środa, 30 października 2013

Rozdział 28

                                       *Oczami Mai*

Był weekend. Artur przyszedł wcześnie rano. Ja jeszcze spałam. On stał i czekał, aż się obudzę. Kiedy go zobaczyłam, zamknęłam oczy i udawałam, że jeszcze śnię. Nie zauważył tego. Czekał lecz później się wkurzył i wygonił mnie z łóżka. Powiedział, że nie prześpię całego dnia. Mój nos, ciągle bolał i był cały siny.
Poszłam do łazienki i ubrałam się. Cięcia na rękach przeobraziły się w blizny. Myślałam o tym żeby zostać tam, i zakluczyć się na wieki. Ale oczywiście Artur wyważyłby drzwi. Usłyszałam trzaskanie, w sumie to walenie w drzwi. Wściekł się. Szybko otworzyłam drzwi. Ujrzałam go wściekłego. Zaczął wrzeszczeć na mnie, że za długo tam siedziałam.
-Spokojnie, ja tylko byłam w łazience. Czego się drzesz?
-Nie pyskuj, gówniaro!
Szarpnął mnie za koszule i rzucił na ziemię. Chciałam płakać, ale co by to dało. Oberwałabym dodatkowo.
podniosłam się z ziemi.
-Masz mi coś do powiedzenia?
Spytał Artur. Spuściłam wzrok.
-Przepraszam.
Wydusiłam z trudem. Nie chciałam go przepraszać, ponieważ nie miałam za co. Lecz musiałam.
-Idziemy.
Usłyszałam. Nie chciałam nigdzie z nim wychodzić. Wstydziłam się.
-Ale gdzie? Ja nie chcę nigdzie iść, zostańmy proszę.
Chwycił mnie pod ramię, było to tak mocne, że po chwili pół mojej ręki było sine. Weszliśmy do jakiejś dziwnej alejki. Stali tam jacyś, podejrzani kolesie. Spojrzeli, dziwnym, wręcz pożerającym wzrokiem na mnie.
-O. Artur ma nową dziunię. Jak masz na imię laluniu?
Chciałam, teraz się wtulić w ramiona Nialla, żebym... żebym czuła się bezpiecznie, lecz go przy mnie nie było, był tylko Artur, a on się nie przejmował tym. Za kilka paczek prochów, by mnie sprzedał, mogłabym się założyć.
-Masz towar?
Spojrzał się na jednego z nich.
-Tak, tylko najpierw kasa.
Artur wyjął zwitek 50-funtowych banknotów, nie wiedziałam skąd miał tyle pieniędzy. Nie pochodził z bogatej rodziny, ani też nie pracował. Czyżby kradł? Drugi facet wyciągnął, z jakiejś skrzynki, kilka saszetek, z białym proszkiem. To pewnie była marihuana. Artur policzył każdą saszetkę. Spojrzał na niego z wściekłością.
-Ile ty mi Kurw* dałeś. Nie na tyle się umawialiśmy!
Kiedy to usłyszeli, uciekli, a Artur zaczął ich gonić, pociągnął mnie za sobą. Kiedy ich dogonił, zaczęli się bić. Ja usiadłam w rogu. Kiedy się bili, odeszli na jakieś 100 metrów, więc nie widziałam ich. Jeden z dilerów, usiadł obok mnie. Ciarki mnie przeszły, siedział trochę za blisko. Spojrzał na mnie, i dotknął mój policzek a potem ścisnął rękę, żebym nie uciekła.
-Pocałuj mnie koteczku, Artur nie musi wiedzieć.
Chciałam ruszyć się z miejsca, lecz pociągnął mnie jeszcze bliżej do siebie. Jego usta zbliżały się do moich.
Pocałował mnie. O mało nie rzygłam. Potem zabrał się za moją koszule. Zaczął, rozpinać po kolei guziki. łzy ściekały mi po policzku. Odpychałam go od siebie. Lecz jego ręka ciągle powracała. Wyrwałam się z jego objęć, i uciekałam. Dogonił mnie.
-No co kwiatuszku? Nie powiesz mi przecież, że cię nie pociągam.Choć do mnie, jeszcze nie skończyłem.
Chwycił mnie, przyciągnął do siebie, i zaczął całować po szyi. Wyrywałam się, lecz jego objęcia, tak jak prawie każdego faceta, były mocne. Puścił mnie na chwilę, a wtedy uciekłam. Naprawdę. Niestety, piekło dopiero się zaczęło. Artur zauważył, biegnącą mnie przez park. Zostawił gościa, zgarnął prochy i pobiegł za mną. Kiedy mnie dogonił zaczął się drzeć.
-Co ty sobie w ogóle wyobrażasz?! Że kiedy coś załatwiam, będziesz sobie uciekać tak?
Zaczął mnie szarpać, bić. Jednak nie tak jak kiedyś. Teraz robił to mocniej. Uderzał w twarz, kopał po nogach, szarpał za ubrania i ręce. Tak mocno, mnie bił, że w końcu zemdlałam i nie wiedziałam co się dzieje. A Artur uciekł, nawet nikogo nie zawołał, po prostu zniknął.


                                                           *Oczami Nialla*

Usłyszałem wołanie, cioci Emmy z kuchni. Myślałem, że mam po coś pójść, lub, że mama dzwoni. Lecz nie, chodziło o Maję. Znajoma, cioci znalazła, pobitą Maję w parku. Zadzwoniła, po pogotowie by ją zabrało.Kiedy się dowiedziałem krzyknąłem:
-Zabiję gnoja, ja go po prostu zabiję. Jak on mógł ją skrzywdzić!
Szybko ubrałem się, i pojechałem z ciocią do szpitala. W sali zobaczyłem ją śpiącą. Doktor siedział i badał ją. Była cała pobita. Spytałem lekarza:
-Co się stało?
-Najprawdopodobniej została, pobita. Jest w ciężkim i niestabilnym stanie. Nie wiem czy da się ją uratować.
-To wszystko przez, tego pierdolonego Artura.
-Słucham?
Spytał lekarz zdziwiony moim słownictwem.
-Nic, po prostu jestem wkurzony.
Usiadłem, przy łóżku. Znów była w szpitalu. Za co ją to wszystko spotyka? Modliłem się, aby żyła. Kazałem wszystkim wyjść z sali, chciałem być z nią sam. Ile bym oddał, aby to wszystko się nie stało, ile bym oddał, aby to był ja. Przecież, ona tu była, przeze mnie, gdyby była ze mną to wszystko by się nie zdarzyło. Możliwe, że ja bym tam leżał, a ona siedziała, przy mnie. Obiecałem sobie o jej, że ją zabiorę do Mullingar, albo gdzieś indziej byle daleko stąd, daleko od Artura. Pocałowałem jej wargi. Były całe sine. Tak jak reszta ciała. Złamany nos, sine oczy, usta pocięte, ręce jakby pomalowane, żółto-fioletową farbą, nogi całe pokopane, na twarzy były, zaschnięte, strumyczki krwi. Włosy były potargane. Wyglądała jak zmasakrowana. Bałem się, że nie przeżyje, ale musiała przeżyć, jeszcze tyle chciałem z nią zrobić. Zabrać ją do Paryża na wakacje, oświadczyć w walentynki, śpiewać jej, chciałem, żeby mi kibicowała w X Factorze.
Boże, proszę ona, ona nie może umrzeć, ocal ją. Jeżeli ona zginie ja się powieszę, albo zrzucę się z mostu. Proszę....



------------------------------
To jeszcze nie koniec. Nie martwcie się jeżeli nie będzie do poniedziałku posta, poprostu wyjeżdzam


                                                         

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz