piątek, 27 września 2013

Rozdział 11

                                                       *Oczami Mai*

Próbowałam ten cały związek zakończyć lecz nie mogłam. Patrząc w jego niebieskie oczy przypomniały mi się wszystko co dla mnie zrobił. Dawał poczucie bezpieczeństwa, ochraniał przed Arturem, nie pozwalał się załamywać. Wszystko co dla mnie robił było cudowne. Moim zdaniem do końca życia będę go ograniczać.To straszne, kocham go, ale nienawidzę tego, że jestem z nim. Nienawidzę siebie. Nie mogę ze sobą wytrzymać, więc nie chcę go męczyć. Niall mnie doprowadzał do domu. Objął mnie ramieniem.
-Dlaczego jesteś pesymistką?- spytał się mnie
-Życie mnie tego nauczyło. Kieruję się w życiu zasadą: Nie ufaj nikomu, każdy okaże się zdrajcą. Pomyśl, co byś zrobił gdybyś przeszedł tyle co ja, ludzie cię nienawidzą, ty sam siebie nienawidzisz, nagle przychodzi osoba którą kochasz i która cię kocha, ale uważasz, że ją hamujesz i ograniczasz. Tak się czuję.
-Nie ograniczasz mnie. Będę z tobą do końca. Czym dla ciebie jest miłość? Czym?
-Tobą, spotykam sie z tobą, przytulasz mnie, w twoich ramionach czuję się bezpieczna. To, że ludzie kochają cię bezinteresownie, ale to wszystko złuda. Miłości nie ma strach i śmierć jest silniejsza, miłość kiedyś wyparuje. Śmierć zostanie.
-Nie prawda. Widzisz tych staruszków w parku- pokazał palcem na ludzi koło 70 trzymających się za ręce
-Widzę.
-To będziemy my za 50 lat. Jeżeli miłość jest prawdziwa przetrwa, jeżeli nie skonczy się dlatego trzeba rozważnie wybierać. A życie...życie jest piękne tylko trzeba na nie dobrze patrzeć. Zobacz jakie piękne są liście jesienią,jaki śmiech dziecka jest prawdziwy, jaka miłość jest cudowna. Wiem, że dużo przeszłaś. Ale uwierz mi, jestem przeznaczony dla ciebie.
Odwróciłam się od niego. Zaczęłam biec. Łzy napełniły mi się łzami.
-Maja!
Krzyknął Niall. Biegłam...
                                     
                                                       *Oczami Nialla*
Zacząłem ją gonić. Na ulicy sie nie obejrzała. Nagle czarne Lamborgini uderzyło ją na moich oczach.
-Maja nie!!!
Podbiegłem do niej. Samochód się zatrzymał wyszedł z niego mężczyzna w garniturze. Podrapał się po głowie i powiedział:
-Ja... ja jej nie widziałem przepraszam.
-Nie przepraszaj, na co czekasz dzwoń po pogotowie!! Szybko. Maju.. Maju proszę obudź się.
Sprawdziłem jej puls. Żyła. Całe szczęście...



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz