sobota, 9 listopada 2013

Rozdział 31

                                                   *Oczami Mai*

Po kolacji, chwilkę bawiłam się z małym i Niallem. Niestety chwilę później, Theo był już śpiący i żona Grega, wzięła go na ręce, i szła w stronę pokoju malucha. Spojrzałam na Dennis.
-Mogę?
Zrozumiała o co mi chodzi. Oddała mi dziecko na ręce, i pozwoliła je ułożyć do snu. Niall poszedł razem ze mną. Ułożyłam małego, na łóżko, i pocałowałam w policzek. Nie spodziewałam się, że kiedykolwiek poczuję takie uczucie, że chciałabym mieć w wieku 17 lat dziecko. Niall, widząc jak uśmiecham się w stronę Theo, objął mnie ramieniem. Spojrzałam na niego, podnosząc głowę.
-Niall. Myślisz,że kiedyś będziemy mogli założyć rodzinę. Wiesz w sensie... ty, ja i może jakiś nowy Horan?
-Chodzi ci o dziecko?
-Tak.
Uśmiechnął się i pocałował moje włosy.
-Będziesz najpiękniejszą matką, pod Słońcem!
Poszliśmy do naszego wspólnego pokoju. Położyliśmy się na łóżku.
-Możemy, nawet teraz spróbować.
-Ale co?
Spytałam zdziwiona.
-No wiesz. Założyć rodzinę.
Jego usta przybliżyły się do mojej szyi, a ręce oplatać talię. Poczułam rozkosz, lecz nie chciałam.
-Nie... Niall jeszcze nie teraz...
Musiał pomyśleć, choć chwilę o sobie, o jego karierze. Jego ręce wróciły na swoje miejsce, nie chciał mnie zmuszać. Widząc w ciemności jego rysy, wydały mi się zawiedzione.
-Przepraszam... ale moim zdaniem powinieneś najpierw zająć się karierą.
-Rozumiem. Spokojnie, nic się nie stało, nie będę cię przecież zmuszał.
-Obejmij mnie, chcę zasnąć w twoich ramionach.
Wykonał moją prośbę. Zasnęliśmy.


                                                   *Oczami Nialla*

Po ubraniu się zeszliśmy na parter. Maja pomagała Dennis szykować śniadanie. Czytałem wraz z bratem gazetę. Maja ubrała dzisiaj, rurki, i zwiewny top. Dzisiaj musiałem, Gregowi oddać jego samochód, resztę drogi mieliśmy, przebyć samolotem.. Na lotnisku, widziałem jak drży.
-Co się dzieje?
Spytałem ukochaną.
-Nic. Po prostu pierwszy raz w życiu lecę samolotem.
Rozumiałem ją, kiedy pierwszy raz leciałem samolotem, czułem się podobnie jak ona. Miałem wtedy 13 lat. Trząsłem się, jak nigdy, lecz potem usiadłem, na miejscu i obserwowałem niebo. I potem wiedziałem, że nie ma nic piękniejszego jak widzieć, zachód Słońca ponad chmurami.
W samolocie zajęliśmy miejsca, przy oknach. Specjalnie posadziłem Maję przy oknie, żeby zobaczyła niebo. Jednak ona, zamiast patrzeć w niebo wtuliła głowę w moje ramiona. Pierwszy raz ją odepchnąłem. Spojrzała się na mnie, i popatrzyła w niebo. Uśmiechnęła się, a ja objąłem ją ramieniem. Przez resztę podróży, spoglądała tylko przez okno.
-Piękne...
Powiedziała cicho do samej siebie, nie odrywając wzroku od szyby.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz