*Oczami Nialla*
Wróciliśmy późno wieczorem. Ciocia Emma widząc nasze miny wiedziała, że lepiej nie pytać. Maja nie odzywała się do mnie, poszła do pokoju, usiadła na łóżku, i tylko milczała, jedynie łzy spływały teraz po jej twarzy. Patrzyłem na nią, ale ona mnie nie zauważała. Usiadłem obok niej, chciałem ją objąć, ale odsunęła się ode mnie. Wiedziałem, że teraz nie powinienem jej dotykać, rozmawiać z nią, tylko odejść i nic nie mówić. Lecz nie chciałem zostawić jej samej.
-Wiem, że jest ci teraz źle, z tym że on a umarła, mi też nie jest z tym dobrze, ale musimy sobie poradzić. Ja będę przy tobie.
-Aha, czyli chcesz powiedzieć, że wszystko będzie dobrze tak? Otóż nic nie będzie dobrze. Wiesz ile razy to słyszałam? Zawsze kiedy ktoś tak mówi, to potem odchodzi. Nic nie będzie takie same. Mam jej śmierć na sumieniu, i do końca życia to będzie tylko moja wina. Umarła przeze mnie, przez mój egoizm, i dbanie tylko o siebie. A ja nawet jej dobrze nie znałam....
-Jak możesz tak mówić?! Nigdy nie byłaś egoistką! Obwiniasz się za wszystko o co tylko możesz!Dbasz o wszystkich w okół,tylko nie o siebie!
Zacząłem na nią krzyczeć, pierwszy raz w życiu.
-Ty nic nie rozumiesz! Najwyraźniej nie obchodzi cię jej śmierć!
-Co?! Obchodzi mnie, też się o nią obwiniam! Ale obwiniając się nie sprowadzę jej znowu na ziemię!Maja, musimy zrobić coś by jej śmierć nie poszła na marne!
Chciałem chwycić ją za rękę, odsunęła ją szybkim ruchem ode mnie.
-Nie dotykaj mnie! Proszę... Wyjdź stąd chcę być sama.
Czułem się przez to wszystko źle, jak potwór. Pokłóciłem się z osobą na której zależało mi najbardziej. Stojąc w drzwiach, byłem na skraju załamania. Czułem że zraniłem ją jeszcze bardziej. Czułem się jak zwykły dupek.
-Kocham cię.
Powiedziałem i wyszedłem.
*Oczami Mai*
Nie rozumiał mnie. Byłam z tym wszystkim sama. Ciągle miałam obraz, Jenny w moich ramionach. Jak umierała. Zdążyła tylko wyszeptać do mojego ucha:"Dziękuję, że mi pomogłaś kiedy cię potrzebowałam, teraz ja pomogłam tobie". Jej głos... ciągle się odtwarzał na nowo w mojej głowie. Kiedy się pierwszy raz spotkałyśmy obiecywałam, że wszystko będzie dobrze, a teraz? Ona nie żyje. N i e - ż y j e. Czułam jak chcę odpłynąć. Zanurzyć się w inny świat, kompletnie inny... Taki, mój własny, ale jednak szczęśliwy. Wyszłam przez okno, i biegłam po ulicy. Weszłam do byle jakiego sklepu. Wyjęłam garść drobniaków i podałam sprzedawczyni.
-Dwa piwa.
Kobieta podała mi bez namysłu. Usiadłam na murku, i napiłam się łyka napoju. Smak był odrażający, ale to był jedyny sposób, aby się choć na chwilę odstresować. Podszedł do mnie starszy mężczyzna, usiadł obok mnie, wyjął piwo ze swojej torby.
-W twoim wieku, dziewczęta nie piją piwa. Coś musiało się stać. Chłopak?Przyjaciółka? Rodzice?
-Nic
Odparłam. Ale on nie przestawał pytać.
-Słuchaj, wiem o tym, że coś cię męczy. Wiem to bo przychodzę tu od 20 lat i nigdy cię nie widziałem, a mam pamięć do twarzy.
-Nic.Życie, już mnie po prostu przerasta.
-To znaczy?
-To znaczy... nie dawno mój były chłopak, chciał się na mnie zemścić....
-Ukradł ci coś, zranił cię?
-Nie gorzej... on zabił jedną dziewczynę, którą ledwo znałam. To moja wina... Nie chcę żyć.
-A masz dla kogo żyć?
-Tylko dla mojego chłopaka. Ale pokłóciłam się z nim.
-To skoro masz dla kogo żyć, to niby dlaczego masz umierać?
Wypiłam kolejnego łyka piwa.
-Obwiniał się pan kiedyś o czyjąś śmierć?
Spuścił wzrok, pogrzebał w kieszeni. Wyjął zdjęcie małej dziewczynki.
-To moja córeczka, Emily, śliczna co?
-Tak, urocz dziewczynka.
-Ona... ona nie żyje, a to wszystko moja wina.
-Co się stało.
-Mieliśmy wypadek samochodowy. Miała wtedy 8 lat. Poprosiła mnie czy mogłaby siedzieć z przodu. Zgodziłem się, stwierdziłem, że 2 kilometry to nie jest dużo i nic się nie stanie i wtedy...
Głos mu się załamał.
-I wtedy uderzył w nas samochód, akurat w ten bok co jechała Emily. Ja wyszedłem z tego, tylko z małym zadrapaniem, ale ona umarła. Obwiniałem się za to, moja żona także, po kilku miesiącach stwierdziła, że nie może żyć z człowiekiem, przez którego umarłą jej córka. Wzięliśmy rozwód. Popadłem w alkoholizm. Nie pozwól, abyś przez jeden wypadek, któremu nawet nie jesteś winna, zniszczył twoje życie. Odłóż to piwo, pójdź do chłopaka, bo jeżeli to jest twój jedyny powód do życia, to mu podziękuj, i powiedz, że go kochasz.
-Dziękuję panu.
Uśmiechnęłam się, i szłam w stronę, domu cioci Nialla. Spojrzałam w telefon. 20 nieodebranych połączeń od Irlandczyka. Ruszyłam w kierunku parku. Spojrzałam przed siebie. Zobaczyłam Horana, kopiącego w śmietnik i który klnie przy tym na cały świat. Pobiegłam w jego stronę i rzuciłam mu się na szyję.
-Niall, przepraszam nie powinnam się na ciebie wkurza...
-Ciii, mała, rozumiem.
Przytulił mnie mocno, i wtulił twarz w moją szyję.
-Dziękuję...
Wyszeptałam do jego ucha.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz