbierać na około nas. Nie zauważałam ich. Klęczałam, obok niego i przytulając jej ciało. Wtedy nic się nie liczyło, czy oskarżą mnie o zabójstwo, czy kogoś innego. Zjawiła się policja. Zawieźli mnie i Nialla na posterunek. Byłam roztrzęsiona i rozdarta. Na szczęście był przy mnie Horan, inaczej bym się załamała. Chciałabym być ciągle przy Jenny, wiem, że to by i tak nic nie zmieniło, to by jej nie wróciło życia.
-Kim była zabita dziewczyna?
Zaczęło się przesłuchanie.
-To była Jenny... Jenny Case.
-Co robiliście na miejscu zdarzenia?
Zaczęłam się trząść, i płakać, Niall położył dłoń na moim ramieniu.
-Spokojnie, ja mam powiedzieć?
-Tak, powiedz. Dziękuję.
Spojrzałam na niego. Też był zdenerwowany.
-No więc, byliśmy oboje w Irlandii.
-Wiesz o tym, że masz mówić samą prawdę?
-Przecież mówię! Byliśmy u moich rodziców.
-Dlaczego?
-By uciec przed tym psychopatą, czyli byłym Mai.
-Czy to ma jakikolwiek związek z sprawą?
-Tak i to wielki, no więc, to jest Artur. On kiedyś, zanim się poznaliśmy bił, i poniżał Maję. Potem, chciałem jej pomóc, zakochałem się w niej, a ona we mnie. Zostaliśmy parą, jednak on nie dawał za wygraną. Ciągle nas prześladował. W końcu stwierdził, że będzie szantażował ją. Powiedział jej, że albo do niego wróci albo...albo mnie zabije. Wybrała, że do niego wróci, choć nie musiała. Mówiła mi, że poszli do jakiejś alejki, i Artur załatwiał tam jakieś brudne interesy. Jeden z jego "kumpli" próbował dobierać się do Mai. Ona mu uciekła, a Artur pobił ją, uznając to za ucieczkę przed nim. Była tak pobita, że musiała pojechać do szpitala...
-Dlaczego nie poszłaś z tym na policję?
-Bo...bo się bałam.
-Czego?
-Artu..Artura.
-Chcesz teraz ty mówić, czy nadal twój chłopak ma opowiadać.?
-On niech mówi.
Wtuliłam się w jego ramiona.
-Poprosiłem aby była wypisana jeden dzień wcześniej, o ile jej stan zdrowia by na to pozwalał. Zgodzili się. Pożyczyłem samochód brata i wyjechałem do Irlandii wraz z nią. Po dwóch dniach, zadzwonił z wiadomością, że ma Jenny. Wyjechaliśmy z Mullingar, poszliśmy do parku, bo tam się umówiliśmy. Maja chciała już do niego wrócić, nie pozwoliłbym jej na to, ale spróbowałbym uratować Jenny, jednak przyłożył jej tylko pistolet do skroni i ...i strzelił.
Łzy spływały mu po policzku, płakał teraz razem ze mną.
-Przepraszam...
Przytuliłam go. Wyszliśmy z posterunku, mieliśmy się jutro tam być jutro. Wyjechać będziemy mogli dopiero kiedy sprawa się skończy. Myślałam, że rozdział życia z Arturem był już zamknięty...
-Co?! Jak to?! Skąd on może to wiedzieć, kim jest Jenny.
Byłem oburzony, najpierw chce Maję, a potem przystawia się do Jenny. Ten facet jest nie możliwy.
-Wiem skąd...Jak z nią rozmawialiśmy Sandra obok nas przechodziła. Podejrzewam, że to dzięki niej.
-Ale po co ona się w to miesza?
-Pamiętasz, jak mówiła, że zniszczy nam życie? Ona jest do takich, rzeczy zdolna.
Wtuliła się w moje ramiona.
-On... on powiedział, że mamy się jutro spotkać, o 17.00 w parku, bo inaczej... inaczej ją zabije.
-Idziemy do samochodu, tata zawiezie nas na lotnisko.
-A co jeżeli się spyta o co chodzi?
-Nie spyta, obiecuję.
Zeszliśmy szybko na dół.
-Tato zawieź nas na lotnisko, nie pytaj czemu.
-Ale..
-To sprawa życia i śmierci.
Weszliśmy do samochodu. Tata szybko ruszył samochód. Pół godziny później byliśmy już na lotnisku, kupiłem bilety i wylecieliśmy.
-Myślisz...że on ją zabije?
-Maja nie myśl tak, uratujemy ją.
-Jeżeli do niego wrócę.
-Nie wrócisz, nie pozwolę na to.
-Wątpię...
I tak skończyła się nasza rozmowa, nawet nie zdążyłem zaprzeczyć.
-Niall.
-Tak?
-Możesz pocałować mnie ostatni raz?
-Nie mów tak..
Sama mnie pocałowała, wplatając swoje ręce w moje włosy. Przedłużyłem pocałunek, obejmując ją .
Czułem się strasznie, możliwe że, zacząłem wierzyć w to co ona mówi. Po kilku godzinach byliśmy już na lotnisku w Bradford. Wziął Maję do cioci Emmy, tata miał do nie zadzwonić. Nie zostawiłbym teraz Mai samej...
*Oczami Mai*
Zatrzymaliśmy się na noc u cioci Nialla. Bałam się tego dnia. Bałam się o Jenny, Nialla, o wszystkich tylko nie o siebie.
Następnego dnia siedzieliśmy z Niallem, na kanapie. Przez cały dzień w milczeniu, czekając na tą godzinę, której oboje nie chcieliśmy. Zegar tykał, a z każdą sekundą, coraz więcej łez wylewało się z moich oczu.
Za chwilę miała wybić 16.30. Wychodziliśmy z domu do parku. Idąc także milczeliśmy, oboje baliśmy się i nie wiedzieliśmy co powiedzieć. Szliśmy przed siebie. Zauważyliśmy Artura trzymał Jenny, pod szyją a do jej głowy przyłożył pistolet.
-Jenny!
Chciałam do niej podbiec, lecz Niall mnie zatrzymał, wiedział, ze jeżeli to zrobi on strzeli do mnie, albo do niej.
-Puść ją, ona nie jest niczemu winna!
Krzyknął do niego Niall.
-Czego ode mnie znowu chcesz Artur, rób co chcesz tylko ją zostaw!
-Oj Maju, Maju ty się nigdy nie zmienisz. Nie chcę już Ciebie.
-Więc po co ją trzymasz!
-Jeszcze nie zrozumiałaś? Chcę ci zniszczyć życie. Pamiętaj ty jesteś za nią odpowiedzialna.
-Co?! Nie!! Zostaw ją!
Pobiegłam do niej, a on strzelił i uciekł. Przytuliłam jej martwe ciało. Martwe...młode ciało. Płakałam nad nią. Nawet nie płakałam, ja po prostu ryczałam. Wiedziałam, że to tylko moja wina. Myślałam tylko o sobie. Irlandczyk podszedł do mnie, uklęknął obok mnie, on też płakał. Objął mnie ramieniem. Tylko on mi został.
-To wszystko moja wina, nie powinnam, z tobą uciekać. Powinnam zostać, i znów być niewolnicą Artura, ale ona by żyła.
-Nie obwiniaj się.
-Ale to wszystko,to tylko moja wina.
-Moja też.
-Nie prawda...
Ludzie zaczęli się zbierać na około nas. Nie zauważałam ich. Klęczałam, obok niego i przytulając jej ciało. Wtedy nic się nie liczyło, czy oskarżą mnie o zabójstwo, czy kogoś innego. Zjawiła się policja. Zawieźli mnie i Nialla na posterunek. Byłam roztrzęsiona i rozdarta. Na szczęście był przy mnie Horan, inaczej bym się załamała. Chciałabym być ciągle przy Jenny, wiem, że to by i tak nic nie zmieniło, to by jej nie wróciło życia.
-Kim była zabita dziewczyna?
Zaczęło się przesłuchanie.
-To była Jenny... Jenny Case.
-Co robiliście na miejscu zdarzenia?
Zaczęłam się trząść, i płakać, Niall położył dłoń na moim ramieniu.
-Spokojnie, ja mam powiedzieć?
-Tak, powiedz. Dziękuję.
Spojrzałam na niego. Też był zdenerwowany.
-No więc, byliśmy oboje w Irlandii.
-Wiesz o tym, że masz mówić samą prawdę?
-Przecież mówię! Byliśmy u moich rodziców.
-Dlaczego?
-By uciec przed tym psychopatą, czyli byłym Mai.
-Czy to ma jakikolwiek związek z sprawą?
-Tak i to wielki, no więc, to jest Artur. On kiedyś, zanim się poznaliśmy bił, i poniżał Maję. Potem, chciałem jej pomóc, zakochałem się w niej, a ona we mnie. Zostaliśmy parą, jednak on nie dawał za wygraną. Ciągle nas prześladował. W końcu stwierdził, że będzie szantażował ją. Powiedział jej, że albo do niego wróci albo...albo mnie zabije. Wybrała, że do niego wróci, choć nie musiała. Mówiła mi, że poszli do jakiejś alejki, i Artur załatwiał tam jakieś brudne interesy. Jeden z jego "kumpli" próbował dobierać się do Mai. Ona mu uciekła, a Artur pobił ją, uznając to za ucieczkę przed nim. Była tak pobita, że musiała pojechać do szpitala...
-Dlaczego nie poszłaś z tym na policję?
-Bo...bo się bałam.
-Czego?
-Artu..Artura.
-Chcesz teraz ty mówić, czy nadal twój chłopak ma opowiadać.?
-On niech mówi.
Wtuliłam się w jego ramiona.
-Poprosiłem aby była wypisana jeden dzień wcześniej, o ile jej stan zdrowia by na to pozwalał. Zgodzili się. Pożyczyłem samochód brata i wyjechałem do Irlandii wraz z nią. Po dwóch dniach, zadzwonił z wiadomością, że ma Jenny. Wyjechaliśmy z Mullingar, poszliśmy do parku, bo tam się umówiliśmy. Maja chciała już do niego wrócić, nie pozwoliłbym jej na to, ale spróbowałbym uratować Jenny, jednak przyłożył jej tylko pistolet do skroni i ...i strzelił.
Łzy spływały mu po policzku, płakał teraz razem ze mną.
-Przepraszam...
Przytuliłam go. Wyszliśmy z posterunku, mieliśmy się jutro tam być jutro. Wyjechać będziemy mogli dopiero kiedy sprawa się skończy. Myślałam, że rozdział życia z Arturem był już zamknięty...
środa, 13 listopada 2013
Rozdział 33
*Oczami Sandry*
-Znalazłam! Mam sposób jak rozdzielić Maję i Nialla!
Wykrzyknęła.
-Ale oni są teraz w Irlandii.
Odpowiedziała mi Laura.
-Jak to! No dobrze to teraz nie istotne. Otóż znalazłam byłego Mai, tego całego Artura. Umówiłam się z nim dzisiaj, w kawiarence. On ma niby coś na nich.
-To wspaniale, ale czy naprawdę chcesz niszczyć im życie, przecież widać, że są w sobie zakochani.
-Bredzisz! On zapłaci mi za tą zniewagę!
-Ale..
-Żadnych ale Wera! Wyznaczyłam sobie Niall'a za cel, to go osiągnę!
Odeszłam od nich. Nie miałam zamiaru siedzieć w jednym pomieszczeniu z takimi idiotami. Dlaczego w ogóle się z nimi przyjaźnię?!
*W kawiarni z Arturem*
Usiadłam przy stoliku, czekając na tego chłopaka. Spóźniał się już. Jak on mógł sobie na takie coś pozwolić! Zamówiłam sobie kawę, zanim przyszedł zdążyłam ją całą wypić. Usiadł na przeciw mnie. Widziałam go pierwszy raz. Był przystojny. Czarne włosy postawione ku górze, kilkudniowy zarost dodawał mu, wyglądu bad boya. Ubrany w czarną, skórzaną kurtkę, czarny podkoszulek, czarne rurki, i czarne tenisówki.
-Ty jesteś ta całą Sandra?
-Tak ja jestem "ta cała" Sandra.
Zirytowało mnie trochę jego zachowanie.
*Oczami Artura*
Spotkałem się z tą laską która niby miała mi coś powiedzieć o Mai. Wydawała się bardzo dobrze wychowana, choć skoro się ze mną umówiła to musiałem się mylić.
-No to mów, to co miałaś.
-Wiem gdzie są teraz Maja i Niall.
-Nie obchodzi mnie to, ona ma przyjechać do mnie! Nie będę za nią latał po świecie i za tym jej chłoptasiem, którego nazywa mężczyzną. Znasz jakiś ich, albo jej znajomych?
-Znaczy wiem, że spotkała Jenny Case, mam jej numer w telefonie, dać ci?
-Tak! Powiedz mi jeszcze, gdzie mniej więcej oni są.
-W okolicach Mullingar, to takie zadupie w Irlandii.
-Świetnie nie będą musieli długo jechać!
Wyjęła z kieszeni, Xperie i podawała mi numer, tej dziewczyny.
-Daj jeszcze swój.
-Po co?
-Bo muszę sie jeszcze z tobą skontaktować.
Podała mi go, lecz już z większym podejrzeniem. Pożegnaliśmy się, i wróciłem do domu.
*Oczami Mai*
Obudziłam się w jego łóżku, właściwie to o mnie obudził, próbując "cicho" się obok mnie położyć.
-Niall, idź sobie ja chcę jeszcze pospać, a znając życie ty mi na to nie pozwolisz.
-Spanie jest ważniejsze ode mnie.
-Oj dobrze wiesz, że tak nie jest. Dobra jak już musisz to leż, tylko mnie nie budź.
Położył się, i przytulił mnie do siebie.
-I już nie usnę... Jak zwykle.
-Oj przestań.
Pocałował mnie w policzek.
-Idź sobie lizusie...
-Nie, to moje łóżko, a ja każe ci w nim zostać.
Znów mnie pocałował. Leżał obok mnie, przytulając mnie lekko, ale tak by wystarczyło bym nie uciekła.
-Puść mnie, chcę się ubrać!
-Dopiero co chciałaś spać!
-Musisz być taki pamiętliwy, i pyskaty?!
-O kotek wyciągnął pazurki.
-Tak, i kotek zaraz cię podrapie. Puść mnie już!
-Nie.
-Dobra, sam chciałeś.
Ugryzłam go w rękę.
-Au!
-Mówiłam!
Zdjął rękę z mojego brzucha. Pobiegłam do łazienki, by się przebrać. Niall zapukał do drzwi.
-Otwórz, muszę coś wsiąść.
-Co? Podam ci.
-Ale to jest schowane.
Otworzyłam drzwi. Kiedy to zrobiłam Niall się na mnie spojrzał i uśmiechnął.

-Dlaczego się tak na mnie patrzysz?
Spytałam z lekkim podejrzeniem.
-Jesteś w samej bieliźnie.
Zupełnie o tym zapomniałam,Uśmiechnął się znowu.
-O boże, wyjdź stąd na chwilę.
-Ale czemu?
Spojrzałam na niego trochę poirytowana.
-Naprawdę nie wiesz? Wyjdź, minuta.
Szybko się ubrałam. Otworzyłam ponownie drzwi.
-No to wejdź już.
-Mogłaś się nie ubierać.
-Nawet nie zaczynaj!
-Dobra.
Powiedział skruszony. Umyliśmy razem zęby i poszliśmy na śniadanie. Niall oczywiście, wziął dwa, albo nawet trzy razy tyle co ja. Nigdy nie wiedziałam jak on to robi, że jest nadal ciągle szczupły.
*Oczami Nialla*
Po śniadaniu, poszliśmy do salonu. Oglądaliśmy film, kiedy włączałem Maja do mnie podeszła:
-Znowu horror? Nie masz już dość?
-A ty?
-Nie
-No to widzisz.
Włączyłem. Po filmie, Maja poszła do pokoju. Rozmawiała przez telefon. Kiedy skończyła, zaczęła płakać skulona.
-Maja co jest?
-On... on ma Jenny.
-Znalazłam! Mam sposób jak rozdzielić Maję i Nialla!
Wykrzyknęła.
-Ale oni są teraz w Irlandii.
Odpowiedziała mi Laura.
-Jak to! No dobrze to teraz nie istotne. Otóż znalazłam byłego Mai, tego całego Artura. Umówiłam się z nim dzisiaj, w kawiarence. On ma niby coś na nich.
-To wspaniale, ale czy naprawdę chcesz niszczyć im życie, przecież widać, że są w sobie zakochani.
-Bredzisz! On zapłaci mi za tą zniewagę!
-Ale..
-Żadnych ale Wera! Wyznaczyłam sobie Niall'a za cel, to go osiągnę!
Odeszłam od nich. Nie miałam zamiaru siedzieć w jednym pomieszczeniu z takimi idiotami. Dlaczego w ogóle się z nimi przyjaźnię?!
*W kawiarni z Arturem*
Usiadłam przy stoliku, czekając na tego chłopaka. Spóźniał się już. Jak on mógł sobie na takie coś pozwolić! Zamówiłam sobie kawę, zanim przyszedł zdążyłam ją całą wypić. Usiadł na przeciw mnie. Widziałam go pierwszy raz. Był przystojny. Czarne włosy postawione ku górze, kilkudniowy zarost dodawał mu, wyglądu bad boya. Ubrany w czarną, skórzaną kurtkę, czarny podkoszulek, czarne rurki, i czarne tenisówki.
-Ty jesteś ta całą Sandra?
-Tak ja jestem "ta cała" Sandra.
Zirytowało mnie trochę jego zachowanie.
*Oczami Artura*
Spotkałem się z tą laską która niby miała mi coś powiedzieć o Mai. Wydawała się bardzo dobrze wychowana, choć skoro się ze mną umówiła to musiałem się mylić.
-No to mów, to co miałaś.
-Wiem gdzie są teraz Maja i Niall.
-Nie obchodzi mnie to, ona ma przyjechać do mnie! Nie będę za nią latał po świecie i za tym jej chłoptasiem, którego nazywa mężczyzną. Znasz jakiś ich, albo jej znajomych?
-Znaczy wiem, że spotkała Jenny Case, mam jej numer w telefonie, dać ci?
-Tak! Powiedz mi jeszcze, gdzie mniej więcej oni są.
-W okolicach Mullingar, to takie zadupie w Irlandii.
-Świetnie nie będą musieli długo jechać!
Wyjęła z kieszeni, Xperie i podawała mi numer, tej dziewczyny.
-Daj jeszcze swój.
-Po co?
-Bo muszę sie jeszcze z tobą skontaktować.
Podała mi go, lecz już z większym podejrzeniem. Pożegnaliśmy się, i wróciłem do domu.
*Oczami Mai*
Obudziłam się w jego łóżku, właściwie to o mnie obudził, próbując "cicho" się obok mnie położyć.
-Niall, idź sobie ja chcę jeszcze pospać, a znając życie ty mi na to nie pozwolisz.
-Spanie jest ważniejsze ode mnie.
-Oj dobrze wiesz, że tak nie jest. Dobra jak już musisz to leż, tylko mnie nie budź.
Położył się, i przytulił mnie do siebie.
-I już nie usnę... Jak zwykle.
-Oj przestań.
Pocałował mnie w policzek.
-Idź sobie lizusie...
-Nie, to moje łóżko, a ja każe ci w nim zostać.
Znów mnie pocałował. Leżał obok mnie, przytulając mnie lekko, ale tak by wystarczyło bym nie uciekła.
-Puść mnie, chcę się ubrać!
-Dopiero co chciałaś spać!
-Musisz być taki pamiętliwy, i pyskaty?!
-O kotek wyciągnął pazurki.
-Tak, i kotek zaraz cię podrapie. Puść mnie już!
-Nie.
-Dobra, sam chciałeś.
Ugryzłam go w rękę.
-Au!
-Mówiłam!
Zdjął rękę z mojego brzucha. Pobiegłam do łazienki, by się przebrać. Niall zapukał do drzwi.
-Otwórz, muszę coś wsiąść.
-Co? Podam ci.
-Ale to jest schowane.
Otworzyłam drzwi. Kiedy to zrobiłam Niall się na mnie spojrzał i uśmiechnął.

-Dlaczego się tak na mnie patrzysz?
Spytałam z lekkim podejrzeniem.
-Jesteś w samej bieliźnie.
Zupełnie o tym zapomniałam,Uśmiechnął się znowu.
-O boże, wyjdź stąd na chwilę.
-Ale czemu?
Spojrzałam na niego trochę poirytowana.
-Naprawdę nie wiesz? Wyjdź, minuta.
Szybko się ubrałam. Otworzyłam ponownie drzwi.
-No to wejdź już.
-Mogłaś się nie ubierać.
-Nawet nie zaczynaj!
-Dobra.
Powiedział skruszony. Umyliśmy razem zęby i poszliśmy na śniadanie. Niall oczywiście, wziął dwa, albo nawet trzy razy tyle co ja. Nigdy nie wiedziałam jak on to robi, że jest nadal ciągle szczupły.
*Oczami Nialla*
Po śniadaniu, poszliśmy do salonu. Oglądaliśmy film, kiedy włączałem Maja do mnie podeszła:
-Znowu horror? Nie masz już dość?
-A ty?
-Nie
-No to widzisz.
Włączyłem. Po filmie, Maja poszła do pokoju. Rozmawiała przez telefon. Kiedy skończyła, zaczęła płakać skulona.
-Maja co jest?
-On... on ma Jenny.
wtorek, 12 listopada 2013
Rozdział 32
*Oczami Nialla*
Przy lotnisku, czekała już na nas taksówka, która miała zawieźć nas do galerii. Walizki były już spakowane do samochodu. Maja, po wyjściu z samolotu, milczała. To była nie przyjemna cisza, postanowiłem ją złamać.
-Czemu się nie odzywasz?
-Nic, nadal jestem w lekkim szoku.
-Mam nadzieję, że się nie gniewasz, za to że cię odepchnąłem.
-Nie, nie potrafiłabym się na ciebie długo gniewać, przecież wiesz.
Pocałowała mnie. Weszliśmy do samochodu i pojechaliśmy w stronę Dublińskiego centrum handlowego. Nie chciałem wracać do domu po 9 miesiącach rozłąki z pustymi rękami do domu. Weszliśmy do sklepu z drobiazgami. Maja pomagała wybierać mi coś dla mamy. Na półkach było mnóstwo szklanych drobiazgów, bałem się przechodzić wśród tych rzeczy, bo jestem niezdarą i mógłbym wszystko strącić. A te wszystkie rzeczy zbite na pewno nie wyszłyby tanio. Maja jednak, mimo wszystko czuła się tu jak ryba w wodzie, w sumie nie ma się co dziwić, przecież jest kobietą.
-A może to?
Pokazywała mi szklanego słonika z podniesioną trąbą.
-A możemy kupić coś bardziej, no wiesz Irlandzkiego?
Odłożyła przedmiot i szukała dalej. W końcu pokazała mi krasnoludka, z blond włosami, z garnkiem złota.
-Zobacz wygląda tak jak ty!
-Obrażasz mnie sugerując, że jestem niski czy to jest komplement, że jestem Irlandczykiem?
-Sama nie wiem. To bierzemy to?
-Dobra, a teraz coś dla taty.
Znów zaczęła szperać coś między regałami.
-Tym razem coś, wiesz, Brytyjskiego. Tata zawsze chciał zwiedzić Londyn.
Pokiwała głową. Po kilku minutach podeszła do mnie.
-Chodźmy do innego sklepu, tu nic nie znajdę.
Zapłaciłem za jeden z prezentów i wyszliśmy. W następnym sklepie Maja szybko się zaznajomiła z towarem. Zaczęła pokazywać mi małe figurki Big Bena, czy zamku królewskiego.
-Jesteś strasznie wybredny.
-Nie prawda.
Założyła rękę na rękę i spojrzała na mnie, tym swoim przeszywającym wzrokiem.
-Szukaj sobie sam. Idę stąd.
-A znasz choć trochę te miasto.
Tu się zagubiła.
-Yyyy... nie.
-Czyli zostajesz?
-A mam wybór?
Nie miała, objąłem ją ramieniem i pogłaskałem po włosach. W końcu ja sam coś znalazłem. To był album z zdjęciami panoramy Londynu. Maja chciała już wychodzić z galerii, lecz zatrzymałem ją. Stwierdziłem, że należy jej się coś nowego, za to, że mi pomagała.
-Wybierz coś sobie.
Zaczęła szybko uwijać się między wieszakami. poruszała się jak torpeda, choć jak coś sobie upatrzyła to patrzała na to długo. To chyba jest naturalne środowisko kobiety, sklep z ubraniami i wyprzedażami.
Wyciągnęła z wieszaka sweterek w paski.
-A to? Co o tym myślisz?
-Naprawdę chcesz ukrywać taką figurę pod za dużym swetrem?
-Dobrze wiesz, że tak nie jest. To wziąć go czy nie?
-Jak chcesz to bierz. Ja bym raczej wybrał dla ciebie to.
Pokazałem jej bardzo krótką, i obcisłą sukienkę z dużym dekoltem. Spojrzała na mnie poirytowanymi oczami.
-No chyba nie, kotku.
-Ale dlaczego?!
-Bo tak mówię!
Wzięła to co sama wybrała i poszliśmy do kasy. Zapłaciłem, a ona wyszła zadowolona ze sklepu. Weszliśmy do ponownie zamówionej taksówki.
-Do Mullingar.
I wyjechaliśmy.
-Jaka...jaka jest twoja rodzina?
-Moja rodzina? Jest cudowna, taka do której zawsze możesz się zwrócić gdy masz jakikolwiek problem. Oczywiście zdarzają się kłótnie, ale nigdy nie trwają długo.
Maja spuściła wzrok.
-Zawsze marzyłam o takiej rodzinie. Gdybym taką miała, na pewno od razu poradziłabym sobie z sprawą z Arturem. Może nawet nie trzeba by było nic załatwiać, bo by mi doradzili żebym zerwała z nim wcześniej. Teraz ty jesteś moją rodziną, za co ci bardzo dziękuję.
Wtuliła się w mój tors. Pogłaskałem ją po włosach i pocałowałem w usta.
-Nie zrań, mnie Niall.
-Zbyt cię kocham by to zrobić.
*Oczami Mai*
Kiedy dojechaliśmy do jego domu, Niall zapłacił za taksówkę. Podeszliśmy do drzwi, w które on zapukał. Zza drzwi wychyliła się kobieta. Która przytuliła swojego syna.
-Niall, mój kochany.
Ucałowała go w czoło.
-Mamo... jestem z dziewczyną.
Powiedział zawstydzony. Nawet nie wiedział, jak bardzo pragnęłam aby moja mama, tak mnie zawstydzała.
-O to ty musisz być tą Mają którą, on tak wychwala jaka ty jesteś mądra, piękna i cudowna!
-Dzień dobry.
Powiedziałam nieśmiało. Mama Horana, zaprosiła nas do środka. Mieszkanie było bardzo ładnie wystrojone, tak bardzo zwyczajnie. Na szafkach były zdjęcia Nialla, Grega, Theo i reszty rodziny Horanów.




Mama Nialla zaczynała powoli przynosić jedzenie z kuchni.
-Mogę pomóc?
Spytałam się, a ta podała mi z uśmiechem, tacę z kanapkami. Mój chłopak usiadł na kanapie, obok swojego taty i rozmawiali. Kiedy wszystko poznosiłyśmy usiadłam, obok niego, a ten mnie pocałował i posadził sobie na kolanach.
-I jak tam Emma?
Spytał zaciekawiony tata Horana.
-Z ciocią jest bardzo dobrze. Nic się prawie nie zmieniła, tylko zerwała z Dylanem.
-Jak to? Przecież byli taką udaną parą, już myślałam, że nie długo jej się oświadczy!
Przerwała mu w połowie zdania jego mama.
-Dobrze, pewnie jesteście już zmęczeni, po tak długiej podróży.Przecież z Bardford do Mullingar jest jakieś kilka dobrych, godzin drogi!
-Zatrzymaliśmy się u Grega.
-I nic nam o tym nie powiedział? Będę musiała z nim porozmawiać. Jak tam mój mały wnuczek?
-Theo? Coraz bardziej rośnie, nawet wykonał kilka kroczków w stronę Mai. Prawda kotku?
-Co?... Yyy tak.
Uśmiechnęłam się.
-Widzę, że jesteś zmęczona, idźcie się już położyć spać. Niall, Maja zajmie twoje łóżko, a ty będziesz spał na kanapie.
-Co?! Przecież mogę spać z nią w jednym łóżku! Przecież jest moją dziewczyną.
Jego tata wziął sprawę w swoje ręce.
-O nie, nie młodzieńcze. Myślisz, że nie wiem co ci łazi po głowie? Mai może nie, ale tobie? Jesteś młody i rozumiem to, ale śpisz na kanapie.
-Ale..
-Żadnych ale, nie słyszałeś co ojciec powiedział.
-Ale ja naprawdę mogę spać na kanapie, przecież on jest u siebie.
Powiedziałam.
-Nie, nie nie ty jesteś gościem i będziesz spała w normalnym łóżku.
Ciągle zaprzeczała pani Horan. W końcu jej uległam, przebrałam się w piżamę i poszłam do jego pokoju by położyć się spać. Pokój był średni, ale łóżko bardzo duże, tak że zmieściły by się na nim spokojnie dwie osoby. Przykryłam się kołdrą, która pachniała Niallem. Zaciągnęłam się tym zapachem, i czułam jakby był obok mnie. Wtuliłam się w poduszkę. Słyszałam jak na dole gasną światła. Spojrzałam na zegarek była już 24.00. Usłyszałam kroki. Do pokoju wszedł Nialler w samych bokserkach.
-Śpisz?
-Nie.
Posunęłam mu się i położyłam swoją głowę w jego ramiona. Zaczął mnie całować. Po chwili, do pokoju wszedł tata Nialla.
-Horan na kanapę, jazda!
I zostałam sama...
Przy lotnisku, czekała już na nas taksówka, która miała zawieźć nas do galerii. Walizki były już spakowane do samochodu. Maja, po wyjściu z samolotu, milczała. To była nie przyjemna cisza, postanowiłem ją złamać.
-Czemu się nie odzywasz?
-Nic, nadal jestem w lekkim szoku.
-Mam nadzieję, że się nie gniewasz, za to że cię odepchnąłem.
-Nie, nie potrafiłabym się na ciebie długo gniewać, przecież wiesz.
Pocałowała mnie. Weszliśmy do samochodu i pojechaliśmy w stronę Dublińskiego centrum handlowego. Nie chciałem wracać do domu po 9 miesiącach rozłąki z pustymi rękami do domu. Weszliśmy do sklepu z drobiazgami. Maja pomagała wybierać mi coś dla mamy. Na półkach było mnóstwo szklanych drobiazgów, bałem się przechodzić wśród tych rzeczy, bo jestem niezdarą i mógłbym wszystko strącić. A te wszystkie rzeczy zbite na pewno nie wyszłyby tanio. Maja jednak, mimo wszystko czuła się tu jak ryba w wodzie, w sumie nie ma się co dziwić, przecież jest kobietą.
-A może to?
Pokazywała mi szklanego słonika z podniesioną trąbą.
-A możemy kupić coś bardziej, no wiesz Irlandzkiego?
Odłożyła przedmiot i szukała dalej. W końcu pokazała mi krasnoludka, z blond włosami, z garnkiem złota.
-Zobacz wygląda tak jak ty!
-Obrażasz mnie sugerując, że jestem niski czy to jest komplement, że jestem Irlandczykiem?
-Sama nie wiem. To bierzemy to?
-Dobra, a teraz coś dla taty.
Znów zaczęła szperać coś między regałami.
-Tym razem coś, wiesz, Brytyjskiego. Tata zawsze chciał zwiedzić Londyn.
Pokiwała głową. Po kilku minutach podeszła do mnie.
-Chodźmy do innego sklepu, tu nic nie znajdę.
Zapłaciłem za jeden z prezentów i wyszliśmy. W następnym sklepie Maja szybko się zaznajomiła z towarem. Zaczęła pokazywać mi małe figurki Big Bena, czy zamku królewskiego.
-Jesteś strasznie wybredny.
-Nie prawda.
Założyła rękę na rękę i spojrzała na mnie, tym swoim przeszywającym wzrokiem.
-Szukaj sobie sam. Idę stąd.
-A znasz choć trochę te miasto.
Tu się zagubiła.
-Yyyy... nie.
-Czyli zostajesz?
-A mam wybór?
Nie miała, objąłem ją ramieniem i pogłaskałem po włosach. W końcu ja sam coś znalazłem. To był album z zdjęciami panoramy Londynu. Maja chciała już wychodzić z galerii, lecz zatrzymałem ją. Stwierdziłem, że należy jej się coś nowego, za to, że mi pomagała.
-Wybierz coś sobie.
Zaczęła szybko uwijać się między wieszakami. poruszała się jak torpeda, choć jak coś sobie upatrzyła to patrzała na to długo. To chyba jest naturalne środowisko kobiety, sklep z ubraniami i wyprzedażami.
Wyciągnęła z wieszaka sweterek w paski.
-A to? Co o tym myślisz?
-Naprawdę chcesz ukrywać taką figurę pod za dużym swetrem?
-Dobrze wiesz, że tak nie jest. To wziąć go czy nie?
-Jak chcesz to bierz. Ja bym raczej wybrał dla ciebie to.
Pokazałem jej bardzo krótką, i obcisłą sukienkę z dużym dekoltem. Spojrzała na mnie poirytowanymi oczami.
-No chyba nie, kotku.
-Ale dlaczego?!
-Bo tak mówię!
Wzięła to co sama wybrała i poszliśmy do kasy. Zapłaciłem, a ona wyszła zadowolona ze sklepu. Weszliśmy do ponownie zamówionej taksówki.
-Do Mullingar.
I wyjechaliśmy.
-Jaka...jaka jest twoja rodzina?
-Moja rodzina? Jest cudowna, taka do której zawsze możesz się zwrócić gdy masz jakikolwiek problem. Oczywiście zdarzają się kłótnie, ale nigdy nie trwają długo.
Maja spuściła wzrok.
-Zawsze marzyłam o takiej rodzinie. Gdybym taką miała, na pewno od razu poradziłabym sobie z sprawą z Arturem. Może nawet nie trzeba by było nic załatwiać, bo by mi doradzili żebym zerwała z nim wcześniej. Teraz ty jesteś moją rodziną, za co ci bardzo dziękuję.
Wtuliła się w mój tors. Pogłaskałem ją po włosach i pocałowałem w usta.
-Nie zrań, mnie Niall.
-Zbyt cię kocham by to zrobić.
*Oczami Mai*
Kiedy dojechaliśmy do jego domu, Niall zapłacił za taksówkę. Podeszliśmy do drzwi, w które on zapukał. Zza drzwi wychyliła się kobieta. Która przytuliła swojego syna.
-Niall, mój kochany.
Ucałowała go w czoło.
-Mamo... jestem z dziewczyną.
Powiedział zawstydzony. Nawet nie wiedział, jak bardzo pragnęłam aby moja mama, tak mnie zawstydzała.
-O to ty musisz być tą Mają którą, on tak wychwala jaka ty jesteś mądra, piękna i cudowna!
-Dzień dobry.
Powiedziałam nieśmiało. Mama Horana, zaprosiła nas do środka. Mieszkanie było bardzo ładnie wystrojone, tak bardzo zwyczajnie. Na szafkach były zdjęcia Nialla, Grega, Theo i reszty rodziny Horanów.
Mama Nialla zaczynała powoli przynosić jedzenie z kuchni.
-Mogę pomóc?
Spytałam się, a ta podała mi z uśmiechem, tacę z kanapkami. Mój chłopak usiadł na kanapie, obok swojego taty i rozmawiali. Kiedy wszystko poznosiłyśmy usiadłam, obok niego, a ten mnie pocałował i posadził sobie na kolanach.
-I jak tam Emma?
Spytał zaciekawiony tata Horana.
-Z ciocią jest bardzo dobrze. Nic się prawie nie zmieniła, tylko zerwała z Dylanem.
-Jak to? Przecież byli taką udaną parą, już myślałam, że nie długo jej się oświadczy!
Przerwała mu w połowie zdania jego mama.
-Dobrze, pewnie jesteście już zmęczeni, po tak długiej podróży.Przecież z Bardford do Mullingar jest jakieś kilka dobrych, godzin drogi!
-Zatrzymaliśmy się u Grega.
-I nic nam o tym nie powiedział? Będę musiała z nim porozmawiać. Jak tam mój mały wnuczek?
-Theo? Coraz bardziej rośnie, nawet wykonał kilka kroczków w stronę Mai. Prawda kotku?
-Co?... Yyy tak.
Uśmiechnęłam się.
-Widzę, że jesteś zmęczona, idźcie się już położyć spać. Niall, Maja zajmie twoje łóżko, a ty będziesz spał na kanapie.
-Co?! Przecież mogę spać z nią w jednym łóżku! Przecież jest moją dziewczyną.
Jego tata wziął sprawę w swoje ręce.
-O nie, nie młodzieńcze. Myślisz, że nie wiem co ci łazi po głowie? Mai może nie, ale tobie? Jesteś młody i rozumiem to, ale śpisz na kanapie.
-Ale..
-Żadnych ale, nie słyszałeś co ojciec powiedział.
-Ale ja naprawdę mogę spać na kanapie, przecież on jest u siebie.
Powiedziałam.
-Nie, nie nie ty jesteś gościem i będziesz spała w normalnym łóżku.
Ciągle zaprzeczała pani Horan. W końcu jej uległam, przebrałam się w piżamę i poszłam do jego pokoju by położyć się spać. Pokój był średni, ale łóżko bardzo duże, tak że zmieściły by się na nim spokojnie dwie osoby. Przykryłam się kołdrą, która pachniała Niallem. Zaciągnęłam się tym zapachem, i czułam jakby był obok mnie. Wtuliłam się w poduszkę. Słyszałam jak na dole gasną światła. Spojrzałam na zegarek była już 24.00. Usłyszałam kroki. Do pokoju wszedł Nialler w samych bokserkach.
-Śpisz?
-Nie.
Posunęłam mu się i położyłam swoją głowę w jego ramiona. Zaczął mnie całować. Po chwili, do pokoju wszedł tata Nialla.
-Horan na kanapę, jazda!
I zostałam sama...
sobota, 9 listopada 2013
Rozdział 31
*Oczami Mai*
Po kolacji, chwilkę bawiłam się z małym i Niallem. Niestety chwilę później, Theo był już śpiący i żona Grega, wzięła go na ręce, i szła w stronę pokoju malucha. Spojrzałam na Dennis.
-Mogę?
Zrozumiała o co mi chodzi. Oddała mi dziecko na ręce, i pozwoliła je ułożyć do snu. Niall poszedł razem ze mną. Ułożyłam małego, na łóżko, i pocałowałam w policzek. Nie spodziewałam się, że kiedykolwiek poczuję takie uczucie, że chciałabym mieć w wieku 17 lat dziecko. Niall, widząc jak uśmiecham się w stronę Theo, objął mnie ramieniem. Spojrzałam na niego, podnosząc głowę.
-Niall. Myślisz,że kiedyś będziemy mogli założyć rodzinę. Wiesz w sensie... ty, ja i może jakiś nowy Horan?
-Chodzi ci o dziecko?
-Tak.
Uśmiechnął się i pocałował moje włosy.
-Będziesz najpiękniejszą matką, pod Słońcem!
Poszliśmy do naszego wspólnego pokoju. Położyliśmy się na łóżku.
-Możemy, nawet teraz spróbować.
-Ale co?
Spytałam zdziwiona.
-No wiesz. Założyć rodzinę.
Jego usta przybliżyły się do mojej szyi, a ręce oplatać talię. Poczułam rozkosz, lecz nie chciałam.
-Nie... Niall jeszcze nie teraz...
Musiał pomyśleć, choć chwilę o sobie, o jego karierze. Jego ręce wróciły na swoje miejsce, nie chciał mnie zmuszać. Widząc w ciemności jego rysy, wydały mi się zawiedzione.
-Przepraszam... ale moim zdaniem powinieneś najpierw zająć się karierą.
-Rozumiem. Spokojnie, nic się nie stało, nie będę cię przecież zmuszał.
-Obejmij mnie, chcę zasnąć w twoich ramionach.
Wykonał moją prośbę. Zasnęliśmy.
*Oczami Nialla*
Po ubraniu się zeszliśmy na parter. Maja pomagała Dennis szykować śniadanie. Czytałem wraz z bratem gazetę. Maja ubrała dzisiaj, rurki, i zwiewny top. Dzisiaj musiałem, Gregowi oddać jego samochód, resztę drogi mieliśmy, przebyć samolotem.. Na lotnisku, widziałem jak drży.
-Co się dzieje?
Spytałem ukochaną.
-Nic. Po prostu pierwszy raz w życiu lecę samolotem.
Rozumiałem ją, kiedy pierwszy raz leciałem samolotem, czułem się podobnie jak ona. Miałem wtedy 13 lat. Trząsłem się, jak nigdy, lecz potem usiadłem, na miejscu i obserwowałem niebo. I potem wiedziałem, że nie ma nic piękniejszego jak widzieć, zachód Słońca ponad chmurami.
W samolocie zajęliśmy miejsca, przy oknach. Specjalnie posadziłem Maję przy oknie, żeby zobaczyła niebo. Jednak ona, zamiast patrzeć w niebo wtuliła głowę w moje ramiona. Pierwszy raz ją odepchnąłem. Spojrzała się na mnie, i popatrzyła w niebo. Uśmiechnęła się, a ja objąłem ją ramieniem. Przez resztę podróży, spoglądała tylko przez okno.
-Piękne...
Powiedziała cicho do samej siebie, nie odrywając wzroku od szyby.
Po kolacji, chwilkę bawiłam się z małym i Niallem. Niestety chwilę później, Theo był już śpiący i żona Grega, wzięła go na ręce, i szła w stronę pokoju malucha. Spojrzałam na Dennis.
-Mogę?
Zrozumiała o co mi chodzi. Oddała mi dziecko na ręce, i pozwoliła je ułożyć do snu. Niall poszedł razem ze mną. Ułożyłam małego, na łóżko, i pocałowałam w policzek. Nie spodziewałam się, że kiedykolwiek poczuję takie uczucie, że chciałabym mieć w wieku 17 lat dziecko. Niall, widząc jak uśmiecham się w stronę Theo, objął mnie ramieniem. Spojrzałam na niego, podnosząc głowę.
-Niall. Myślisz,że kiedyś będziemy mogli założyć rodzinę. Wiesz w sensie... ty, ja i może jakiś nowy Horan?
-Chodzi ci o dziecko?
-Tak.
Uśmiechnął się i pocałował moje włosy.
-Będziesz najpiękniejszą matką, pod Słońcem!
Poszliśmy do naszego wspólnego pokoju. Położyliśmy się na łóżku.
-Możemy, nawet teraz spróbować.
-Ale co?
Spytałam zdziwiona.
-No wiesz. Założyć rodzinę.
Jego usta przybliżyły się do mojej szyi, a ręce oplatać talię. Poczułam rozkosz, lecz nie chciałam.
-Nie... Niall jeszcze nie teraz...
Musiał pomyśleć, choć chwilę o sobie, o jego karierze. Jego ręce wróciły na swoje miejsce, nie chciał mnie zmuszać. Widząc w ciemności jego rysy, wydały mi się zawiedzione.
-Przepraszam... ale moim zdaniem powinieneś najpierw zająć się karierą.
-Rozumiem. Spokojnie, nic się nie stało, nie będę cię przecież zmuszał.
-Obejmij mnie, chcę zasnąć w twoich ramionach.
Wykonał moją prośbę. Zasnęliśmy.
*Oczami Nialla*
Po ubraniu się zeszliśmy na parter. Maja pomagała Dennis szykować śniadanie. Czytałem wraz z bratem gazetę. Maja ubrała dzisiaj, rurki, i zwiewny top. Dzisiaj musiałem, Gregowi oddać jego samochód, resztę drogi mieliśmy, przebyć samolotem.. Na lotnisku, widziałem jak drży.
-Co się dzieje?
Spytałem ukochaną.
-Nic. Po prostu pierwszy raz w życiu lecę samolotem.
Rozumiałem ją, kiedy pierwszy raz leciałem samolotem, czułem się podobnie jak ona. Miałem wtedy 13 lat. Trząsłem się, jak nigdy, lecz potem usiadłem, na miejscu i obserwowałem niebo. I potem wiedziałem, że nie ma nic piękniejszego jak widzieć, zachód Słońca ponad chmurami.
W samolocie zajęliśmy miejsca, przy oknach. Specjalnie posadziłem Maję przy oknie, żeby zobaczyła niebo. Jednak ona, zamiast patrzeć w niebo wtuliła głowę w moje ramiona. Pierwszy raz ją odepchnąłem. Spojrzała się na mnie, i popatrzyła w niebo. Uśmiechnęła się, a ja objąłem ją ramieniem. Przez resztę podróży, spoglądała tylko przez okno.
-Piękne...
Powiedziała cicho do samej siebie, nie odrywając wzroku od szyby.
czwartek, 7 listopada 2013
Rozdział 30
*Oczami Mai*
Jutro miałam być wypisana, ze szpital, i Artur miał przyjść by mnie odebrać. Miałam nadzieję, że chociaż trochę zrozumiał, że nie może mnie bić, i źle traktować. Chciałam, żeby chociaż trochę się zmienił. Minimalnie. Niall, przyszedł mnie odwiedzić, wszedł do sali wcześnie rano. To było nasze ostatnie spotkanie. Tak bardzo chciałam być przy nim. Zawsze. Kiedy zobaczyłam go, tachał za sobą, walizkę z ubraniami. Poczułam smutek. On wyjeżdżał. Na mojej twarzy widać było zmartwienie, ponieważ Niall, od razu zapytał co mi jest.
-Chodzi o to, że odchodzisz.
-A kto powiedział, że to jest moja walizka? To twoja.
-Ale, ja wychodzę ze szpitala już jutro, nie jest mi już potrzebna.
-Ależ jest. Przecież jedziesz ze mną.
-Ale..ale Artur tu jutro przyjdzie i nie będzie czasu.
-Dlatego jedziesz dzisiaj. Już uzgodniłem to z lekarzem. Możesz.
Zerwałam się z łóżka, i rzuciłam się na szyję Niallowi i pocałowałam w usta. Poszłam się przebrać, do łazienki. Nie wiedziałam, gdzie dokładnie, jadę z Niallem, ale ważne, że z nim. Gdziekolwiek bym, z nim nie była, będę szczęśliwa. Poszłam za nim do samochodu. Nikogo w nim nie było.
-Niall, kto będzie prowadził?
-Ja, mam prawo jazdy.
-Już się boje...
Spojrzał na mnie, tym swoim wzrokiem. Spojrzałam, za siebie. Zauważyłam Artura, który się zbliża.
O nie,nie, nie tym razem on mi nie stanie na drodze do szczęścia. Chwycił mnie za rękę mocno i powiedział:
-O nie, nigdzie się nie wybierasz.
-Zostaw ją, spierdalaj z jej życia.
-Nie masz tu, nic do gadania chłoptasiu. Ona jest moja, i będę traktował ją jak będę chciał.
-Niall otwieraj drzwi do samochodu i wsiadaj. Szybko.
Wykonał moje polecenie, lecz z nie ufnością.
-Czyli się zdecydowałaś?
Powiedział Artur.
-Puść mnie.
-Nie!
-Okey.
Powiedziałam, a potem kopnęłam go w krocze, szybko uciekając. Weszłam szybko do auta, a Niall go odpalił. Po minucie, byliśmy dwie ulice dalej od miejsca gdzie zostawiłam Artura.
-Myślałem, już, że z nim pójdziesz.
-Nie tym razem.
Miałam w oczach strach. On to zauważył.
-Jesteś przestraszona. Co się stało?
-Nie.. nic. Po prostu pierwszy raz, poczułam się całkowicie wolna od Artura.
Uśmiechnęłam się sztucznie. Okłamałam go. Wiedziałam, że na pewno będzie nas szukał, albo nawet już wystartował. Pogłaskałam Nialla, po ramieniu.
-Kocham cię wiesz?
Powiedziałam Irlandczykowi, dotykając jego muskułów. Uśmiechnął się.
-Wiem.
A po chwili dodał:
-Będziemy musieli się zatrzymać, bo nie dojedziemy do Mullingar, bez przystanku. Na noc zostaniemy u mojego brata Grega i jego rodziny.
-Dobrze
Stwierdziłam, choć było mi trochę wstyd, że nie wiedziałam, że mój ukochany ma brata. Czułam się też trochę zmieszana, bo nie wiedziałam jak zachować się u Grega.
-Poznasz mojego bratanka, Theo,jest bardzo słodki.
Proszę kolejna niespodzianka, on ma bratanka! On wiedział, o mnie wszystko, a ja o nim prawie nic.
Zaczął padać deszcz. Po szybach spływały wielkie krople deszczu. Dwie godziny później zatrzymaliśmy się, na stacji paliwowej, by zatankować, a później podeszliśmy do jakiegoś małego baru. Lało tak mocno, że po przejściu kilku metrów, włosy miałam całe mokre. Zatrzymaliśmy się tam i zjedliśmy hamburgera, popijając go colą. Niall opowiadał mi o Gregu. Jaki jest, i co razem przeżyli. Okazuję się, że Greg to całkiem przyjazny, facet jeżeli, Nialler mówił prawdę. Ale to się dopiero okaże. Po półgodzinie znów byliśmy, w drodze. Patrząc, w szybę zastanawiałam się jak, bardzo moje, życie się zmieni. Nagle olśniło mnie...
-Niall. Moja mama wie, że z tobą jadę?
-Oczywiście, że wie, jak mogłaby nie wiedzieć!
*Oczami Nialla*
Skłamałem. Ona o niczym nie wiedziała. Postanowiłem, że jak będziemy u Grega, zadzwonię do cioci Emmy, by powiadomiła jej matkę. Nie chciałem mówić jej prawdy, bo od razu kazałaby mi zawrócić. Dlatego, ciocia miała ją powiadomić o tym.
Zatrzymaliśmy się przed, białym domem, który znajdował się już na terenie Irlandii. Nareszcie, w ojczyźnie!
Zapukałem do drzwi. Maja była zmieszana, i schowała się za mną, ale popchnąłem ją przede mnie. W tym właśnie momencie Greg otworzył, drzwi. Maja, uśmiechnęła się do niego zawstydzona i wydusiła tylko:
-Hej!
-Yyy... cześć. Niall bracie! Dawno cię tu nie było!
Z pokoju, wyszła Dennis z Theo na rękach. Mały wyciągnął do mnie ręce.
-Wujek!Wujek!
Krzyczał mały, a Dennis powtarzała to z nim. Podeszła do mnie i przytuliła, całując w policzek, a potem podała dłoń, Mai uśmiechając się.
-To Maja.
Pokazałem im moją wybrankę. A potem przedstawiłem jej wszystkich z mojej rodziny. Mały Theo, podszedł swoimi niestabilnymi kroczkami do Mai, i próbował nawiązać rozmowę.
-Ceść
-Witaj maluszku.
Uśmiechnęła się do niego.
-Nie jestem maluskiem! Jestem juz duzy. Ooo taki!
Pokazał rączką do góry.
-Tak, tak jesteś już dojrzałym mężczyzną .
Potem usiadła do stołu i zaczęła rozmawiać z Gregiem, mną i Dennis. Jedliśmy kolacje. Nareszcie, znana mi i uwielbiana przeze mnie kuchnia, Dennis. Ona bardzo dobrze gotuje, choć wciąż tęsknie za potrawami mamy.
Jutro miałam być wypisana, ze szpital, i Artur miał przyjść by mnie odebrać. Miałam nadzieję, że chociaż trochę zrozumiał, że nie może mnie bić, i źle traktować. Chciałam, żeby chociaż trochę się zmienił. Minimalnie. Niall, przyszedł mnie odwiedzić, wszedł do sali wcześnie rano. To było nasze ostatnie spotkanie. Tak bardzo chciałam być przy nim. Zawsze. Kiedy zobaczyłam go, tachał za sobą, walizkę z ubraniami. Poczułam smutek. On wyjeżdżał. Na mojej twarzy widać było zmartwienie, ponieważ Niall, od razu zapytał co mi jest.
-Chodzi o to, że odchodzisz.
-A kto powiedział, że to jest moja walizka? To twoja.
-Ale, ja wychodzę ze szpitala już jutro, nie jest mi już potrzebna.
-Ależ jest. Przecież jedziesz ze mną.
-Ale..ale Artur tu jutro przyjdzie i nie będzie czasu.
-Dlatego jedziesz dzisiaj. Już uzgodniłem to z lekarzem. Możesz.
Zerwałam się z łóżka, i rzuciłam się na szyję Niallowi i pocałowałam w usta. Poszłam się przebrać, do łazienki. Nie wiedziałam, gdzie dokładnie, jadę z Niallem, ale ważne, że z nim. Gdziekolwiek bym, z nim nie była, będę szczęśliwa. Poszłam za nim do samochodu. Nikogo w nim nie było.
-Niall, kto będzie prowadził?
-Ja, mam prawo jazdy.
-Już się boje...
Spojrzał na mnie, tym swoim wzrokiem. Spojrzałam, za siebie. Zauważyłam Artura, który się zbliża.
O nie,nie, nie tym razem on mi nie stanie na drodze do szczęścia. Chwycił mnie za rękę mocno i powiedział:
-O nie, nigdzie się nie wybierasz.
-Zostaw ją, spierdalaj z jej życia.
-Nie masz tu, nic do gadania chłoptasiu. Ona jest moja, i będę traktował ją jak będę chciał.
-Niall otwieraj drzwi do samochodu i wsiadaj. Szybko.
Wykonał moje polecenie, lecz z nie ufnością.
-Czyli się zdecydowałaś?
Powiedział Artur.
-Puść mnie.
-Nie!
-Okey.
Powiedziałam, a potem kopnęłam go w krocze, szybko uciekając. Weszłam szybko do auta, a Niall go odpalił. Po minucie, byliśmy dwie ulice dalej od miejsca gdzie zostawiłam Artura.
-Myślałem, już, że z nim pójdziesz.
-Nie tym razem.
Miałam w oczach strach. On to zauważył.
-Jesteś przestraszona. Co się stało?
-Nie.. nic. Po prostu pierwszy raz, poczułam się całkowicie wolna od Artura.
Uśmiechnęłam się sztucznie. Okłamałam go. Wiedziałam, że na pewno będzie nas szukał, albo nawet już wystartował. Pogłaskałam Nialla, po ramieniu.
-Kocham cię wiesz?
Powiedziałam Irlandczykowi, dotykając jego muskułów. Uśmiechnął się.
-Wiem.
A po chwili dodał:
-Będziemy musieli się zatrzymać, bo nie dojedziemy do Mullingar, bez przystanku. Na noc zostaniemy u mojego brata Grega i jego rodziny.
-Dobrze
Stwierdziłam, choć było mi trochę wstyd, że nie wiedziałam, że mój ukochany ma brata. Czułam się też trochę zmieszana, bo nie wiedziałam jak zachować się u Grega.
-Poznasz mojego bratanka, Theo,jest bardzo słodki.
Proszę kolejna niespodzianka, on ma bratanka! On wiedział, o mnie wszystko, a ja o nim prawie nic.
Zaczął padać deszcz. Po szybach spływały wielkie krople deszczu. Dwie godziny później zatrzymaliśmy się, na stacji paliwowej, by zatankować, a później podeszliśmy do jakiegoś małego baru. Lało tak mocno, że po przejściu kilku metrów, włosy miałam całe mokre. Zatrzymaliśmy się tam i zjedliśmy hamburgera, popijając go colą. Niall opowiadał mi o Gregu. Jaki jest, i co razem przeżyli. Okazuję się, że Greg to całkiem przyjazny, facet jeżeli, Nialler mówił prawdę. Ale to się dopiero okaże. Po półgodzinie znów byliśmy, w drodze. Patrząc, w szybę zastanawiałam się jak, bardzo moje, życie się zmieni. Nagle olśniło mnie...
-Niall. Moja mama wie, że z tobą jadę?
-Oczywiście, że wie, jak mogłaby nie wiedzieć!
*Oczami Nialla*
Skłamałem. Ona o niczym nie wiedziała. Postanowiłem, że jak będziemy u Grega, zadzwonię do cioci Emmy, by powiadomiła jej matkę. Nie chciałem mówić jej prawdy, bo od razu kazałaby mi zawrócić. Dlatego, ciocia miała ją powiadomić o tym.
Zatrzymaliśmy się przed, białym domem, który znajdował się już na terenie Irlandii. Nareszcie, w ojczyźnie!
Zapukałem do drzwi. Maja była zmieszana, i schowała się za mną, ale popchnąłem ją przede mnie. W tym właśnie momencie Greg otworzył, drzwi. Maja, uśmiechnęła się do niego zawstydzona i wydusiła tylko:
-Hej!
-Yyy... cześć. Niall bracie! Dawno cię tu nie było!
Z pokoju, wyszła Dennis z Theo na rękach. Mały wyciągnął do mnie ręce.
-Wujek!Wujek!
Krzyczał mały, a Dennis powtarzała to z nim. Podeszła do mnie i przytuliła, całując w policzek, a potem podała dłoń, Mai uśmiechając się.
-To Maja.
Pokazałem im moją wybrankę. A potem przedstawiłem jej wszystkich z mojej rodziny. Mały Theo, podszedł swoimi niestabilnymi kroczkami do Mai, i próbował nawiązać rozmowę.
-Ceść
-Witaj maluszku.
Uśmiechnęła się do niego.
-Nie jestem maluskiem! Jestem juz duzy. Ooo taki!
Pokazał rączką do góry.
-Tak, tak jesteś już dojrzałym mężczyzną .
Potem usiadła do stołu i zaczęła rozmawiać z Gregiem, mną i Dennis. Jedliśmy kolacje. Nareszcie, znana mi i uwielbiana przeze mnie kuchnia, Dennis. Ona bardzo dobrze gotuje, choć wciąż tęsknie za potrawami mamy.
wtorek, 5 listopada 2013
Subskrybuj:
Posty (Atom)
