Kiedy widziałam jak, znika za ścianą poczułam znów się samotna, ale obiecał że jutro się spotkamy. Usłyszałam pukanie do drzwi. Na początku myślałam, że matka coś ode mnie chce. Niestety to co tam ujrzałam, było gorsze. Zobaczyłam tam Artura, oczy miał nabiegłe krwią. Był naćpany. Spojrzał na mnie zabójczym, wzrokiem i popchnął na łóżko. Wiedziałam, że to nie wróży nic dobrego.
-Mam do ciebie sprawę
Zdziwiłam się bo powiedział, to delikatnym głosem. Jednak to była tylko złuda.
-Co chcesz?
Odpowiedziałam ostro
-Umówmy się. Jeżeli zostawisz tego swojego chłoptasia, nie zrobię mu krzywdy. Jeśli jednak tego nie zrobisz znajdę ciebie i go. Będę go zabijał, powoli i boleśnie, a to wszystko na twoich oczach. Będziesz sobie wyrzucała, do końca życia, że mnie nie posłuchałaś i pozwoliłaś mu umrzeć. Ja mogę pójść do więzienia, co to dla mnie, ludzie powiedzą w sądzie to co będę chciał usłyszeć bo się mnie boją. W razie czego mogę powiedzieć, że byłem niepoczytalny i że tego żałuję, a potem znowu cię dręczyć. Widzisz, dla ciebie teraz jestem miłosierny bo daję ci wybór. Ze mną będziesz szczęśliwa, jeżeli tylko będziesz się mnie słuchać. Za pewnie ci godziwe warunki do życia. Masz czas do jutra. Przyjdę tu po twoich lekcjach, i powiesz mi na co się zdecydowałaś.
Wyszedł i trzasnął drzwiami. Rzuciłam się na podłogę i ryczałam. Ryczałam jak nigdy wcześniej, Artur chce mi zabrać jedyny powód do, życia. Czemu on nie może zrozumieć, że go nie kocham i on mnie też? Dlaczego to wszystko jest takie skomplikowane? Czemu los mnie tak kara? Wrzeszczałam do poduszki. Wiedziałam, że tej nocy nie zasnę, nie będę potrafiła. A jak mam o tym wszystkim powiedzieć Niallowi. "Sorry, ale nie możemy być razem". Tak? Nie to nie możliwe. Miałam ochotę teraz, już tylko chwycić za sznur i się powiesić. Stwierdziłam, że spróbuję się odświeżyć pod prysznicem i tam pomyśleć o tym wszystkim. Po moim policzku spływała łza, za łzą. Myślałam już, poważnie o samobójstwie. Chciałam sobie poderżnąć gardło, lub przywiązać się do kłody i rzucić do rzeki. Chwyciłam żyletkę i cięłam się.
Dzisiejszej nocy nie mogłam zasnąć. Ciągle męczyła mnie myśl, Co będzie potem? Nie wiedziałam.
***
Kiedy, szłam do szkoły, płakałam, bo nie wiedziałam, jak mam się rozstać. Raz próbowałam, to nic to nie dało, i teraz pewnie znów to się powtórzy. On mi na to nie pozwoli, i ja sobie też, ale muszę.
Weszłam do sali gdzie miałam teraz lekcje, a obok czekał już Niall. Uśmiechał się, ale mi nie było do śmiechu. Kiedy zauważył smutek na mojej twarzy spytał:
-Co się stało?
Nie odpowiedziałam. Siedziałam i patrzyłam się tępo w tablicę. Miałam bluzkę z długim rękawem, więc nie widział cięć. Wiedziałam, że po lekcji od razu przyjdzie do mojej szafki i zacznie wypytywać, a ja zacznę ryczeć. Lecz to było nieuchronne.
Rzeczywiście stało się tak jak myślałam. Stojąc przy szafce widziałam zbliżającego się Irlandczyka.
-Co ci jest?
Łza spłynęła po moim policzku.
-Po prostu nie możemy być już razem. Nie przychodź już do mnie i nie pytaj dlaczego. Dobrze?
N jego twarzy malowało się zdziwienie.
-Że co?! Jak to?! Nie to nie możliwe musiało się coś stać.
*Oczami Nialla*
Poczułem się, jakby ktoś wbił mi nóż w plecy. Nie to niemożliwe... Stałem osłupiony. Coś musiało się stać, bo ona nie mogłaby się zdecydować na to sama. Przecież była szczęśliwa ze mną.
-To przez Artura tak? Czym ci zagroził?
-Przepraszam.
-Ale...
Nie zdążyłem dokończyć, uciekła. Byłem wściekły, i zarazem smutny. Waliłem w szafkę. Podeszła do mnie nauczycielka i zwróciła mi uwagę, a kiedy odeszła kontynuowałem. Musiałem coś zrobić, przecież nie zostawię jej samej, ale nie mogę też działać zbyt pochopnie...
*Oczami Mai*
Powiedziałam mu to. To było najgorsze w moim życiu, bez porównywalnie do tego co się działo wcześniej.
Ukryłam się w damskim kiblu, by tam zamknąć się i płakać. Usłyszałam dzwonek na lekcje, nie obchodził mnie. Chciałam stąd uciec, z tej szkoły, z tego miasta, z tego kraju, z tego pieprzonego świata. Chcę zniknąć. Uciekłam ze szkoły do parku. Nikt mnie nie zobaczył. Usiadłam na ławce, i myślałam, co dalej stanie się ze mną. Może rzeczywiście trzeba by było się powiesić i zakończyć to wszystko, to całe cierpienie. Chciałam się komuś wyżalić, opowiedzieć ale nie miałam nikogo. Tacie? Nie on by tu od razu przyjechał i pogorszył tylko sytuację. Mamie? O nie, ona by się cieszyła, że wreszcie będzie miała mnie z głowy. Pomyślałam o Jenny. Ona, mogłaby mnie zrozumieć. Spojrzałam na zegarek, nie miałam niestety czasu aby się z nią spotkać, musiałam wracać do domu i czekać na Artura...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz